05.01.2026, 19:56 ✶
Duża blacha była jakimś argumentem, zdecydowanie pozytywnym, ale i tak się przecież wściekła. Na całe szczęście całe to przygotowywanie ciasta, znaczy mięsnej papki, nieco ją uspokoiło bo musiała się na tym chociaż odrobinę skoncentrować. Nerwy więc się rozluźniły do czasu aż Woodrow na nowo zagościł w progach swojego przybytku i nawet nie było to tyle dobrze dla niego, bo go nie chciała już zwyzywać, co mogła na spokojnie coś zjeść bo jak wiadomo - jak się człowiek pieklił to mu jedzenie na żołądku źle siadało.
Kiedy drzwi do kuchni skrzypnęły, a stary oznajmił że przyniósł żurawinę, Senka stała przy oknie i wyglądała na zewnątrz. Ciemno było, bo o tej porze roku w sumie szybko zapadał zmrok, ale Nokturn też miał to do siebie że panowała tutaj okropna ciemnica. Trochę przez charakter miejsca, a trochę dlatego że alejki były stosunkowo ciasne, a budynki wysokie. Taka architektura, bo pewnie płaciło się od metrażu parteru, a przynajmniej słyszała że tak się niekiedy robiło w dawnych czasach. Udało jej się nawet od tego patrzenia wypatrzeć na tej ciemnicy jasną gwiazdę, która była widoczna chyba tylko dlatego, że ze wszystkich świeciła najmocniej. Może powinna Scylki zapytać jak się nazywała. Ale to potem.
- I co się tak teraz pieklisz co? To ja się powinnam wkurwiać - oznajmiła, zabierając woreczek i zaglądając do niego. Faktycznie, była tam żurawina. Sceptycyzm szybko zagościł na jej twarzy, szczególnie kiedy Woody trzasnął całym kartonem dobroci. No bo skąd je wziął? - Żeby tylko nie miały na sobie zaklęcia namierzającego - mruknęła, przeglądając zawartość i powoli wyciągając na blat kolejne rzeczy. Paszteciki, ciasto pekanowe, pasztet domowy, chleb ziołowy...
- Zaraz ten meatloaf będzie gotowy, więc idealnie - rzuciła wreszcie ugodowym tonem, no bo miał chęci, tak? W Rejwachu większość rzeczy się na nich opierała. - Tessa się nie zdenerwuje? - zapytała jeszcze, bo nie spodziewała się że Tarp wydał na to jedzenie pieniądze, ani nie wiedziała skąd tak szybko by mógł to zwinąć. Strzelała więc, ale znając jego dotychczasowe wybryki i zażyłość w stosunku do byłej żony... no, nie było aż tak ciężko.
Kiedy drzwi do kuchni skrzypnęły, a stary oznajmił że przyniósł żurawinę, Senka stała przy oknie i wyglądała na zewnątrz. Ciemno było, bo o tej porze roku w sumie szybko zapadał zmrok, ale Nokturn też miał to do siebie że panowała tutaj okropna ciemnica. Trochę przez charakter miejsca, a trochę dlatego że alejki były stosunkowo ciasne, a budynki wysokie. Taka architektura, bo pewnie płaciło się od metrażu parteru, a przynajmniej słyszała że tak się niekiedy robiło w dawnych czasach. Udało jej się nawet od tego patrzenia wypatrzeć na tej ciemnicy jasną gwiazdę, która była widoczna chyba tylko dlatego, że ze wszystkich świeciła najmocniej. Może powinna Scylki zapytać jak się nazywała. Ale to potem.
- I co się tak teraz pieklisz co? To ja się powinnam wkurwiać - oznajmiła, zabierając woreczek i zaglądając do niego. Faktycznie, była tam żurawina. Sceptycyzm szybko zagościł na jej twarzy, szczególnie kiedy Woody trzasnął całym kartonem dobroci. No bo skąd je wziął? - Żeby tylko nie miały na sobie zaklęcia namierzającego - mruknęła, przeglądając zawartość i powoli wyciągając na blat kolejne rzeczy. Paszteciki, ciasto pekanowe, pasztet domowy, chleb ziołowy...
- Zaraz ten meatloaf będzie gotowy, więc idealnie - rzuciła wreszcie ugodowym tonem, no bo miał chęci, tak? W Rejwachu większość rzeczy się na nich opierała. - Tessa się nie zdenerwuje? - zapytała jeszcze, bo nie spodziewała się że Tarp wydał na to jedzenie pieniądze, ani nie wiedziała skąd tak szybko by mógł to zwinąć. Strzelała więc, ale znając jego dotychczasowe wybryki i zażyłość w stosunku do byłej żony... no, nie było aż tak ciężko.
Open hand or closed fist would be fine
Blood is rare and sweet as cherry wine
Blood is rare and sweet as cherry wine