05.01.2026, 01:05 ✶
Leżałem na brzuchu, policzek mając przyciśnięty do poduszki, dłonie zaś splecione pod klatką piersiową, bez ruchu, jak pacjent z ilustracji w podręczniku. Zdecydowanie nie planowałem tak szybko znaleźć się na kolejnym meblu, który zdecydowanie nie przewidział moich gabarytów, ale tym razem los był dla mnie na tyle łaskawy, że ten postanowił się nie połamać. Wystawały mi za to ręce i nogi, a skurczone barki były wygięte w niezbyt komfortowy sposób, ale co zrobić - nie miałem zbyt wiele opcji, tym bardziej, że spodnie i bielizna zostały zsunięte ze mnie, zanim zdążyłem dobrze zaprotestować - znalazły się nisko wokół ud, zsunięte dokładnie na tyle, ile było trzeba, żeby dostęp był pełny i bezdyskusyjny, a ucieczka utrudniona. Wszystko to wyglądało profesjonalnie, klinicznie i potwornie upokarzająco, biorąc pod uwagę, gdzie się znajdowaliśmy, chociaż Prue zapewniała mnie, że teściowie wrócą dopiero późnym wieczorem. To nie była scena do żartów, chociaż absurd próbował się wepchnąć drzwiami i oknami. Pobliska, strategicznie ustawiona lampka rzucała skupione, wyjątkowo skoncentrowane światło centralnie na jeden punkt mojego opalonego ciała, czemu nie pomagał fakt, że jednocześnie reszta pokoju znikała w półcieniu postępującego wczesnego popołudnia. Nie było w tym nic romantycznego, było za to sporo godności pozostawionej gdzieś po drodze, między kartonami a pękniętym łóżkiem. Kanapa skrzypnęła, gdy spróbowałem znaleźć pozycję, która nie przypominałaby porażki człowieka, który przegrał z dziecięcym łóżkiem i teraz płacił za to cenę.
Drzazga dawała o sobie znać od samego początku, pulsującym, drażniącym bólem, który nie był dramatyczny, ale konsekwentny - taki, który nie pozwalał zapomnieć. Kiedy pierwsza próba zakończyła się tylko częściowym sukcesem i kawałek drewna ułamał się, nie wychodząc całkiem, poczułem krótkie, ostre ukłucie i potem to charakterystyczne wrażenie, że problem wcale nie zniknął, tylko zmienił pozycję. Słyszałem kroki Prudence oddalające się po podłodze, szafki, których zawartość zapewne znała na pamięć, ciche brzęknięcie metalu o metal. Ja w tym czasie leżałem nieruchomo, zgodnie z instrukcjami, których nie trzeba było powtarzać, bo w tej konfiguracji i tak nie miałem dokąd pójść. Lampa grzała lekko skórę, materiał kanapy drapał udo, każdy mięsień miał ochotę się napiąć, ale rozsądek podpowiadał, że to najgorszy możliwy pomysł.
Było w tym wszystkim coś absurdalnego - klątwołamacz, który mierzył się z artefaktami zdolnymi zabić w kilka sekund, leżał teraz bezbronny, czekając na pęsetę numer dwa, mniejszą, niby bardziej precyzyjną, bez różdżki, bez spodni, za to z pełną świadomością, że gdyby ktoś wszedł do pokoju w tej chwili, nie byłoby żadnego sensownego wyjaśnienia. Oddychałem wolno, próbując skupić się na czymś innym niż fakt, że moja prywatna anatomia znalazła się w centrum uwagi medycznej jedynej kobiety, która teoretycznie miała pełny dostęp do mojego ciała, ale zdecydowanie wolałbym, by robiła to w inny sposób. Przypominałem sobie wszystkie sytuacje, w których było gorzej - były rany, oparzenia, klątwy, które paliły od środka - to była tylko drzazga, całkiem spora, owszem, ale wciąż drzazga, a jednak czułem to dziwne napięcie, to zawieszenie między śmiesznością a lekkim stresem, który pojawiał się zawsze, gdy traciłem kontrolę nad własnym ciałem w nie do końca korzystnych warunkach. Wyciągnąłem rękę w kierunku podłogi, aby pochwycić stojącą tam nalewkę i napić się solidny łyk alkoholu, potem odstawiłem ją, westchnąłem w duchu i znieruchomiałem ponownie, wpatrując się w sufit, w jego drobne pęknięcie, które nagle stało się niezwykle interesujące.
Drzazga dawała o sobie znać od samego początku, pulsującym, drażniącym bólem, który nie był dramatyczny, ale konsekwentny - taki, który nie pozwalał zapomnieć. Kiedy pierwsza próba zakończyła się tylko częściowym sukcesem i kawałek drewna ułamał się, nie wychodząc całkiem, poczułem krótkie, ostre ukłucie i potem to charakterystyczne wrażenie, że problem wcale nie zniknął, tylko zmienił pozycję. Słyszałem kroki Prudence oddalające się po podłodze, szafki, których zawartość zapewne znała na pamięć, ciche brzęknięcie metalu o metal. Ja w tym czasie leżałem nieruchomo, zgodnie z instrukcjami, których nie trzeba było powtarzać, bo w tej konfiguracji i tak nie miałem dokąd pójść. Lampa grzała lekko skórę, materiał kanapy drapał udo, każdy mięsień miał ochotę się napiąć, ale rozsądek podpowiadał, że to najgorszy możliwy pomysł.
Było w tym wszystkim coś absurdalnego - klątwołamacz, który mierzył się z artefaktami zdolnymi zabić w kilka sekund, leżał teraz bezbronny, czekając na pęsetę numer dwa, mniejszą, niby bardziej precyzyjną, bez różdżki, bez spodni, za to z pełną świadomością, że gdyby ktoś wszedł do pokoju w tej chwili, nie byłoby żadnego sensownego wyjaśnienia. Oddychałem wolno, próbując skupić się na czymś innym niż fakt, że moja prywatna anatomia znalazła się w centrum uwagi medycznej jedynej kobiety, która teoretycznie miała pełny dostęp do mojego ciała, ale zdecydowanie wolałbym, by robiła to w inny sposób. Przypominałem sobie wszystkie sytuacje, w których było gorzej - były rany, oparzenia, klątwy, które paliły od środka - to była tylko drzazga, całkiem spora, owszem, ale wciąż drzazga, a jednak czułem to dziwne napięcie, to zawieszenie między śmiesznością a lekkim stresem, który pojawiał się zawsze, gdy traciłem kontrolę nad własnym ciałem w nie do końca korzystnych warunkach. Wyciągnąłem rękę w kierunku podłogi, aby pochwycić stojącą tam nalewkę i napić się solidny łyk alkoholu, potem odstawiłem ją, westchnąłem w duchu i znieruchomiałem ponownie, wpatrując się w sufit, w jego drobne pęknięcie, które nagle stało się niezwykle interesujące.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)