Avelina nigdy nie należała do osób oceniających – wychowywana była przez osoby dosyć lekkoduszne, które nie przejmowały się za bardzo opiniami innych. Wypracowała u siebie większe dozy odpowiedzialności niż jej rodziciele. Czasami nawet zastanawiała się, czy na pewno jest ich córką, ponieważ była zdecydowanie różna od nich.
Trevor był częstym gościem w ich domu głównie ze względu na jej rodziców, ale zawsze starała się go szanować i lubić. Czuła przed nim delikatny strach, ale miała tak wobec wszystkich dorosłych mężczyzn. Później, gdy już podrosła – strach zmienił się na respekt, a potem obawę, że coś się mu stanie. Jej rodzice nigdy nie wątpili w jego niewinność, a ona im ufała i również w to wierzyła. Stał się ważną częścią jej rodziny, a to oznaczało, że takie osoby trzeba chronić i wspierać. Jako młodsza czarodziejka zwracała się do niego per wujek – co zdarza się jeszcze, gdy są sami lub w listach.
Tak więc, gdy Trevor poprosił ją o pomoc bez wahania zgodziła się. Obiecała mu, że zawsze uzyska od niej wsparcie, więc nawet nie myślała o innej odpowiedzi. Wiedziała, że jeśli ona sama będzie potrzebować pomocy bez problemu będzie mogła na niego liczyć. Był fascynującym i silnym człowiekiem w jej oczach, dlatego też nie chciała, aby miał jakiekolwiek zmartwienia.
W umówionym miejscu zjawiła się o czasie. Starała się ubrać tak, aby nie rzucać się w oczy i nie zwracać na siebie uwagi. Włosy, które żyły zwykle swoim życiem związała w ciasnego kucyka na czubku głowy, makijażu na twarzy również nie robiła – sądziła, że do takiego spotkania nie był on za bardzo potrzebny.
Widząc mężczyznę uśmiechnęła się do niego delikatnie, ale wyczuła w jego głosie, że był zdecydowanie zmartwiony. Nie dziwiła się mu, ponieważ jej samej również nie byłoby do śmiechu, gdyby ktoś bliski zaginął. Wyciągnęła różdżkę i cicho westchnęła. Była zdecydowanie zdenerwowana, ponieważ nigdy nie szukała zaginionej osoby. Nie była do tego jakoś bardzo przygotowana, rzadko wychodziła też ze swojej pracowni, gdzie ważyła eliksiry. Nie była typem osoby działającej w terenie, ale dla przyjaciela zrobi wszystko.
— Powinnam coś jeszcze wiedzieć, poza tym, co mi napisałeś w liście? – zapytała marszcząc przy tym drzwi i przestając się uśmiechać.
Miała nadzieję, że nikomu nic się nie stało, ani nie stanie. Dorośli ludzie często przestają się odzywać, ponieważ mają jakieś sprawy na głowie, w które nie chcą angażować osób trzecich i miała nadzieję, że tak też było w przypadku przyjaciela Trevora. Zagryzła nerwowo wargę jak miała w zwyczaju i zaczęła ją nieświadomie skubać odrywając delikatnie naskórek. Był to paskudny nawyk, którego nie mogła się pozbyć, gdy tylko zorientowała się co robiła przetarła usta rękawem.
— Pamiętaj, że nie jestem dobra w walce, ale postaram się nie przeszkadzać i pomóc ci jak najlepiej potrafię – dodała jeszcze z cichym westchnięciem.