06.01.2026, 15:07 ✶
- To mój wuj, tak. Ale to też niewymowny. Pytałem go wcześniej, czy maja coś na temat polany i odpowiedź była negatywna. Tak samo myślę, że gdyby faktycznie coś mieli, to by mi powiedział, ale... pozwalanie komukolwiek w Departamencie Tajemnic, żeby mnie badali jak szczura testowego? Mam wrażenie że wszyscy z tych, którzy trafili do limbo, próbowali uniknąć pewnych rzeczy. Rozmawiałaś z tą waszą nekromantką w Egipcie, więc wiesz że nie wszyscy mogą mieć dobre intencje.
Rozumiał o co jej chodziło, oczywiście. Ale nad Gregorym stało też ministerstwo. Jeśli jego wuj nie miał odpowiedzi, to co innego mógł zrobić? Co najwyżej pozwolić by w którejś komnacie urządzili sobie eksperymenty, a wizja zjeżdżania do Departamentu Tajemnic wcale go nie intrygowała aż tak bardzo. Z resztą... im wszystkim zbieranie informacji na własną rękę wcale nie szło tak źle.
- Mogę ci potem jeszcze powiedzieć, co innego powiedziała ciekawego, ale to nie tutaj - dorzucił jeszcze, bo w sumie Isobell trochę się powtarzała, trochę też insynuowała innych rzeczy, ale najbardziej go chyba wtedy wbiła w ziemię tymi przepowiedniami i wyliczeniami, kiedy powinien sobie dzieci robić. Gdyby nie była arcykapłanką to by zapytał czy mu właśnie propozycję jakąś składała. No i gdyby męża nie miała, ale to drugoplanowy problem.
Przez moment przyglądał się jej jeszcze, kiedy stał przed nią uniósłszy ich maski. Mógł spróbować zerkać na ich aury, oczywiście, ale nie zawsze chciał to robić. Robił to często kiedy kwestionował motywy ludzi, których miał przed sobą. Ich szczerość. A teraz? Teraz nie miał aż takich wątpliwości. Ujął jej twarz w dłonie i pocałował.
- To dobrze - wyszeptał wreszcie do jej ucha. - Bo ktoś musi robić za przynętę na te topielce i nie próbować mnie potem tak zwyczajnie za to udusić - złapał ją, chcąc podnieść na ręce i przesunąć się do krawędzi sadzawki. Zawahał się jednak, kiedy już postawił na murku jedną stopę, co by mieć lepszą równowagę przy przerzucaniu jej. Nagle bowiem w jego głowie pojawiło się dość istotne zagadnienie - Myślisz, ze nie utopisz się jak ten dzieciak?
Rozumiał o co jej chodziło, oczywiście. Ale nad Gregorym stało też ministerstwo. Jeśli jego wuj nie miał odpowiedzi, to co innego mógł zrobić? Co najwyżej pozwolić by w którejś komnacie urządzili sobie eksperymenty, a wizja zjeżdżania do Departamentu Tajemnic wcale go nie intrygowała aż tak bardzo. Z resztą... im wszystkim zbieranie informacji na własną rękę wcale nie szło tak źle.
- Mogę ci potem jeszcze powiedzieć, co innego powiedziała ciekawego, ale to nie tutaj - dorzucił jeszcze, bo w sumie Isobell trochę się powtarzała, trochę też insynuowała innych rzeczy, ale najbardziej go chyba wtedy wbiła w ziemię tymi przepowiedniami i wyliczeniami, kiedy powinien sobie dzieci robić. Gdyby nie była arcykapłanką to by zapytał czy mu właśnie propozycję jakąś składała. No i gdyby męża nie miała, ale to drugoplanowy problem.
Przez moment przyglądał się jej jeszcze, kiedy stał przed nią uniósłszy ich maski. Mógł spróbować zerkać na ich aury, oczywiście, ale nie zawsze chciał to robić. Robił to często kiedy kwestionował motywy ludzi, których miał przed sobą. Ich szczerość. A teraz? Teraz nie miał aż takich wątpliwości. Ujął jej twarz w dłonie i pocałował.
- To dobrze - wyszeptał wreszcie do jej ucha. - Bo ktoś musi robić za przynętę na te topielce i nie próbować mnie potem tak zwyczajnie za to udusić - złapał ją, chcąc podnieść na ręce i przesunąć się do krawędzi sadzawki. Zawahał się jednak, kiedy już postawił na murku jedną stopę, co by mieć lepszą równowagę przy przerzucaniu jej. Nagle bowiem w jego głowie pojawiło się dość istotne zagadnienie - Myślisz, ze nie utopisz się jak ten dzieciak?