09.01.2026, 23:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.01.2026, 23:23 przez Benjy Fenwick.)
Wilkołak zareagował w tej samej sekundzie, w której rozpoznał dźwięk naciąganej kuszy. To nie był już dla niego moment na ryzykanctwo - nie teraz, kiedy w jego ciele nadal tkwiło za dużo srebra, mięśnie paliły, a oddech rwał się nierówno. Tym razem nie szarżował, nie próbował przyjąć ciosu na siebie, cofnął się i przesunął bokiem, nisko, instynktownie, jak inteligentne zwierzę, które wreszcie uznało, że nie wszystko da się wziąć na klatę. Nie zrobił tego wtedy, kiedy pierwszy bełt poszedł w powietrze, ani nawet wtedy, gdy drugi trafił go wcześniej. Dopiero teraz, kiedy Geraldine powtórzyła ruch, szybki, mechaniczny, wyuczony, a powietrze znów przeciął ten charakterystyczny świst, który nie miał nic wspólnego z naturą tego lasu.
Wilkołak nie czekał, aż to do niego doleci - rzucił się w bok, gwałtownie, nieładnie, nie był to elegancki unik, to była czysta reakcja, instynkt, w którym było więcej chaosu niż kalkulacji. Srebro w jego ciele nie pozwalało mu już na pełną kontrolę nad ruchem, każdy skok był cięższy, a skręt cielska - mniej płynny. Zamiast gładkiego, drapieżnego przeskoku był to raczej szarpnięty, brutalny rzut masy w bok.
Ziemia pod nim zachlupotała wilgocią, trawa rozchlapała się pod łapami, a jego ciało zatoczyło półłuk, jakby na moment stracił równowagę. Próbował złożyć się w ruchu, chciał zmniejszyć swoją masywną sylwetkę, wystawić bark zamiast klatki piersiowej, wiedział już, że tułów to teraz jego najsłabszy punkt.
Nie czekałem, aż potwór zdecyduje, co zrobi dalej. To był ten moment, kiedy jego uwaga się rozdwajała, kiedy instynkt próbował wybrać, które zagrożenie jest ważniejsze, a które można odłożyć na potem. Z doświadczenia wiedziałem, że wtedy popełnia się błędy. Ta chwila, w której bestia cofnęła się przed strzałami Geraldine, była pierwszą prawdziwą szczeliną w jej pewności, widziałem to w sposobie, w jaki się poruszyła, to było to - tego szukałem.
Wilkołak był w półobrocie, jeszcze reagował na bełty, szukał osi, na której mógłby się ustawić. Wykorzystałem to, ruszając na niego, zamachnąłem się, prowadząc ostrze brutalnym ruchem, bez finezji, bez ładnych łuków, to nie był pojedynek, to było dobijanie bestii, która jeszcze nie chciała się położyć. Nie celowałem w głowę, nie w serce, nie w żadne heroicznie wyglądające miejsca. Posłałem ostrze nisko, tam, gdzie mięśnie były napięte do granic możliwości - w miejsce na brzuchu, gdzie każdy dodatkowy uraz mógł zaburzyć jego równowagę.
Nie wiedziałem, czy trafię idealnie, czy tylko zahaczę, czy ostrze wślizgnie się tam, gdzie chciałem, czy tylko sieknie i odbije się od kości. W tamtej sekundzie nie liczyła się precyzja, tylko zamiar, cała reszta była mniej ważna, dopóki bestia nadal stała.
aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - cięcie w brzuch
Wilkołak nie czekał, aż to do niego doleci - rzucił się w bok, gwałtownie, nieładnie, nie był to elegancki unik, to była czysta reakcja, instynkt, w którym było więcej chaosu niż kalkulacji. Srebro w jego ciele nie pozwalało mu już na pełną kontrolę nad ruchem, każdy skok był cięższy, a skręt cielska - mniej płynny. Zamiast gładkiego, drapieżnego przeskoku był to raczej szarpnięty, brutalny rzut masy w bok.
Ziemia pod nim zachlupotała wilgocią, trawa rozchlapała się pod łapami, a jego ciało zatoczyło półłuk, jakby na moment stracił równowagę. Próbował złożyć się w ruchu, chciał zmniejszyć swoją masywną sylwetkę, wystawić bark zamiast klatki piersiowej, wiedział już, że tułów to teraz jego najsłabszy punkt.
Nie czekałem, aż potwór zdecyduje, co zrobi dalej. To był ten moment, kiedy jego uwaga się rozdwajała, kiedy instynkt próbował wybrać, które zagrożenie jest ważniejsze, a które można odłożyć na potem. Z doświadczenia wiedziałem, że wtedy popełnia się błędy. Ta chwila, w której bestia cofnęła się przed strzałami Geraldine, była pierwszą prawdziwą szczeliną w jej pewności, widziałem to w sposobie, w jaki się poruszyła, to było to - tego szukałem.
Wilkołak był w półobrocie, jeszcze reagował na bełty, szukał osi, na której mógłby się ustawić. Wykorzystałem to, ruszając na niego, zamachnąłem się, prowadząc ostrze brutalnym ruchem, bez finezji, bez ładnych łuków, to nie był pojedynek, to było dobijanie bestii, która jeszcze nie chciała się położyć. Nie celowałem w głowę, nie w serce, nie w żadne heroicznie wyglądające miejsca. Posłałem ostrze nisko, tam, gdzie mięśnie były napięte do granic możliwości - w miejsce na brzuchu, gdzie każdy dodatkowy uraz mógł zaburzyć jego równowagę.
Nie wiedziałem, czy trafię idealnie, czy tylko zahaczę, czy ostrze wślizgnie się tam, gdzie chciałem, czy tylko sieknie i odbije się od kości. W tamtej sekundzie nie liczyła się precyzja, tylko zamiar, cała reszta była mniej ważna, dopóki bestia nadal stała.
Rzut PO 1d100 - 92
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 81
Sukces!
Sukces!
aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - cięcie w brzuch
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)
Spoiler