07.01.2026, 14:34 ✶
Przez całą drogę do knajpy Baldwin wydawał się nieobecny.
Myślał o mijanych plakatach the Globe z najnowszą ramówką na październik. Chociaż Ekstaza Merlina miała swój powrót zapowiedziany na koniec września. Na szczęście nie musiał się nią przejmować. Główna rola przypadła Selwynowi i wcale nie zazdrościł mu ilości wygipasów jakie musiał na scenie uskuteczniać. A ta planowana scena samobiczowania… Próbowali go wcisnąć na scenografa, ale kiedy usłyszał o wielkiej przyjaźni z tym babskiem Avery, szybko się z tego wykręcił. Może dlatego, że nie chciał mieć z nią nic wspólnego. A może dlatego, że wiedział że zastanie Ojca na widowni. Nie chciał się wtedy znaleźć na scenie.
Dopiero kiedy usiedli przy krzywym stoliku, a Richard coś zaczął do niego mówić, wreszcie skupił na nim swoją uwagę. To było nawet zabawne. Mulciber przypominał mu teraz tych wszystkich aurorów, którzy panoszyli się po Nokturnie. Identyczna postawa, to samo ściągnięcie ramion i wyraz twarzy. Aż się chciało podnieść ręce i mówić “panie władzo ja niewinny!”
Pewnie zrobiłby to, gdyby Richard tak bardzo nie przypominał mu Charliego.
Czy spodziewał się tematu rozmowy? Nie. Bardziej skłaniał się ku temu, że będzie wypytywany dlaczego Lorraine zmieniła dostawcę. A skąd on mógł wiedzieć? Jej biznes jej sprawa. Może jej się pudełka przestały podobać? A może znalazła tańszego dostawcę? Świeczkarzy było w opór na Nokturnie i Podziemnych Ścieżkach, a trupom było wszystko jedno czyje ręce pomagały.
- Współczucia z powodu… brata?- Powiedział nagle, jakoś tak myśląc o znajomych trupach, ale głos miał niepewny. No wyglądali kropka w kropkę tak samo, ale cholera wie, może to ojciec pijał eliksiry odmładzające? Kto w cyrku znaczy się zakładzie pogrzebowym pracuje ten się z trupów nie śmieje, czy jakoś tak.
Barman zdążył im przynieść po szklance dymiącego, dziwnie czerwonego alkoholu który pachniał i smakował ginem. Niskiej półki, ale czego się spodziewać po takim miejscu. Tyle dobrego, że w towarzystwie Malfoy’a barman raczej nie napluł Mulciberowi do środka.
- Bójka chyba z założenia zakłada udział obu osób. Charles po prostu mi przypierdolił. Za co? A proste. Za prawdę, której nie miał ochoty usłyszeć.
Szczęście w nieszczęściu Baldwin chorował na Miforda, przeuroczą przypadłość, która sprawiała, że pamiętał wszystko, a przynajmniej sporą większość ze swojego życia. Upił łyk alkoholu, nie krzywiąc się jakoś nieznacznie. Jak na kogoś niemal przesłuchiwanego wyglądał na całkowicie wyluzowanego. Pełen chillout, ale taka była po prostu osobowość blondyna. Naprawdę musiałoby się coś stać, żeby się jakkolwiek zestresował. Z reguły jednak żył sobie spokojnie według motta “miejże wyjebane a będzie ci dane”.
- Co chcesz wiedzieć? Po co zjawiłem się u niego tamtego wieczora? Co spowodowało konflikt? Co było potem? Których elementów układanki ci brakuje?
Oparł łokcie na blacie, a podbródek ułożył na splecionych dłoniach, wyjątkowo coś skory do rozmowy
Myślał o mijanych plakatach the Globe z najnowszą ramówką na październik. Chociaż Ekstaza Merlina miała swój powrót zapowiedziany na koniec września. Na szczęście nie musiał się nią przejmować. Główna rola przypadła Selwynowi i wcale nie zazdrościł mu ilości wygipasów jakie musiał na scenie uskuteczniać. A ta planowana scena samobiczowania… Próbowali go wcisnąć na scenografa, ale kiedy usłyszał o wielkiej przyjaźni z tym babskiem Avery, szybko się z tego wykręcił. Może dlatego, że nie chciał mieć z nią nic wspólnego. A może dlatego, że wiedział że zastanie Ojca na widowni. Nie chciał się wtedy znaleźć na scenie.
Dopiero kiedy usiedli przy krzywym stoliku, a Richard coś zaczął do niego mówić, wreszcie skupił na nim swoją uwagę. To było nawet zabawne. Mulciber przypominał mu teraz tych wszystkich aurorów, którzy panoszyli się po Nokturnie. Identyczna postawa, to samo ściągnięcie ramion i wyraz twarzy. Aż się chciało podnieść ręce i mówić “panie władzo ja niewinny!”
Pewnie zrobiłby to, gdyby Richard tak bardzo nie przypominał mu Charliego.
Czy spodziewał się tematu rozmowy? Nie. Bardziej skłaniał się ku temu, że będzie wypytywany dlaczego Lorraine zmieniła dostawcę. A skąd on mógł wiedzieć? Jej biznes jej sprawa. Może jej się pudełka przestały podobać? A może znalazła tańszego dostawcę? Świeczkarzy było w opór na Nokturnie i Podziemnych Ścieżkach, a trupom było wszystko jedno czyje ręce pomagały.
- Współczucia z powodu… brata?- Powiedział nagle, jakoś tak myśląc o znajomych trupach, ale głos miał niepewny. No wyglądali kropka w kropkę tak samo, ale cholera wie, może to ojciec pijał eliksiry odmładzające? Kto w cyrku znaczy się zakładzie pogrzebowym pracuje ten się z trupów nie śmieje, czy jakoś tak.
Barman zdążył im przynieść po szklance dymiącego, dziwnie czerwonego alkoholu który pachniał i smakował ginem. Niskiej półki, ale czego się spodziewać po takim miejscu. Tyle dobrego, że w towarzystwie Malfoy’a barman raczej nie napluł Mulciberowi do środka.
- Bójka chyba z założenia zakłada udział obu osób. Charles po prostu mi przypierdolił. Za co? A proste. Za prawdę, której nie miał ochoty usłyszeć.
Szczęście w nieszczęściu Baldwin chorował na Miforda, przeuroczą przypadłość, która sprawiała, że pamiętał wszystko, a przynajmniej sporą większość ze swojego życia. Upił łyk alkoholu, nie krzywiąc się jakoś nieznacznie. Jak na kogoś niemal przesłuchiwanego wyglądał na całkowicie wyluzowanego. Pełen chillout, ale taka była po prostu osobowość blondyna. Naprawdę musiałoby się coś stać, żeby się jakkolwiek zestresował. Z reguły jednak żył sobie spokojnie według motta “miejże wyjebane a będzie ci dane”.
- Co chcesz wiedzieć? Po co zjawiłem się u niego tamtego wieczora? Co spowodowało konflikt? Co było potem? Których elementów układanki ci brakuje?
Oparł łokcie na blacie, a podbródek ułożył na splecionych dłoniach, wyjątkowo coś skory do rozmowy