• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[05.12.1970] Pick your poison

[05.12.1970] Pick your poison
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#5
08.01.2026, 23:13  ✶  

Ludzie życie mieli tylko jedno, a ona, pracując najpierw w biurze brygady, a teraz aurorów niejako obowiązywała się to życie chronić. To nie tak, że nigdy nie podniosła na nikogo różdżki – wręcz przeciwnie. Po to ją miała i po to nosiła odznakę, by móc spacyfikować jednego czy drugiego. Nigdy jednak nie wyrządziła nikomu krzywdy niesprowokowana. Nie atakowała pierwsza. Jej specjalnością była obrona, tarcze, rozpraszanie magii, a choć mówiło się, że najlepsza obroną jest atak, Victoria się z tym nie zgadzała. I to nie tak, że nigdy nie chciała nikogo skrzywdzić, czasami i nad nią emocje brały górę – było to jednak zjawisko rzadkie, w większości potrafiła nad sobą zapanować. Nie znosiła jednak, gdy silniejszy znęcał się nad słabszym. Gdy krzywdzono dzieci. Gdy cierpiały zwierzęta… W swojej pracy potrafiła być do bólu skrupulatna. Prawda o niej była też jednak taka, że gdy już kończyła godziny pracy, gdy chowała odznakę do kieszeni, stawała się na powrót Victorią, a nie brygadzistką Lestrange, albo aurorem-w-trakcie-szkolenia Lestrange. Potrafiła nie widzieć, że sytuacja wymaga interwencji funkcjonariusza, chyba, że było jej to na rękę. Uważała to zresztą za zdrowe: potrafić grubą kreską oddzielić pracę, od życia prywatnego. Nie musiała przecież nosić munduru przez 24h, 7 dni na tydzień. Zabić jednak kogoś dla większego dobra? W jej głowie to oznaczało chyba tylko tyle, że należało zabić tego, kto był mrokiem dla tego świata, może właśnie Voldemorta. Że tak byłoby zdrowiej, niż wciskać go do Azkabanu (zakładając, że uda się go ująć) i dawać mu czas na nigdy wcześniej nie udaną ucieczkę – ale zawsze musi być ten pierwszy raz, nie? Nigdy nie sforsowana twierdza pewnego dnia mogła okazać się nie tak dobrze strzeżona. Jakaś myszka mogłaby się przedrzeć. Myślała sobie, że cały oddział aurorów, gdyby natknął się jakimś cudem na Czarnego Pana, z pewnością zdołałby go ująć, a wtedy… Wtedy ktoś powinien go po prostu wykończyć. Przypadkiem.

Po co kusić los?

– To niezbyt długo – przyznała, zastanawiając się nad tym. Jak to było przez rok mieszkać w zupełnie innym kraju, niż żyło się dotychczas. Niedługo jej własna siostra miała wyjechać do Francji na dodatkowe szkolenia i kursy, sama jednak nigdy nie przejawiała takich marzeń. Dobrze jej było tutaj, odwiedzając inne kraje tylko w ramach chwilowego kaprysu i wycieczki, wakacji. Nie na dłużej. – Ach, nie. Mówisz całkiem dobrze – stwierdziła i uśmiechnęła się lekko. Zgoda, słychać było akcent, był znacznie twardszy, ale mówił dobrze. – Kiedyś słyszałam, że angielski jest stosunkowo prosty do nauczenia się, być może całe szczęście.

– Mówią, że angielska pogoda jest ponura, bo za mało tu słońca. Że jest zmienna, nieprzewidywalna. W jednej chwili z mżawki robi się wielkie oberwanie chmury, by za moment wyszło trochę słońca i zaraz się schować – wyjaśniła i sięgnęła po swoją szklankę, lekko zakręcając nadgarstkiem i wprawiając bursztynowy trunek w ruch. Kostki lodu zagrzechotały o szkło. – Że to dobre podłoże do wilgoci i rozwoju pleśni, grzybów – mówiła dalej patrząc na swojego rozmówcę. – Więc w Leningradzie też tak jest? Nigdy nie miałam okazji odwiedzić Rosji – tylko zimniej, tak? Nie miała nic przeciwko śniegu, wręcz wolała go, niż takie nie wiadomo co gdy już spadł, a potem temperatura podnosiła się i zaczynał topnieć, a na ulicach można było zastać rozjeżdżającą się breję, a wilgotność powietrza sprawiała, że miało się ochotę oszaleć. – Słyszałam, że zimy są tam bardzo srogie, nie to co tu… Trochę śniegu, który zaraz zniknie – jej spojrzenie było ciemne, spokojne, choć bystre. To nie był zamglony wzrok marzycielki. Na razie prześlizgnął się po sylwetce Aristova, rejestrując to i owo, Victoria była jednak w pełni skupiona na rozmowie.

– Do tej pory? – powtórzyła za nim. – Cóż takiego się więc zmieniło, jeśli mogę zapytać? – że przestało być tak rozczarowująco, rzecz jasna. Punkt dla niego za szczerość, swoją drogą. Czy chodziło o ten niepokój, który zagościł teraz w ludziach, po manifeście Voldemorta? A potem uśmiechnęła się nieco szerzej. – Korzenie mojej rodziny sięgają Francji – wyjaśniła krótko, bo nie było się nad czym rozwodzić. – Ale to stare dzieje. Już dawno moja rodzina osiadła w Wielkiej Brytanii, z Francją łączy nas teraz tylko pewien sentyment – i to, że wielu jej krewniaków na pewnym etapie do Francji wyjeżdżało. Część mieszkało tam na stałe, część po prostu miała tam domy… Ciągnęło ich do kolebki, choć urodzili się już w Anglii. I trwało to od wieków. – I dziwne nazwisko, rzecz jasna – dodała i uśmiechnęła się, podejmując to zaproszenie do pewnego rodzaju walki na spojrzenia.

Bo nie odwróciła wzroku.

– Wznosimy dokładnie takie toasty, jakie tylko chcemy – odparła ciszej, ale uniosła nieco wyżej swoją szklankę. – Niech więc będzie to toast za owocną przyszłość – bo interesu jeszcze żadnego nie dobili. Jedyne co Victoria na jego temat wiedziała to to, że chodziło o sprawy związane z eliksirami – inaczej by się z nią nie kontaktował. Lestrange byli w końcu bardzo rodziną słynącą z wybitnych alchemików, twórców eliksirów i uzdrowicieli. A potem przytknęła szklankę do ust, nadal nie spuszczając wzroku z Alexandra. Oczywiście, ze go prowokowała. Ale tylko dlatego, że on zaczął pierwszy, a ona zdecydowała się podążyć niewinnie (lub wręcz przeciwnie) za tą grą.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Aristov (7592), Victoria Lestrange (7866)




Wiadomości w tym wątku
[05.12.1970] Pick your poison - przez Victoria Lestrange - 05.01.2026, 15:00
RE: [05.12.1970] Pick your poison - przez Alexander Aristov - 05.01.2026, 18:45
RE: [05.12.1970] Pick your poison - przez Victoria Lestrange - 06.01.2026, 13:59
RE: [05.12.1970] Pick your poison - przez Alexander Aristov - 07.01.2026, 12:09
RE: [05.12.1970] Pick your poison - przez Victoria Lestrange - 08.01.2026, 23:13
RE: [05.12.1970] Pick your poison - przez Alexander Aristov - 09.01.2026, 14:46
RE: [05.12.1970] Pick your poison - przez Victoria Lestrange - 10.01.2026, 19:07
RE: [05.12.1970] Pick your poison - przez Alexander Aristov - 11.01.2026, 16:46
RE: [05.12.1970] Pick your poison - przez Victoria Lestrange - 12.01.2026, 21:56
RE: [05.12.1970] Pick your poison - przez Alexander Aristov - 14.01.2026, 14:37
RE: [05.12.1970] Pick your poison - przez Victoria Lestrange - 16.01.2026, 21:44
RE: [05.12.1970] Pick your poison - przez Alexander Aristov - 17.01.2026, 17:47
RE: [05.12.1970] Pick your poison - przez Victoria Lestrange - 18.01.2026, 22:37
RE: [05.12.1970] Pick your poison - przez Alexander Aristov - 20.01.2026, 11:45
RE: [05.12.1970] Pick your poison - przez Victoria Lestrange - 21.01.2026, 23:43
RE: [05.12.1970] Pick your poison - przez Alexander Aristov - 22.01.2026, 13:13
RE: [05.12.1970] Pick your poison - przez Victoria Lestrange - 22.01.2026, 23:54

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa