06.01.2026, 14:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.01.2026, 00:04 przez Hannibal Selwyn.)
Hannibal sam nie był bez winy w tej bójce - gdy tylko w stronę Jessiego poleciały komentarze na temat jego pochodzenia, oznajmił, że lepiej mieć ojca mugola, niż ojca, który rucha własną ciotkę. Skąd Hannibal miał te rewelacje - nie wiadomo, ale musiało być w nich ziarno prawdy, bo adresat zrobił się czerwony na twarzy i powiedział coś o tym, żeby nie byli tacy pewni siebie, bo sami niedługo też będą spowinowaceni, bo najwyraźniej Selwynom nie przeszkadzają używane dobra, a w ogóle to który z nich któremu obciąga, że tak się nawzajem bronią, chociaż nie są nawet w jednym domu?
Obelgi na temat domniemanych aktywności seksualnych Hannibala zwykle jedynie go bawiły, ale Ślizgoni nie dość, że zaatakowali Jessiego, to jeszcze usiłowali obrażać Jonathana i na to dziedzic Selwynów nie mógł pozwolić. Jessie ze swoim refleksem pałkarza był co prawda szybszy, ale Hannibal stracił tylko jakieś dwie sekundy na gapienie się na niego z rozdziawioną buzią, zanim sam ochoczo dołączył do wyzwisk i szarpaniny. W imię obrony godności rodu, oczywiście. Niestety, nauczyciel miał na ten temat inne zdanie.
Spędzili więc czarujący wieczór we dwóch w pustej sali lekcyjnej, czyszcząc puchary domów i trofea zdobyte w rozgrywkach Quidditcha i psiocząc na Ślizgonów. Zajęcie, choć żmudne, okazało się jednak dobrym lekiem na wzburzone emocje i z upływem godzin ich narzekania straciły jad, a potem przeszły w odrobinę zmęczone milczenie.
- Daj spokój, po pierwsze ja też dołożyłem swoje, a po drugie nie udawaj, że wolałbyś samotnie polerować świecznik Slytherina - Hannibal uśmiechnął się do przyjaciela i odstawił ostatni, błyszczący, jak psie jajca kawał żelastwa na półkę - Nie będę spokojnie słuchać, jak ktoś obraża mi rodzinę i przyjaciół - dodał, przeglądając się w jakimś stojącym tuż obok talerzu i przeczesując palcami opadające na czoło włosy. Wracając, zatrzymał się tuż przed Jessiem, na próbnej trajektorii jego pięści. Oczywiście nie zamierzał dać się obić kumplowi, ale mógł posłużyć za manekin treningowy - dopóki ciosy były pozorowane. Mógłby nawet udać, że obrywa i odegrać malowniczy upadek w odpowiednim kierunku.
- Ten cios pałką był idealny! - westchnął, bez cienia strachu patrząc w oczy zamachniętego Jessiego. Przypomniał sobie tamtą chwalebną chwilę i wzdrygnął się lekko, bo wraz ze wspomnieniem wrócił ohydny odgłos łamanego ślizgońskiego nosa - Mam nadzieję, że jak te łajzy wylezą ze skrzydła szpitalnego, to też dostaną szlaban! Przecież twoi kumple z drużyny chyba to widzieli?
Nie był to jego pierwszy szlaban, na ostatnim roku nauki zdążył już ich nazbierać całkiem sporo, ale rzadko który kończył się tak późno. Kiedy wychodzili z klasy za oknami panowała już majowa noc - wciąż niezbyt ciepła, ale zdecydowanie przyjemniejsza, niż jeszcze parę dni temu.
- Wcale nie mam ochoty iść spać - powiedział z przekornym błyskiem w oku i trącił Jessiego ramieniem - Wciąż nie uczciliśmy waszego zwycięstwa.
Zwycięstwa Krukonów - nie jego drużyny, ale Hannibal przede wszystkim kibicował swoim przyjaciołom, a dopiero w drugiej kolejności Domom. Pokazał Jessiemu wnętrze swojej torby - podejrzanie ciężkiej - jak się okazało, za sprawą czteropaku piwa kremowego w środku. Otwieranie go podczas polerowania sreber nie było odpowiednie do okazji, ale teraz… Selwyn spojrzał w kierunku Wieży Astronomicznej. Nawet, jeżeli ktoś miał tam dziś zajęcia, to dopiero o północy…
Obelgi na temat domniemanych aktywności seksualnych Hannibala zwykle jedynie go bawiły, ale Ślizgoni nie dość, że zaatakowali Jessiego, to jeszcze usiłowali obrażać Jonathana i na to dziedzic Selwynów nie mógł pozwolić. Jessie ze swoim refleksem pałkarza był co prawda szybszy, ale Hannibal stracił tylko jakieś dwie sekundy na gapienie się na niego z rozdziawioną buzią, zanim sam ochoczo dołączył do wyzwisk i szarpaniny. W imię obrony godności rodu, oczywiście. Niestety, nauczyciel miał na ten temat inne zdanie.
Spędzili więc czarujący wieczór we dwóch w pustej sali lekcyjnej, czyszcząc puchary domów i trofea zdobyte w rozgrywkach Quidditcha i psiocząc na Ślizgonów. Zajęcie, choć żmudne, okazało się jednak dobrym lekiem na wzburzone emocje i z upływem godzin ich narzekania straciły jad, a potem przeszły w odrobinę zmęczone milczenie.
- Daj spokój, po pierwsze ja też dołożyłem swoje, a po drugie nie udawaj, że wolałbyś samotnie polerować świecznik Slytherina - Hannibal uśmiechnął się do przyjaciela i odstawił ostatni, błyszczący, jak psie jajca kawał żelastwa na półkę - Nie będę spokojnie słuchać, jak ktoś obraża mi rodzinę i przyjaciół - dodał, przeglądając się w jakimś stojącym tuż obok talerzu i przeczesując palcami opadające na czoło włosy. Wracając, zatrzymał się tuż przed Jessiem, na próbnej trajektorii jego pięści. Oczywiście nie zamierzał dać się obić kumplowi, ale mógł posłużyć za manekin treningowy - dopóki ciosy były pozorowane. Mógłby nawet udać, że obrywa i odegrać malowniczy upadek w odpowiednim kierunku.
- Ten cios pałką był idealny! - westchnął, bez cienia strachu patrząc w oczy zamachniętego Jessiego. Przypomniał sobie tamtą chwalebną chwilę i wzdrygnął się lekko, bo wraz ze wspomnieniem wrócił ohydny odgłos łamanego ślizgońskiego nosa - Mam nadzieję, że jak te łajzy wylezą ze skrzydła szpitalnego, to też dostaną szlaban! Przecież twoi kumple z drużyny chyba to widzieli?
Nie był to jego pierwszy szlaban, na ostatnim roku nauki zdążył już ich nazbierać całkiem sporo, ale rzadko który kończył się tak późno. Kiedy wychodzili z klasy za oknami panowała już majowa noc - wciąż niezbyt ciepła, ale zdecydowanie przyjemniejsza, niż jeszcze parę dni temu.
- Wcale nie mam ochoty iść spać - powiedział z przekornym błyskiem w oku i trącił Jessiego ramieniem - Wciąż nie uczciliśmy waszego zwycięstwa.
Zwycięstwa Krukonów - nie jego drużyny, ale Hannibal przede wszystkim kibicował swoim przyjaciołom, a dopiero w drugiej kolejności Domom. Pokazał Jessiemu wnętrze swojej torby - podejrzanie ciężkiej - jak się okazało, za sprawą czteropaku piwa kremowego w środku. Otwieranie go podczas polerowania sreber nie było odpowiednie do okazji, ale teraz… Selwyn spojrzał w kierunku Wieży Astronomicznej. Nawet, jeżeli ktoś miał tam dziś zajęcia, to dopiero o północy…