– Nie jestem teraz w pracy, nie będzie żadnego aresztowania – choć faktycznie wszystko, co powie, mogłaby wykorzystać przeciwko niemu, ale raczej jako przekomarzanie się, a nie dlatego, by sprawić mu w ten sposób dyskomfort. Nie chciała w żaden sposób psuć nastroju. Skoro poszli na ten bal razem, to przecież po to, by dobrze się bawić, a nie rozmyślać później o tym, jakiż to był niewypał, jak chociażby wspólna zabawa na weselu Chrisa i jego towarzyszki, z którą nie planował nowego wyjścia. Nie chciała zrazić do siebie Christophera. – Nie wzięłam swojej odznaki – nie miała jej przy sobie gdzieś ukrytej. Za to nadal się uśmiechała, ubawiona pewnego rodzaju uporem Rosiera. Przynajmniej przestała myśleć o starym zamczysku i różach.
– Niee… Nie w tym sensie na pewno – odparła z jakimś takim zamyśleniem, nadal dotykając różę. – To się dzieje odkąd róże opanowały ogród. Kilka osób było tutaj świadkiem jakiejś… wizji, wspomnienia, to wszystko. Większość po prostu widzi tę oranżerię tak, jakby była zaniedbana, a potem w środku znajduje różę w starej donicy, wilgotną, jakby ktoś się nią dopiero co zajmował. Za pierwszym razem zabrałam ją do domu, bo rośnie sama jedna, bardzo wygodnie, nie musiałam przycinać innych kwiatów i martwić się, że za kilka dni zwiędną. Ale tydzień później byłam świadkiem zupełnie tego samego i donica z różą znowu się tutaj pojawiła. Tak samo stara donica, tak samo pojedyncza róża, a jedną przecież mam już u siebie… – i podpytywała o to również zarządczynię ogrodów, która wiedziała, że Victoria tę różę zabiera ze sobą. – Nie ma tu żadnych widocznych duchów czy zjaw, to chyba po prostu jakieś… echo wspomnień, które się tutaj przebija. Ale czemu te róże są materialne, tego nie wiem – tym bardziej, że duchy po prostu przenikały przez rzeczy, nie mogły ich wziąć w ręce i przenieść, więc odpadało. Poltergeista też nikt tutaj przez ten czas nie widział, nikt zresztą nie ucierpiał, ani nie był celem dziwnych żartów tych upiorów. – Dłonie na szybie są tego częścią – dodała jeszcze z pewnym zastanowieniem. – Tak jak kroki, które chyba przed chwilą usłyszałeś. Hmm, chyba ją stąd zabiorę – zmierzyła różę wzrokiem, patrząc na nią od miejsca, w którym wystawała z ziemi, aż po płatki, teraz na wpół tylko rozłożone, jakby kwiat układał się do snu.