05.01.2026, 13:19 ✶
Kiwnął głową. Sam nie wiedział w zasadzie, czym miał być ten gest - czy odpowiedzią na pytania, czy chrząknięcie matki, czy co. Ale w zasadzie było to bardziej eleganckie niż wzruszenie ramion, więc... Sięgnął po wodę i zdążył upić łyk, gdy do jadalni weszły kolejne osoby. Najpierw odstawił szklankę na stół, a dopiero potem spojrzał na nowoprzybyłych. Nie zdziwiło go ich spóźnienie: William był Williamem, Eden była zapracowana, a Prim... Była Prim. Zapewne musiała dobrać buty do sukienki i torebki, więc nic dziwnego, że się spóźniła. Pamiętał ich rozmowę i to, jak wyglądała jego kuzynka: w ciuchach Victorii, tak kompletnie do niej niepasujących. Szczerze jej współczuł spalenia domu, szczególnie że dopiero co wróciła do Anglii, a z tego co mu pisała: spłonęło wszystko. Już pal sześć te prezenty, które im przywiozła.
- Miło was widzieć - posłał całej trójce lekki uśmiech. Jak śnieg w lecie i jak deszcz w żniwa, tak głupiemu nie przystoi chwała, przemknęło mu przez myśl, nie wiedząc czemu. Do śniegu jeszcze trochę, a o żniwach wiedział tylko tyle, że ciężko pisało się ten wyraz. Skąd znał to powiedzenie? Nie miał pojęcia, zapewne ktoś kiedyś użył przy nim tego sformułowania, a on jakoś je zapamiętał i wydało mu się odpowiednie w tym kontekście. Obserwował, jak po kolei siadają, a na słowa matki Prim i Victorii tylko spuścił wzrok w talerz. Zaczynał coraz bardziej doceniać swoją rodzicielkę, która od Isabelli różniła się diametralnie. Jego matka była pełna ciepła i niepokoju, mimo że wciąż go pouczała to wiedział, że robiła to z troski. Przesadzonej, ale jednak z troski. Isabella zaś wydawała się być po prostu wredną jędzą. Zerknął na Victorię pytająco, jakby z jego spojrzenia miała odczytać nieme pytanie: czy ona zawsze taka jest?
Nie miał zamiaru ratować rozmową przybyłej trójki - i to bynajmniej nie dlatego, że coś do nich miał czy że spóźnienie go jakoś uraziło. Po prostu nigdy nie był dobry w small talkach. Z Primrose miał jeszcze jakiś punkt zaczepienia, ale William i Eden byli dla niego zagadką. Mimo że byli rodziną, nie utrzymywali ze sobą żadnych stosunków, nie wymieniali się listami, nie mijali na korytarzach i nie rozmawiali. Poza tym wątpił, by jego pomoc była tu niezbędna. Z tego co słyszał o Eden, da sobie radę. William... Najwyżej schowa się znowu w piwnicy. A Primrose miała Victorię. Nie wątpił, że Vika odciągnie od niej uwagę matki, jeżeli będzie trzeba. Nawet kosztem własnego spokoju. Atmosfera lekko zgęstniała, ale trudno. Nabił jakieś warzywo na widelec.