05.01.2026, 13:41 ✶
Gdy Richard posłał jej ostrzegawcze spojrzenie, zmrużyła oczy. Bezczelny. Czy sądził, że się go przestraszy? Czy uważał, że jakiekolwiek spojrzenia sprawią, że nagle zmieni swój ton? DLACZEGO inni mogli wtrącać się do rozmowy, a ona nie? Nagle poczuła się bardzo niesprawiedliwie potraktowana. Zacisnęła dłoń w pięść. Całe szczęście, że nie trzymała w palcach kieliszka, bo szkło na pewno by pękło pod wpływem nacisku.
Jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami.
Nie można go nikomu wytłumaczyć.
Nie mogąc przybrać żadnego kształtu, osiada ciasno na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy.
Nagle zatęskniła za ojcem. On wiedziałby, co zrobić. On potrafiłby ustawić Richarda do pionu i zdecydowanie nie pozwoliłby na takie traktowanie jej. Charlie sięgnęła po kieliszek z winem i gdy inni byli zajęci kłótnią, wypiła jego zawartość duszkiem. Srebrne piętno pulsowało nieprzyjemnie. Przełknęła ślinę, zmieszaną z alkoholem. Gdy jeden ze służących przechodził obok niej, delikatnie zwróciła na siebie jego uwagę. Gdy ten się pochylił, poprosiła go o przyniesienie prezentów. A potem spojrzała na dorosłych, którzy się wciąż kłócili. Jej oczy momentalnie zaszły łzami, lecz dzielnie starała się je odpędzić, mrugając. Richard wypił trochę whisky, przeprosił Lorien. Ale ona nie czuła się wygrana.
- Skoro... Wręczamy prezenty... - powiedziała cicho, drżącym lekko głosem. - Przygotowałam coś dla każdego. Em... Wesołego Mabon.
Dodała już ciszej, gdy przed każdym z członków rodziny wylądowała paczuszka, owinięta w brązowy papier, przewiązany wstążką.
- Przepraszam wszystkich na chwilę, muszę przypudrować nos - powiedziała z godnością, po czym wstała. Wyszła do toalety, nie czekając nawet na to, czy ktokolwiek rozpakuje podarunek lub podziękuje. Piętno piekło jak sam ogień piekielny, a nie mogła się drapać jak owszawiony kundel przy stole. Na dodatek chciało jej się płakać i gdy tylko drzwi do łazienki zamknęły się za nią, łzy pociekły po jej policzkach, rozmazując makijaż. - Dlaczego mi nie powiedziałeś, tato?
Zapytała w eter, patrząc na zapłakaną twarz w lustrze. Starała się wycierać gorzkie łzy, ale te nie chciały przestać płynąć.
W prezencie dla Lorien znajdowała się przepiękna srebrna spinka do włosów w kształcie ćmy. Zamiast oczu ćma miała dwa szafiry, niewielkie ale piękne. Dla Scarlett było pierwsze wydanie książki fabularnej, napisanej przez jedną z czarownic lata temu, ze skórzaną okładką: Kobieta, która chciała więcej. Opowiadała o młodej dziewczynie z czystokrwistego rodu, która zaczęła sama budować swoją legendę, a następnie poślubiła wybitnego alchemika i szli razem przez życie ramię w ramię. Dla Philomeny była to szkatułka na biżuterię, vintage, srebrna, wysadzana klejnotami (należała kiedyś do jej matki i przeszła na Charlotte, ale najwyraźniej dziewczyna uznała, że babci przyda się bardziej niż jej samej). Dla Richarda była to elegancka papierośnica z wyrytym drzewem: Yggdrasil. A dla Alexandra pięknie wydane karty do tarota.
Naprawdę się postarała, dowiadując się o członkach swojej rodziny tyle, ile mogła. Nie spodziewała się jednak, że kolacja zmieni się w kłótnię, która boleśnie będzie przypominać o jej kłótniach z matką, po tym jak umarł jej ojciec. Otarła oczy, rozmazując makijaż jeszcze bardziej. Dlaczego te pieprzone łzy nie chciały przestać płynąć?