Rzadko kiedy zdarzało się, aby Prue nie do końca wiedziała, co powinna powiedzieć. Często gubiła się w swoich myślach, po tym błądzeniu jednak była w stanie jednak wydusić z siebie coś. Dzisiaj to nie do końca działało, bo właściwie jak można byłoby skomentować to, co się wydarzyło? Padły komentarze, które spowodowały nieodwracalne zmiany, nic nie mogła z tym zrobić, nie było czasu na żadną reakcję, to było poza nią.
Naprawdę chciała dobrze, miała świadomość, że ojciec miał swoje poglądy, swoje podejście, które budował przez lata, jednak wydawało jej się, że może uda jej się chociaż odrobinę na niego wpłynąć - to było błędem. John Bletchley uważał, że wie wszystko najlepiej i nikt nie mógł niczego z tym zrobić. Powinna się tego domyślić, chociaż liczyła, że spróbuje być nieco bardziej przychylny, stało się zupełnie odwrotnie. Wylał z siebie swój żal, skomentował to w naprawdę paskudny sposób i to by było na tyle. No, przy okazji pierwszy raz w życiu ktoś przyłożył mu w twarz, co było odmianą. Jego rodzina wiedziała jak to wygląda, jakim był typem człowieka, uważał siebie za jedyną osobę, która miała prawo decydować, która wszystko wiedziała najlepiej, niby nie narzucał swojego zdania, jednak nie miał problemu z tym, aby komentować wyborów, których dokonywali jego bliscy, nie zawsze były to miłe komentarze, raczej chłodne kalkulacje, tym razem jednak coś w nim pękło. Zachował się tak, jakby coś go opętało. Nie było powrotu do tego, jak miała widzieć ojca. Jego obraz z tego wieczoru na zawsze zostanie przy niej, gdyby chodziło tylko o nią, pewnie zacisnęłaby zęby, i zatrzymała to w sobie, próbowała łagodzić sytuację, tylko, że nie chodziło o nią. Nie mogła mu wybaczyć tego, w jaki sposób potraktował jej męża, to było zbyt wiele.
Wybrała go, już dawno go wybrała, to z nim chciała spędzić resztę życia, nikt nie mógł jej tego zabronić, na pewno nie ojciec, była przecież dorosła, miała prawo do podejmowania swoich własnych decyzji, szkoda, że nie zauważał tego, że w końcu była szczęśliwa i zaczęła żyć, a nie egzystować. Za bardzo był zacietrzewiony w swoich uprzedzeniach.
Pojawiła się na balkonie, miała nadzieję, że nie przeszkodzi Benjy'emu w zbieraniu myśli. Wydawało jej się jednak, że powinna znaleźć się tuż obok niego, nawet jeśli miała nie mówić zbyt wiele, czasem wystarczała tylko obecność drugiego człowieka dla odzyskania odrobiny równowagi. Słowa jej ojca były okrutne, wiedziała, że jej mąż przeżył swoje, jednak to co padło mogło być pewnego rodzaju powrotem do przeszłości. Już dawno przecież nikt nie widział w nim Aloysius'a, nie wyciągał jego tożsamości, nie mówił o nim w ten sposób, w jaki zrobił to jej ojciec.
Przystanęła go, splotła ze sobą ich dłonie, żeby wiedział, że jest tutaj, gdyby jej potrzebował, a może to ona potrzebowała jego, sama nie do końca wiedziała, dla niej również nie był to przyjemny wieczór. Poczuła palce zaciskające się na jej, to wystarczyło, aby powoli zaczynała się uspokajać.
- Trochę mogłam, przecież wiem, jakim jest człowiekiem. - To, że jeszcze nie widziała go w takim stanie niczego nie zmieniała. Ojciec był, jaki był, miał swoje poglądy, bardzo mocno wbite do głowy i powinna wiedzieć, że nic z tym nie zrobi, nawet jeśli chodziło o nią. Nie zamierzał zrozumieć innego punktu widzenia, zamiast tego wyładował na nich swój gniew związany z utratą kontroli nad tym, co działo się w jego idealnym świecie.
Benjy się do niej odwrócił, uniosła głowę, aby na niego spojrzeć, chciała odczytać emocje z jego twarzy, zobaczyć, jak się miewał, odezwała się ponownie. - Podejrzewam, że wtedy jedynym powodem było Twoje nazwisko, jakbyś miał na to jakikolwiek wpływ. - Był to odwrócony klasizm o którym też już kiedyś ze sobą rozmawiali. Konwenanse, które kształtowały współczesny świat.
- Pewnie tak by się stało, niektórzy ludzie nie są w stanie widzieć więcej, szkoda, że jest jedną z takich osób. - Wydawało jej się, że ojciec będzie w stanie zrozumieć nieco więcej, jednak miała o nim chyba zbyt dobre zdanie. Dzisiaj sporo się zmieniło, bezpowrotnie.
Nie odwracała wzroku, nawet gdy Benjy spojrzał ponownie w stronę horyzontu, miała wrażenie, że ojciec dotknął miejsc, których nie powinien, które były ukryte gdzieś głęboko, być może odkopał coś, co powinno być zakopane. Nie miała pojęcia, co dokładnie między nimi padło, nie słyszała całej tej wymiany zdań, jednak nie musiała jej słyszeć, aby wiedzieć, że pewnie wyciągał najbardziej nieprzyjemne komentarze. Skoro był w stanie do niej odezwać się w ten sposób, co dopiero do jej męża.
- Niby tak, próba została podjęta, zakończyła się paskudnym niepowodzeniem, na pewno nie zostanie powtórzona. - Zależało jej na to, aby jej najbliżsi mieli ze sobą cywilizowane stosunki, jednak nic z tego nie wyszło, musiała to zaakceptować.
- To zrozumiałe, nie musisz mnie przepraszać. Nie wiem, co Ci powiedział, ale co by to nie było, to na pewno mija się z prawdą, nie zna Cię, nie wie jakim jesteś człowiekiem, niczego o Tobie nie wie. - Dodała jeszcze łagodnym tonem. Nie miała pojęcia co mogło między nimi paść, nie chciała też się o to jakoś szczególnie wypytywać, nie teraz.
- Jakbyś potrzebował kiedyś coś z siebie wyrzucić, to wiesz, że jestem obok i będę zawsze. - Dodała jeszcze, nie należała do osób, które zamierzały naciskać, czy na siłę wyciągały myśli innych osób, jednak zależało jej na tym, aby Benjy wiedział, że może jej powiedzieć o wszystkim. Tak, to mogło wydawać się oczywiste, bo byli przecież małżeństwem, ale i on i ona również przeżyli swoje, mieli sporo zabliźnionych ran o których wcześniej nie rozmawiali.
- Tak, to dobry pomysł, w końcu to pierwszy wieczór w naszym nowym domu. - Kącik ust drgnął jej w uśmiechu, nie mogli pozwolić na to, żeby ktoś popsuł im pierwsze, wspólne chwile w tym miejscu.
Benjy zgasił papierosa, był to moment, w którym mogli opuścić balkon, zejść na dół. Nie było sensu zwlekać, więc odwróciła się na pięcie, ruszyła w stronę drzwi, nie wypuszczała przy tym jego dłoni ze swojej, nie chciała tego robić.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control