• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
[24.09.1972r.] Jak przyszły teść z zięciem poszli do baru || Richard & Baldwin

[24.09.1972r.] Jak przyszły teść z zięciem poszli do baru || Richard & Baldwin
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#2
05.01.2026, 00:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.01.2026, 00:47 przez Baldwin Malfoy.)  
Ponoć każde miejsce ma swój własny zapach - niewyczuwalny dla jego mieszkańców, ostry dla przyjezdnych. W Necronomionie pachniało śmiercią; zaklętą w formalinie i mdłych kwiatach, owiniętą w całun. Pachniało też dymem ze świec, woskiem i… farbą malarską. Próg rzeczywiście bywał łaskawy dla ludzi w pewnym wieku, choć czynił to szalenie wybiórczo, zupełnie jakby cały budynek czerpał radość z lecących na złamanie karku (albo chociaż wybicie paru zębów) odwiedzających zakład pogrzebowy. W ogóle było to miejsce niezwykłe ten Necronomicon - pokaźną część sali wejściowej zajmował masyny kontuar. Za nim wisiała wypchana biała synogarlica, spoglądająca na interesantów ze ściany naprzeciw wejścia. Jedyny jasny punkt pomieszczenia, którego sklepienie zaklęto w pochmurne nocne niebo.
Ale dziś jeszcze jedna rzecz była tu biała. A raczej dwie - długie włosy i siwa broda współwłaściciela przybytku - Alhazreda Malika, który na prośbę malującego w pokoju obok Baldwina - zajmował wygodne krzesło przy wypolerowanej ladzie. Na wszelki wielki, co by ktoś się w zakładzie pojawił.
No i o dziwo - szok niezwykły, przybył jakiś interesant. Nekromanta westchnął i skinął głową. Dobry dobry. Dla kogo dobry tego dobry. Dla niego nie był na przykład, bo odkrył, że Lorraine zebrała wszystkie jego ususzone skorupki pancerników amazońskich i kazała je wyrzucić. Takie dorodne okazy!
- Szukam Baldwina Malfoya.
- Baldwina?- Stary pogładził swoją długą białą brodę jakby musiał się moment zastanowić o jakiego konkretnei Baldwina nieznajomemu chodzi. Wszakże znał ich przynajmniej z pięciu. Malfoy'ów jeszcze więcej.- Ach tak tak Baldwin. Był gdzieś tutaj, był. Ale zaraz będzie, trzeba się wstrzymać na cierpliwość. Oj tak, ta cierpliwość to jednak cnota boska.
Czarodziej uderzył otwartą dłonią w dzwoneczek ustawiony na ladzie. Raz, drugi i trzeci ot dla własnej przyjemności.

I rzeczywiście Baldwina z pokoju wywołał.
- No idę przecież. Co, trup ucieka?- Usłyszeli najpierw głos Malfoy’a, a moment później i pojawił się i sam młodziak. Ubrany w sprane czarne spodnie i koszulę, która może kiedyś była biała ale teraz miała na sobie karmazynowe plamy. Podobnie i dłonie Baldwina pokrywały czerwono-białe kropki, trochę jakby mu przerwali malowanie makowej łąki. Zamarł w miejscu widząc Richarda.
-  Scarlett jeszcze nie ma. Ostatnio jej babka ją trzyma do późna...- Zaczął tłumaczyć, święcie przekonany, że to Mulciberówny Rick poszukuje, ale Alhazred mu przerwał.
- Nie, on do ciebie. Porozmawiać.- Powiedział tylko na nowo wracając do czytania opasłego tomiszcza, które po przyjrzeniu się… okazało się jakąś średniowieczną książką kucharską. Pytania “skąd ty to masz” i “po cholerę ci to, wezmę kolację z Rejwachu” Baldwin zostawił sobie na później. Zwłaszcza, że zdjęcia* w książce przedstawiały jakąś dużą rybę na ozdobnym talerzu z nieodciętą nawet głową (oczami wyobraźni widział już zapłakaną Fridę, która odmawia jedzenia kolacji, bo ta “się na nią patrzy”) na pierzynce z czegoś zielonego (zielonego też ghoulka nie jadła, bo było fuu). W dodatku rybę ukoronowano jakimiś skorupiakami, a ułożone obok krewetki oddawały jej hołd (co to za kult jakiegoś dorsza czy innego sandacza???). Nie pytał. Czuł, że odpowiedź byłaby cholernie długa i nawiązywałaby do jakiejś wymarłej społeczności Azteków liczącej trzy osoby.
Odchrząknął. Porozmawiać. Pewnie, mogli rozmawiać…
- Ale nie tutaj.- Dokończył swoją myśl na głos. Lorraine wyszła jakiś czas temu z Fridą oświadczając, że “zaraz wrócą”. Zaraz mogło trwać godzinę, ale mogło trwać piętnaście minut. Do tych się niebezpiecznie zbliżali, a jeśli czegoś Baldwin nie lubił - to pokazywanie swojej sześcioletniej ghoulki ludziom, którym za cholerę nie ufał. A pan Mulciber z pewnością do takich należał. - Znam dobry bar zaraz obok. Tam możemy porozmawiać.
Narzucił na ramiona szatę, porzuconą gdzieś za ladą, nieszczególnie przejmując się plamami od farby na koszuli i palcach.

Sam Baldwin nie miał szczęścia z progiem, który chyba wyczuł ofiarę, bo z małego stopnia zmienił się w wysoki krawężnik. Malfoy potknął się i… poleciał jak długi. Wyrżnął o kamienne drogę z takim hukiem, że aż nokturnowe szczury buszujące w rynsztoku uciekły z piskiem. No i tyle było z dobrego drugiego wrażenia. Przeklinając na wszystkich świętych pod nosem i grożąc, że “to cholerstwo zrówna z ziemią” chłopak podniósł się na nogi. Otrzepał lekko. Ale swojego wypadku nawet nie skomentował czymś więcej jak tylko westchnieniem. Widać, że nie pierwszy nie ostatni raz.

Obiecany bar rzeczywiście nie był daleko. Parę budynków dalej. Stara kamienica mieściła na parterze niewielki, drewniany lokal o czułej nazwie “Pod zdechłym goblinem”.
- Ponoć pierwszym właścicielem był tu pewien stary goblin. Przegrał lokal w karty z czarodziejem i nie chciał go oddać. Typ się tak rozsierdził, że go wyrzucił przez okno, a jego łeb przybił nad drzwiami.- Wytłumaczył grzecznie niczym rasowy przewodnik turystyczny, wskazując gestem głowy wybitą szybę w oknie na drugim piętrze.- Parę lat temu Ministerstwo kazało zdjąć łeb. Więc się ostała tylko nazwa.
Pchnął drewniane, nieco wciąż jeszcze osmolone po pożarach drzwi, wprowadzając Mulcibera do środka. Wnętrze lokalu było ciasne, można by rzec, że “przytulne” jeśli za przytulne można uznać upchnięcie tylu stolików ile się tylko da. Wszystko tu pachniało ogniem i popiołem, jakby właściciele nieszczególnie przejmowali się sprzątaniem po 8. września. Za ladą ciągnął się rząd butelek niekoniecznie spotykanych w legalnym obrocie: pękate, poskręcane, zakurzone, wszystkie na wyciągnięcie ręki gburowatego barmana bez jednego oka i ręki. W powietrzu unosił się zapach alkoholu i przypraw. Nie było zbyt wielu klientów. Takie miejsca żyją nocą.
- Tu będzie dobrze.- Zrzucił szatę wierzchnią na oparcie jednego z krzeseł przy stoliku w kącie. Odpowiednio daleko, żeby im nikt nie przeszkadzał. Skinął do barmana, który zerknął w ich stronę. Uniósł dwa palce, ale co zamówił to cholera wie. Sam zasiadł przy stole, splatając palce na odrapanym, poobijanym blacie.- O czym mieliśmy rozmawiać?



*Dzięki Dusia za inspo foto
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baldwin Malfoy (3106), Richard Mulciber (2041)




Wiadomości w tym wątku
[24.09.1972r.] Jak przyszły teść z zięciem poszli do baru || Richard & Baldwin - przez Richard Mulciber - 04.01.2026, 17:37
RE: [24.09.1972r.] Jak przyszły teść z zięciem poszli do baru || Richard & Baldwin - przez Baldwin Malfoy - 05.01.2026, 00:47
RE: [24.09.1972r.] Jak przyszły teść z zięciem poszli do baru || Richard & Baldwin - przez Richard Mulciber - 06.01.2026, 13:51
RE: [24.09.1972r.] Jak przyszły teść z zięciem poszli do baru || Richard & Baldwin - przez Baldwin Malfoy - 07.01.2026, 14:34
RE: [24.09.1972r.] Jak przyszły teść z zięciem poszli do baru || Richard & Baldwin - przez Richard Mulciber - 12.01.2026, 14:42
RE: [24.09.1972r.] Jak przyszły teść z zięciem poszli do baru || Richard & Baldwin - przez Baldwin Malfoy - 06.02.2026, 23:42
RE: [24.09.1972r.] Jak przyszły teść z zięciem poszli do baru || Richard & Baldwin - przez Richard Mulciber - 08.02.2026, 03:11
RE: [24.09.1972r.] Jak przyszły teść z zięciem poszli do baru || Richard & Baldwin - przez Baldwin Malfoy - 09.02.2026, 12:39
RE: [24.09.1972r.] Jak przyszły teść z zięciem poszli do baru || Richard & Baldwin - przez Richard Mulciber - 27.02.2026, 15:37
RE: [24.09.1972r.] Jak przyszły teść z zięciem poszli do baru || Richard & Baldwin - przez Baldwin Malfoy - 02.03.2026, 10:36

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa