05.01.2026, 11:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.01.2026, 11:50 przez Brenna Longbottom.)
– Okaaaay. Wiem, że może ci się to nie spodobać, ale chyba sama wiesz, co trzeba brać pod uwagę. Bo jedna opcja, to że ktoś z zewnątrz je przyniósł, druga, że coś było w ziemi i teraz wyrosło przez te zjawiska, a trzecia… że któryś z Lestrangów albo starszych ogrodników działa na własną rękę – powiedziała Brenna. Nie miała zamiaru naciskać, ale przy prowadzeniu śledztw trzeba było brać pod uwagę każdą możliwość, a to co powiedziała Victoria, o powiązaniu tych kwiatów z ich rodziną, samo nasuwało wniosek. Może po wyrugowaniu stąd róż poprzednim razem ktoś zostawił sobie sadzonki albo nasiona. – Być może arcykapłanka mogłaby powiedzieć coś więcej, zwłaszcza że jakby sama dała radę chyba otworzyć przejście może nie do zaświatów, a… jakiegoś innego miejsca, ale nie sądzę, żeby to było możliwe w najbliższym czasie – westchnęła jeszcze, i odnośnie róż, i Samhain, i Beltane. Biorąc pod uwagę, że nikt tam nie zginął, i że nie ona zraniła kapłankę, z oskarżenia o próbę zabójstwa mogłaby się zapewne wybronić, ale Isobell została uznana za szaloną. – Wszystko, co piszą o Samhain… no to jest to mniej przyjemne święto. Mam nadzieję, że nie skończymy wtedy ze stadami nieumarłych i duchów na ulicach.
Zwróciła ku Victorii spojrzenie i uśmiechnęła się. Niezbyt wesoło, ale to wciąż był uśmiech. Czy się martwiła? Tak. Czy się bała? Też. Ale prawda była taka, że nikt w tej chwili w Anglii nie był bezpieczny. Beltane to udowodniło. Trwała wojna, a na wojnie nie istnieje coś takiego jak bezpieczne miejsce.
– Nie damy rady ochronić go lepiej niż jest już chroniony i niestety dar nie objawił wujowi żadnych dat, a jedynie jesienne liście. Jeśli miałabym zgadywać, stawiałabym na Mabon, bo to początek jesieni, albo na Samhain. I bo skoro wtedy te wszystkie granice są cienkie...
Wzruszyła lekko ramionami, nie tyle dlatego, że było to nieważne czy jej nie poruszało, a dlatego, że naprawdę nie wiedziała. Próbowali dowiedzieć się czegoś więcej, przygotować się, ale... czy na coś takiego można było być gotowym?
– Nie mów o tym nikomu, proszę. Naprawdę nikomu. Chyba w Departamencie szefostwo coś tam wie, ale nie chciałabym, żeby ktoś ze śmierciożerców usłyszał, że ktoś ma wizje o mrocznych znakach.
Kiwnęła głową, niemal mechanicznym ruchem, najpierw raz, na słowa o tym, że Victorii znudziło się czekanie, i potem drugi raz, gdy wspomniała o tym, że drzewa leciały w górę. Czyli faktycznie mieli tam zapewne drzewo, które przeszło z Limbo. I mogło być łącznikiem…
– Zastanawiam się, czy próbowali z osobami z trzecim okiem. Niektórzy twierdzą, że to… co się dzięki niemu potrafi… to tak naprawdę dostrzeganie niektórych rzeczy, które są po drugiej stronie – mruknęła, utkwiwszy wzrok w czerni róż. Obracała kolejne słowa w głowie długą chwilę, zanim zadała pytanie, które w dość naturalny sposób przyszło jej do głowy z powodu tematu tej rozmowy. – Próbowałaś? Z… niekoniecznie jaszczurkami, ale czymś innym?
Zwróciła ku Victorii spojrzenie i uśmiechnęła się. Niezbyt wesoło, ale to wciąż był uśmiech. Czy się martwiła? Tak. Czy się bała? Też. Ale prawda była taka, że nikt w tej chwili w Anglii nie był bezpieczny. Beltane to udowodniło. Trwała wojna, a na wojnie nie istnieje coś takiego jak bezpieczne miejsce.
– Nie damy rady ochronić go lepiej niż jest już chroniony i niestety dar nie objawił wujowi żadnych dat, a jedynie jesienne liście. Jeśli miałabym zgadywać, stawiałabym na Mabon, bo to początek jesieni, albo na Samhain. I bo skoro wtedy te wszystkie granice są cienkie...
Wzruszyła lekko ramionami, nie tyle dlatego, że było to nieważne czy jej nie poruszało, a dlatego, że naprawdę nie wiedziała. Próbowali dowiedzieć się czegoś więcej, przygotować się, ale... czy na coś takiego można było być gotowym?
– Nie mów o tym nikomu, proszę. Naprawdę nikomu. Chyba w Departamencie szefostwo coś tam wie, ale nie chciałabym, żeby ktoś ze śmierciożerców usłyszał, że ktoś ma wizje o mrocznych znakach.
Kiwnęła głową, niemal mechanicznym ruchem, najpierw raz, na słowa o tym, że Victorii znudziło się czekanie, i potem drugi raz, gdy wspomniała o tym, że drzewa leciały w górę. Czyli faktycznie mieli tam zapewne drzewo, które przeszło z Limbo. I mogło być łącznikiem…
– Zastanawiam się, czy próbowali z osobami z trzecim okiem. Niektórzy twierdzą, że to… co się dzięki niemu potrafi… to tak naprawdę dostrzeganie niektórych rzeczy, które są po drugiej stronie – mruknęła, utkwiwszy wzrok w czerni róż. Obracała kolejne słowa w głowie długą chwilę, zanim zadała pytanie, które w dość naturalny sposób przyszło jej do głowy z powodu tematu tej rozmowy. – Próbowałaś? Z… niekoniecznie jaszczurkami, ale czymś innym?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.