08.01.2026, 20:21 ✶
Wywrócił na nią oczami, bo wiara w nią nie miała tutaj chyba zbyt wiele do rzeczy. A przynajmniej nie zamierzał wykładać ewentualnych wątpliwości co do tego co robiła. Jemioła nie była aż tak szkodliwa, ale coś w mlecznych, częściowo transparentnych kulkach było wręcz obrzydliwe. Przypominało mu jaja larw, które czekały tylko na wyklucie i pożarcie wszystkiego, co znalazły na drodze.
Co lato uzbiera, to zima pożera, słyszał czasem w ustach swojej matki. Nigdy jednak chyba nie odnosiło się to do faktycznych pór roku, jakby Evelyn kategoryzowała w ten sposób samych ludzi, a jej mąż i jego krewni zaliczali się w jej oczach do typu osób odzwierciedlających ostatnią kwadrę roku. Chłodni i gotowi pożreć to na co sami pracowali, o ile tylko przyniosłoby im to korzyści.
Gdyby tylko starania były tego warte, połknąłby Heloise w całości. Jej szczęście, życie i dorobek, na który tyle pracowała, cementując go ze swoim własnym i zespalając w jedno. Nie ważne jednak jak bardzo mogło wydawać się to momentami kuszące, było to zwyczajnie nieopłacalne. A apetyt pozostawał nienasycony.
Pochylił się nad nią jeszcze bardziej, przytulając policzek do jej własnego i wciąż ograniczając się do zlizywania okruchów. Wiecznie niezaspokojony. Wiecznie głodny.
- Mężowie też bywają delikatni - wymruczał do jej ucha, nie poruszając się oprócz tego o milimetr. - Rozwiązań tego problemu mogłoby być nad wyraz dużo. Mężowie giną, znikają, tracą rozum. Mężowie też nie zawsze posiadają rodziny, skore do upominania się o dzieci. Jedyne co wydaje się... problematyczne w twoich słowach to aspekt miłości. Na związek z uczucia nic nie dałoby się poradzić - westchnął ciężko. - Twoje dzieci mogłyby być tylko twoje, jeśli odpowiednio to rozegrać - kłamał, oczywiście. Czemu miałby nie? Jeśli rodzina tych dzieci nie próbowałaby nimi rozgrywać własnych planów, to pewnie Rowlowie w pewnym momencie by się o nie upomnieli.
Co lato uzbiera, to zima pożera, słyszał czasem w ustach swojej matki. Nigdy jednak chyba nie odnosiło się to do faktycznych pór roku, jakby Evelyn kategoryzowała w ten sposób samych ludzi, a jej mąż i jego krewni zaliczali się w jej oczach do typu osób odzwierciedlających ostatnią kwadrę roku. Chłodni i gotowi pożreć to na co sami pracowali, o ile tylko przyniosłoby im to korzyści.
Gdyby tylko starania były tego warte, połknąłby Heloise w całości. Jej szczęście, życie i dorobek, na który tyle pracowała, cementując go ze swoim własnym i zespalając w jedno. Nie ważne jednak jak bardzo mogło wydawać się to momentami kuszące, było to zwyczajnie nieopłacalne. A apetyt pozostawał nienasycony.
Pochylił się nad nią jeszcze bardziej, przytulając policzek do jej własnego i wciąż ograniczając się do zlizywania okruchów. Wiecznie niezaspokojony. Wiecznie głodny.
- Mężowie też bywają delikatni - wymruczał do jej ucha, nie poruszając się oprócz tego o milimetr. - Rozwiązań tego problemu mogłoby być nad wyraz dużo. Mężowie giną, znikają, tracą rozum. Mężowie też nie zawsze posiadają rodziny, skore do upominania się o dzieci. Jedyne co wydaje się... problematyczne w twoich słowach to aspekt miłości. Na związek z uczucia nic nie dałoby się poradzić - westchnął ciężko. - Twoje dzieci mogłyby być tylko twoje, jeśli odpowiednio to rozegrać - kłamał, oczywiście. Czemu miałby nie? Jeśli rodzina tych dzieci nie próbowałaby nimi rozgrywać własnych planów, to pewnie Rowlowie w pewnym momencie by się o nie upomnieli.
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast