– Taa, my-Bulstrode – wymruczała pod nosem, a jakże, znowu pyskując, bo ona nic nie ustalała, jedyną osobą był Atreus, który przeszedł teraz na liczbę mnogą. A potem z roztargnieniem przeczesała palcami poskręcane od wilgoci włosy, próbując je jakkolwiek ułożyć, by jej tak nie drażniły, ale chyba w tym momencie i tak nie było takiej możliwości, głównie dlatego, że i tak to nie był jej zamierzony efekt. Co innego, gdyby taki był jej zamysł, ale nie! Czasami w taką pogodę używała tej ulizanny, ale jakoś nie wyspała się dzisiaj, ogólnie była w nienajlepszym humorze od jakiegoś czasu (zdany egzamin i przyznane jej uprawnienia aurora trochę go jednak poprawiły), bo nie była zadowolona z tego, że rodzice znowu próbują jej ułożyć życie i ponownie wybrali do tego wyjątkowo beznadziejną partię w postaci Rookwooda, który zdążył ją już śmiertelnie obrazić i popsuć jej świętowanie nowego roku. Nadęty dupek.
Ona zaś traktowała ich jako całkowicie pełną dwójkę, bo jednak od trzech lat nosiła mundury biura aurorów, co prawda te świadczące o szkoleniu, ale jednak dłużej pracowała z aurorami niż brygadzistami, a teraz już miała te pełne uprawnienia i była gotowa wywalić na biurko Atreusa wszystkie nowe raporty, jako że przez ostatnie dwa lata wysługiwał się nią bo samemu nie chciało mu się ich wypisywać, a „trzeba było nauczyć nową krew” i nie bardzo miała mu jak odmówić, cholernik jeden. O, przy dzisiejszym nie miała zamiaru nawet kiwnąć palcem.
– Utnij? – powtórzyła za nim, jakby nie za dobrze usłyszała i zmarszczyła brwi, a w końcu wzruszyła ramionami i wydobyła z kieszeni składany nożyk, który czasami się przydawał, by właśnie coś przeciąć, podważyć czy coś takiego, gdy nie chciało się do tego używać magii. Też jej pomysł, ciąć po kamieniu, ale nie miała nic do stracenia, bo może to faktycznie nie był kamień, więc wybrała dłoń rzeźby, a dokładniej jej palec (żeby w razie czego uszkodzenie nie było bardzo widoczne) i przecięła.
I wtedy wydarzyło się coś maksymalnie dziwnego, bo na opuszku palca rzeźby zaczęła zbierać się… krew? Najpierw krwawa pręga, a potem kropla, a Victoria stała i gapiła się jak ciele w malowane wrota i przejechała bokiem nożyka po palcu, zbierając tę substancję na jego powierzchnię. Wyglądało jak krew. I pachniało jak krew. Nie planowała tego smakować by się przekonać.
– Bulstrode – powiedziała głucho. – Ten posąg krwawi.