Zgodziła się do tego cięcia tylko dlatego, że słyszała już głupsze pomysły, nie szkodziło sprawdzić, a poza tym, choć ciągle burczła, podobnie jak to potrafiły baby w pewne dni, to wbrew pozorom nie chciało jej się kłócić, a nie miała problemu by coś porobić, kiedy panicz Bulstrode siedział na krzesełku po długim i mało przyjemnym spacerze przez las.
Albo to była substancja udająca krew, albo mieli tutaj prawdziwy ewenement, w którym kobietę zamieniono w kamienny posąg, który dało się ciąć zwykłym nożykiem i zadziało się tu coś bardzo dziwnego. No albo było to dzieło jakiegoś popaprańca, który chciał zadziałać na wiele zmysłów ludzi podziwiających jego… dzieło.
– Nie – powiedziała od razu, bo to nie był żart. – Wygląda jak krew, pachnie jak krew. Patrz – i zresztą jak już łaskawie wstał ze swojego tronu, to ostrożnie pokazała mu bok nożyka, na którym pyszniła się teraz plama krwi i wskazała mu palec rzeźby, który nacięła. – Tak, jakieś zaklęcie na pewno. Pytanie tylko czy zamieniające człowieka w kamień, czy po prostu zaklinające rzeźbę, by udawała człowieka – powiedziała z zastanowienie. Ale teraz jakoś inaczej spojrzała na wyraz przerażenia na twarzy posągu. – I co? – zapytała Atreusa, gdy ten już machnął różdżka, ale nic się nie wydarzyło. Mogłaby to sama zrobić, pod tym względem wiedziała, że lepiej radzi sobie z rozpraszaniem magii, ale skoro księciuniu już ruszył swoje szanowne cztery litery…