08.01.2026, 21:41 ✶
razem z Astorią
Leviathan nie był przesadnym pasjonatem religii. Nawet nie chodziło o to, że gdzieś tam nad nimi nie było kogoś z pewną mocą sprawczą, bo wszelkie wątpliwości odnośnie tego rozwiała Litha. Nie, problem polegał w tym, że bogowie najwyraźniej nie posiadali takiej mocy sprawczej, jaką przypisywali im czarodzieje. Matka, Dziewica i Starucha tkwiły gdzieś tam na górze, za zasłoną i wydawały się mieć związane ręce, bo gdyby było inaczej to czemu potrzebowałyby pomocy innych, żeby naprawić poczynania Arcykapłanki?
Całość wydarzeń pozostawiła więc za sobą posmak goryczy i słomianą laleczkę, która nie chciała się od niego odczepić. Przynosiła ukojenie, kiedy trzymał ją w dłoniach, ale nie było to wystarczające by zbudować w Rowle jakiekolwiek oddanie. Nie należało zapominać też o jego letnich zaręczynach. Gdyby boginie to było dla niego mało, to należało do tego doliczyć pannę Macmillan, na której palcu wcześniej znajdował się pierścionek zaręczynowy. Teraz leżał w komódce, zamknięty w zamszowym pudełeczku i czekał na lepsze czasy. Lepsze czasy na które nawet nie miał czasu.
W kowenie Whitecroft, czuł się więc trochę nie na miejscu. Jakby każdy jeden kamień, poświęcony tutaj przez Macmillanów, miał pamiętać obietnicę jaką złożyły sobie ich rodziny i jaką oni postanowili odwołać. Nie był to skandal na miano całego kraju, ale zainteresowani wiedzieli i czuli pewien posmak, jaki po wydarzeniu pozostał. Levi nie zamierzał jednak kryć się pod kamieniem całe swoje życie i unikać kapłanów czy poświęconej ziemi. Szczególnie że podczas sabatu należało dopiąć formalności.
- Co zamierzasz złożyć na ołtarzu? - zapytał znajdującej się obok niego Astorii. Wydawało mu się, że wspominała coś o obrazie, ale jego myśli uciekały dalej i dalej, aż w końcu odwiodły go od tego co ostatnie padło z jej ust.
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast