10.01.2026, 12:50 ✶
Toż to by była tragedia, gdyby musiały przetrwać cały obiad bez prezentów.
-No tak... - na jej usta wpłynął delikatny, nieco rozczulony uśmiech.
Jej palce z zadowoleniem oplotły dłoń Malfoya, opuszki z radością przywarły do jego bladej skóry. I gdyby mogły to wesołym szczebiotem opowiedziałyby jak im dobrze i miło i ciepło i jak bardzo lubią ten moment w ciągu dnia i jak dziwne jest teraz zasiadanie do posiłków z chłodną pustką na wewnętrznej części dłoni, jak to było w rodzinnej posiadłości.
Przymknęła ślepia, poddając się modlitwie, słuchając zlewających się ze sobą słów, aby móc dostrzec kontur wyimaginowanego obrazu, chcąc zwizualizować każde słowo opowieści.
Drgnęła, czując jak dłoń Malfoya zaciska się ciut bardziej, bardziej niż zazwyczaj - zerknęła kontrolnie w jego kierunku, nieco zbyt szybko, zbyt pochodnie, ale od spalonej nocy nie potrafiła zapomnieć wyrazu jego twarzy, słów które dla niej sensu nie miały, ale dla niego z pewnością - przynajmniej w tamtej chwili, chociaż nie była pewna czy to wydarzenie pamięta i jak bardzo, wyglądając w tamtym momencie jakby zagubił się w czasie. On nie mówił, nie wracał do tamtego momentu, Ona nie pytała, zgadując, że odpowiedź i tak byłaby wymijająca, bo to jeszcze nie czas, kropla drąży, lecz wymaga czasu - i tak chwiejnym krokiem przemierzali każdy kolejny dzień. Westchnęła bezdźwięcznie, przenosząc wzrok na talerz do momentu zakończenia modlitwy.
A przynajmniej taki był plan, a jednak małe zamieszanie nakazało jej zerknąć w kierunku Maeve, której przypadła rola Fridowej maskotki w tym momencie. Nie do końca zarejestrowała co się stało, widziała tyle, że Frida była zalana winem... albo sokiem... I chwilę później razem z czarnowłosą opuściła pomieszczenie.
Jej wzrok powędrował na Flinta, jednak bardzo szybko wrócił do Malfoya, słysząc jego prośbę, którą spełniła bez zbędnych pytań czy komentarzy.
Zerkała jednak raz w czas na Baldwina zastanawiając się, czy rano będzie musiała już wynosić jego ciało do kostnicy czy ten dopiero zacznie stygnąć, bo picie było ostatnim czego mu było teraz trzeba - No cóż, jutro mu powie Bardzo dobrze, cierp ciało jak się nie wiedziało, że przed pełnią się nie pije - To, że ten przy łóżku znajdzie wodę, elektrolity i tabletki przeciwbólowe to nic, będzie udawać, że te tak przypadkiem te tam wylądowały, tak jak zawsze, gdy przeczuwała, że poranek będzie dla niego ciężki.
Zerknęła na niego jeszcze ostatni raz, kontrolnie, ale ten zajął się już gośćmi, także lazurowe tęczówki spokojnie powróciły do Flinta, przez chwilę lustrując go spojrzeniem w milczeniu. Nie umknął jej ten serdeczny uśmiech, który widziała wcześniej i chociaż nie do końca wtedy rozumiała podczas przedstawiania ich sobie czym był “mężnie powracający zbłąkane dusze na łono Matki” zakładając, że jest zwyczajnie duchownym, bądź babiarzem bo marynarze z cnotliwością mieli tyle wspólnego co dziwka z zakonnicą ( a cała ta śpiewka o zbłąkanych duszach była poetycką zasłoną dymną, w końcu Lorraine potrafiła pięknie mówić, tak kwieciście ) tak teraz obraz jegomościa rozkwitł na nowo w zupełnie nowych barwach.
-Wspaniała opowieść - stwierdziła wesoło, obdarzając Flinta zaciekawionym spojrzeniem -Dużo takowych chowasz w rękawie? - dodała z kocim uśmiechem, a zasłony z kruczoczarnych rzęs nieznacznie przysłoniły lazurowe spojrzenie - moja mentorka swego czasu słynęła z opowieści... - przechyliła głowę, a pukle platynowych loków przesypały się po jej ramieniu
-A jednak... wszystkie zabrała ze sobą - zerknęła na niego, sięgając po butelkę wina, napełniając do połowy kielich - do grobu... - upiła nieco, odkładając butelkę na stół.
-Cóż... każdego szkoda - rzuciła beznamiętnie coś co powtarzała niegdyś jej mentorka przy każdej gnijącej historii i każdym beznadziejnym przypadku, coś co teraz powtarzała Ona, chociaż ostatnimi czasy miała coraz mniej okazji by rzucać te dwa słowa. Słowa, które zawsze podsumowywały wszystko, dość chłodno i beznamiętnie, niezależnie od tego czy niosły za sobą ładunek emocjonalny - To co opowiadałeś... zdarzyło się naprawdę? - Jej nie było dane poznać go na tyle, aby wiedzieć, że kłamcą jest raczej beznadziejnym, toteż wolała dopytać. Szczególnie, że to właśnie ta historia rozpaliła ciut bardziej jej zainteresowanie względem nowopoznanego - w końcu kiedy ostatni raz rozmawiała z kimś podobnym sobie? Ostatni raz w Norwegii. I od tamtej pory przyszło jej ciut tęsknić za światem duchów, za egzorcyzmami, za zagadkami, za rytuałami i za wszystkim tym co zostało w Oslo.
Niekiedy próbowała ciut zagłuszyć ten szept, wybierając się na przechadzki do Lasu Wisielców - w zasadzie było to jedno z jej ulubionych miejsc od przyjazdu, pozwalało wrócić myślom do patologii której częścią była. Teraz przy jednym stole właśnie siedział taki las, podobny jej, a przynajmniej taką nadzieje żywiła.
-No tak... - na jej usta wpłynął delikatny, nieco rozczulony uśmiech.
Jej palce z zadowoleniem oplotły dłoń Malfoya, opuszki z radością przywarły do jego bladej skóry. I gdyby mogły to wesołym szczebiotem opowiedziałyby jak im dobrze i miło i ciepło i jak bardzo lubią ten moment w ciągu dnia i jak dziwne jest teraz zasiadanie do posiłków z chłodną pustką na wewnętrznej części dłoni, jak to było w rodzinnej posiadłości.
Przymknęła ślepia, poddając się modlitwie, słuchając zlewających się ze sobą słów, aby móc dostrzec kontur wyimaginowanego obrazu, chcąc zwizualizować każde słowo opowieści.
Drgnęła, czując jak dłoń Malfoya zaciska się ciut bardziej, bardziej niż zazwyczaj - zerknęła kontrolnie w jego kierunku, nieco zbyt szybko, zbyt pochodnie, ale od spalonej nocy nie potrafiła zapomnieć wyrazu jego twarzy, słów które dla niej sensu nie miały, ale dla niego z pewnością - przynajmniej w tamtej chwili, chociaż nie była pewna czy to wydarzenie pamięta i jak bardzo, wyglądając w tamtym momencie jakby zagubił się w czasie. On nie mówił, nie wracał do tamtego momentu, Ona nie pytała, zgadując, że odpowiedź i tak byłaby wymijająca, bo to jeszcze nie czas, kropla drąży, lecz wymaga czasu - i tak chwiejnym krokiem przemierzali każdy kolejny dzień. Westchnęła bezdźwięcznie, przenosząc wzrok na talerz do momentu zakończenia modlitwy.
A przynajmniej taki był plan, a jednak małe zamieszanie nakazało jej zerknąć w kierunku Maeve, której przypadła rola Fridowej maskotki w tym momencie. Nie do końca zarejestrowała co się stało, widziała tyle, że Frida była zalana winem... albo sokiem... I chwilę później razem z czarnowłosą opuściła pomieszczenie.
Jej wzrok powędrował na Flinta, jednak bardzo szybko wrócił do Malfoya, słysząc jego prośbę, którą spełniła bez zbędnych pytań czy komentarzy.
Zerkała jednak raz w czas na Baldwina zastanawiając się, czy rano będzie musiała już wynosić jego ciało do kostnicy czy ten dopiero zacznie stygnąć, bo picie było ostatnim czego mu było teraz trzeba - No cóż, jutro mu powie Bardzo dobrze, cierp ciało jak się nie wiedziało, że przed pełnią się nie pije - To, że ten przy łóżku znajdzie wodę, elektrolity i tabletki przeciwbólowe to nic, będzie udawać, że te tak przypadkiem te tam wylądowały, tak jak zawsze, gdy przeczuwała, że poranek będzie dla niego ciężki.
Zerknęła na niego jeszcze ostatni raz, kontrolnie, ale ten zajął się już gośćmi, także lazurowe tęczówki spokojnie powróciły do Flinta, przez chwilę lustrując go spojrzeniem w milczeniu. Nie umknął jej ten serdeczny uśmiech, który widziała wcześniej i chociaż nie do końca wtedy rozumiała podczas przedstawiania ich sobie czym był “mężnie powracający zbłąkane dusze na łono Matki” zakładając, że jest zwyczajnie duchownym, bądź babiarzem bo marynarze z cnotliwością mieli tyle wspólnego co dziwka z zakonnicą ( a cała ta śpiewka o zbłąkanych duszach była poetycką zasłoną dymną, w końcu Lorraine potrafiła pięknie mówić, tak kwieciście ) tak teraz obraz jegomościa rozkwitł na nowo w zupełnie nowych barwach.
-Wspaniała opowieść - stwierdziła wesoło, obdarzając Flinta zaciekawionym spojrzeniem -Dużo takowych chowasz w rękawie? - dodała z kocim uśmiechem, a zasłony z kruczoczarnych rzęs nieznacznie przysłoniły lazurowe spojrzenie - moja mentorka swego czasu słynęła z opowieści... - przechyliła głowę, a pukle platynowych loków przesypały się po jej ramieniu
-A jednak... wszystkie zabrała ze sobą - zerknęła na niego, sięgając po butelkę wina, napełniając do połowy kielich - do grobu... - upiła nieco, odkładając butelkę na stół.
-Cóż... każdego szkoda - rzuciła beznamiętnie coś co powtarzała niegdyś jej mentorka przy każdej gnijącej historii i każdym beznadziejnym przypadku, coś co teraz powtarzała Ona, chociaż ostatnimi czasy miała coraz mniej okazji by rzucać te dwa słowa. Słowa, które zawsze podsumowywały wszystko, dość chłodno i beznamiętnie, niezależnie od tego czy niosły za sobą ładunek emocjonalny - To co opowiadałeś... zdarzyło się naprawdę? - Jej nie było dane poznać go na tyle, aby wiedzieć, że kłamcą jest raczej beznadziejnym, toteż wolała dopytać. Szczególnie, że to właśnie ta historia rozpaliła ciut bardziej jej zainteresowanie względem nowopoznanego - w końcu kiedy ostatni raz rozmawiała z kimś podobnym sobie? Ostatni raz w Norwegii. I od tamtej pory przyszło jej ciut tęsknić za światem duchów, za egzorcyzmami, za zagadkami, za rytuałami i za wszystkim tym co zostało w Oslo.
Niekiedy próbowała ciut zagłuszyć ten szept, wybierając się na przechadzki do Lasu Wisielców - w zasadzie było to jedno z jej ulubionych miejsc od przyjazdu, pozwalało wrócić myślom do patologii której częścią była. Teraz przy jednym stole właśnie siedział taki las, podobny jej, a przynajmniej taką nadzieje żywiła.