07.01.2026, 18:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.01.2026, 18:39 przez Benjy Fenwick.)
Poczułem to wyraźnie w chwili, gdy ostrze nie chciało pójść głębiej - dźgnięcie, które miało jeszcze bardziej rozpruć go od środka, zatrzymało się na oporze mięśni i kości, jakby jego ciało w tej sekundzie zdecydowało się stwardnieć. Ból musiał go dosięgnąć, nie miałem co do tego wątpliwości, ale nie w ten sposób, na jaki liczyłem. Zamiast osłabnąć, bestia napięła się jeszcze bardziej, jakby każdy impuls bólu był sygnałem do dalszego forsowania przemiany.
Za to ruch pod nim… Ten się udał.
Wypchnąłem biodra, skręciłem barki, nie próbując go zrzucić całkiem, tylko wysunąć się spod osi jego masy, śliska ziemia tym razem zadziałała na moją korzyść, przetoczyłem się w bok, ciężko, nieelegancko, bardziej jak worek mięsa niż łowca, ale wystarczająco daleko, żeby nie leżał już bezpośrednio nade mną. Złapałem gwałtowny, urwany oddech, powietrze paliło w płucach, ale żyłem.
Wilkołak zawył, już nie tylko z bólu, ale z wysiłku - jego ciało zaczęło się zmieniać szybciej, gwałtowniej, jakby próbował wygrać czasem. Kręgosłup wygiął się jeszcze mocniej, sylwetka nabrzmiała, pazury wbiły się w ziemię, rozrywając darń. Srebro w jego brzuchu i barku błysnęło na moment w księżycowym świetle, nie wyrwał go, nie mógł albo nie chciał. Może liczył, że przemiana przykryje wszystko, że nowa forma udźwignie to, co stare ciało już ledwo znosiło.
Wtedy do akcji weszła Geraldine.
Zarejestrowałem tylko ruch, błysk i ten charakterystyczny, głuchy dźwięk, gdy ostrze faktycznie znalazło cel - pierwsze cięcie weszło, nie śmiertelnie, bo nie taki musiał być jego cel, ale wystarczająco dobrze, by wilkołak odruchowo skręcił tułów, warcząc nisko, gardłowo. Kolejne już nie trafiło, poszło w powietrze, przecięło noc, ale nie ciało, to jedno jednak wystarczyło, by dolać mu kolejnej dawki bólu.
Bestia szarpnęła się, ciężar znów próbował opaść na mnie, ale nie był już tak stabilny jak chwilę wcześniej, rany zaczynały się sumować, srebro robiło swoje, nawet jeśli on wciąż udawał, że to bez znaczenia. Widziałem drżenie jego mięśni, niejednoznaczne, rozdarte między siłą a przeciążeniem. Każde kolejne cięcie było jak gwóźdź wbijany w trumnę, nawet jeśli on jeszcze o tym nie wiedział albo ignorował koszty, licząc na to, iż to jego morderczy cios, nie cudzy, zakończy starcie.
Las odpowiedział przeciągłym szumem, ptaki wciąż krążyły gdzieś wysoko, a polana zdawała się zapadać pod nami, jakby chciała wciągnąć to starcie głębiej w swoje przeklęte wnętrze. Wilkołak zawarczał, wygięty między bólem a przemianą, a ja wykorzystałem dokładnie ten moment - jeszcze się nie podniosłem, nie miałem na to czasu ani sił - odturlałem się dalej, próbując zwiększyć dystans o kolejne centymetry, podkulając nogi pod siebie, gotów albo poderwać się na kolano, albo jeszcze raz uderzyć, jeśli spróbuje wrócić. Każdy ruch kosztował mnie więcej, niż powinien, ból w boku pulsował ciężko, zdradliwie, ale nie mogłem sobie pozwolić na zatrzymanie się. Zamiast tego spróbowałem zaatakować z dołu, nadal z ziemi, ostrzem posłanym nisko w powietrze, pod kątem, celując tam, gdzie jego szyja i bok były najbardziej odsłonięte w tym nienaturalnym skręcie.
aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - atak z niskiej pozycji po odturlaniu się, szybkie ciśnięcie srebrnym ostrzem w bok/brzuch wilkołaka w trakcie forsowanej przemiany
Za to ruch pod nim… Ten się udał.
Wypchnąłem biodra, skręciłem barki, nie próbując go zrzucić całkiem, tylko wysunąć się spod osi jego masy, śliska ziemia tym razem zadziałała na moją korzyść, przetoczyłem się w bok, ciężko, nieelegancko, bardziej jak worek mięsa niż łowca, ale wystarczająco daleko, żeby nie leżał już bezpośrednio nade mną. Złapałem gwałtowny, urwany oddech, powietrze paliło w płucach, ale żyłem.
Wilkołak zawył, już nie tylko z bólu, ale z wysiłku - jego ciało zaczęło się zmieniać szybciej, gwałtowniej, jakby próbował wygrać czasem. Kręgosłup wygiął się jeszcze mocniej, sylwetka nabrzmiała, pazury wbiły się w ziemię, rozrywając darń. Srebro w jego brzuchu i barku błysnęło na moment w księżycowym świetle, nie wyrwał go, nie mógł albo nie chciał. Może liczył, że przemiana przykryje wszystko, że nowa forma udźwignie to, co stare ciało już ledwo znosiło.
Wtedy do akcji weszła Geraldine.
Zarejestrowałem tylko ruch, błysk i ten charakterystyczny, głuchy dźwięk, gdy ostrze faktycznie znalazło cel - pierwsze cięcie weszło, nie śmiertelnie, bo nie taki musiał być jego cel, ale wystarczająco dobrze, by wilkołak odruchowo skręcił tułów, warcząc nisko, gardłowo. Kolejne już nie trafiło, poszło w powietrze, przecięło noc, ale nie ciało, to jedno jednak wystarczyło, by dolać mu kolejnej dawki bólu.
Bestia szarpnęła się, ciężar znów próbował opaść na mnie, ale nie był już tak stabilny jak chwilę wcześniej, rany zaczynały się sumować, srebro robiło swoje, nawet jeśli on wciąż udawał, że to bez znaczenia. Widziałem drżenie jego mięśni, niejednoznaczne, rozdarte między siłą a przeciążeniem. Każde kolejne cięcie było jak gwóźdź wbijany w trumnę, nawet jeśli on jeszcze o tym nie wiedział albo ignorował koszty, licząc na to, iż to jego morderczy cios, nie cudzy, zakończy starcie.
Las odpowiedział przeciągłym szumem, ptaki wciąż krążyły gdzieś wysoko, a polana zdawała się zapadać pod nami, jakby chciała wciągnąć to starcie głębiej w swoje przeklęte wnętrze. Wilkołak zawarczał, wygięty między bólem a przemianą, a ja wykorzystałem dokładnie ten moment - jeszcze się nie podniosłem, nie miałem na to czasu ani sił - odturlałem się dalej, próbując zwiększyć dystans o kolejne centymetry, podkulając nogi pod siebie, gotów albo poderwać się na kolano, albo jeszcze raz uderzyć, jeśli spróbuje wrócić. Każdy ruch kosztował mnie więcej, niż powinien, ból w boku pulsował ciężko, zdradliwie, ale nie mogłem sobie pozwolić na zatrzymanie się. Zamiast tego spróbowałem zaatakować z dołu, nadal z ziemi, ostrzem posłanym nisko w powietrze, pod kątem, celując tam, gdzie jego szyja i bok były najbardziej odsłonięte w tym nienaturalnym skręcie.
Rzut PO 1d100 - 68
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 98
Sukces!
Sukces!
aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - atak z niskiej pozycji po odturlaniu się, szybkie ciśnięcie srebrnym ostrzem w bok/brzuch wilkołaka w trakcie forsowanej przemiany
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)
Spoiler