• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition

[22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#36
10.01.2026, 17:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.01.2026, 09:53 przez Lorien Mulciber.)  
Sędzią się było, nie bywało.
Lorien znała swoje prawa, ale przede wszystkim znała swoje obowiązki. Więc milczała. Nie wyglądała na specjalnie urażoną ani co ważniejsze - przejęta tą całą sprawą. Po prostu siedziała słuchając wszystkich zebranych przy stole. Trochę jakby była tylko obserwatorem w swojej własnej sprawie.
Lorien była sędzią, a bycie nim było ważniejsze od bycia czarownicą. Kobietą. Ptakiem. Mulciberem.  Nic nie było ważniejsze od bycia sędzią. I może rzeczywiście było w niej coś z dementora, bo każdy zarzut skierowany w stronę Richarda smakował lepiej niż cierpkie wino w kieliszku.

Ciocia Lorien zawsze była częścią rodziny.
Lorien należy do naszej rodziny.
Lorien jest częścią rodziny.


Słowa zamieniały się w akty oskarżenia, a jadalnia w salę sądową. Może nie musiała wcale kiwnąć palcem, żeby sprawiedliwości stało się zadość. Wystarczyło tylko wprawić w ruch koło fortuny i pozwolić mu się toczyć. Wystarczyło tylko czekać i cierpieć.
Sancta Lorien Dolorosa.
Kto tu się rzeczywiście zapominał, gdy to ona trzymała w dłoniach wszystkie karty? Nie widział w czym bierze udział? Kto powiedział, że obecni będą milczeć gdy ich wezwie na światków? To nie był jakiś podziemny klub, którego pierwsza zasada brzmiała, że o klubie się nie mówi. Tu ściany miały uszy, a służba usta. Słowo przeciw słowu? Ale czym było słowo norweskiego aurora, kiedy brytyjscy całowali jej dłonie? Czyje słowo było mocniejsze w sądzie, który jednego nigdy nie widział na oczy, a drugie gościł codziennie w swoich progach? Przecież była tylko małą kobietą. Bezbronną. Biedną. Chorą.

Masz rację. Byłeś.
Lorien była nieprzyjemna. Oczywiście, że była. A jednak, mimo wszystko nie niszczyła bańki w której żył szwagier. Ale skoro chciał jej zeznań... Skoro chciał to usłyszeć z jej ust...
- Nie zabiłam Roberta Mulcibera. - Powiedziała spokojnie jakby była to rzecz oczywista. Bo była. Wszyscy dookoła przecież wiedzieli kto go zabił. Wszyscy wiedzieli, że zrobił to Charles. Gdyby nie jego zboczone świeczki jej mąż by nadal żył. Richard wciąż miałby brata. Zastanów się przeciw komu kierujesz różdżkę - zdawała się mówić. Przeciw kobiecie, która pierwsza doniosła mu o występku syna. Przeciw kobiecie, która dała mu czas na uporządkowanie spraw z dziećmi, zabierając do Francji Roberta. Nie musiała tego robić. Nie musiała łagodzić gniewu męża. Nie musiała odwracać jego uwagi. Był tak naiwny. Gdyby Francis żył - wydziedziczenie byłoby łaską dla Charlesa. Łaską, której pewnie by nie doznał, bo życie w piekle było gorszą karą od wymazania z drzewa genealogicznego.
Sancta Lorien Malevola.

- Kolacje jak te są wyrazem rodzinnej solidarności.
Doprawdy? Lorien przesunęła powoli wzrok na Philomenę. Tradycje krwi. Domu. Umowy. Zacisnęła usta w wąską kreskę czując jak odrobinę drży jej dolna warga. Musiała czekać tyle lat, by wreszcie uznano jej obecność, a stara wiedźma jak gdyby nigdy nic mówi o solidarności. Gdzie była ta solidarność, gdy patrzyła jak Donalda wydają za znacznie mierniejszą kandydatkę? Gdzie obowiązek? Gdzie ofiara?
Jak śmiała obrażać integralność Ministerstwa Magii, wiedząc, że bez niego wszystko się rozpadnie. Bez niego zapanuje chaos; zapanuje rzeź, a ulice spłyną krwią tych, których nie zdołano obronić przez zbrodniczą ideą. I wtedy nie będzie miało znaczenia jaka krew płynie w twoich żyłach - to nigdy nie ma znaczenia. Gdy skończą ze szlamami, wezmą się za półkrwi, a gdy i tych zabraknie - Voldemort podniesie rękę na rody czystokrwiste. Na wszystkich, którzy nie ugną karku. A stare baby będą pierwsze, które zmiecie “nowy porządek świata”. Czym on się różnił od wszystkich zbrodniarzy? Zabije mężów, zgwałci żony i wypierze propagandą mózgi dzieciom. Gdyby było inaczej wielki samozwańczy Lord nie pozwoliłby, aby Korolev ją zaatakował. Nie pozwoliłby żeby Anthony Shafiq oberwał czerwoną farbą. Nie zginęłaby Florence Bulstrode. Nie spuściłby ognia na ich domy. Nie wybiłby szyb, nie spalił fundamentów, nie zawalił ścian. Nie był Bogiem za którego się uważa. Był tylko nędznym człowiekiem z wybitnie kiepskim celem.
Mugole nazywali takich terrorystami. Ministerstwo wolało słowo “rebelia”. Ale z definicji rebelia zakładała walkę ze swoim oprawcą i odzyskanie wolności. Czarodzieje byli wolni. Rząd nie był ich oprawcą. Ministerstwo ich chroniło. Święte prawo czarodziejów ich chroniło. Ale oni palili miasta. Mordowali. To był czysty terroryzm i nikt mógł jej powiedzieć, że było inaczej. Rebelia miała zawsze piękny, może górnolotny ale godny podziwu cel. Terroryzm miał krew niewinnych na rękach.
Ale nie odezwała się, choć wpatrywała się w nią z tą zaciętą miną.
Sancta Lorien Tacita.
Spóźniona obrona była lepszą niż żadna obrona, a jeśli ktoś miał przemówić Richardowi do rozumu to tylko babka.

- Dlaczego ty jej nie poślubiłeś?
Pytanie bolało jak nóż wbity prosto w serce. Bolało jak źle zaleczona rana po ugryzieniu wiejskiego kundla. Jak infekcja, na którą nie pomagały żadne eliksiry. Jej mina się nie zmieniła, ale przeniosła wzrok gdzieś w punkt ponad ramieniem Scarlett. Nawet nie spojrzała na Alexandra, gdy znów zaczął przemawiać. Nie zareagowała na słowa o akcji charytatywnej, o majętnej żonie. O zupełnym odwróceniu kota ogonem. Dlaczego mnie nie poślubiłeś. Powiedz prawdę. Powiedz. Niech usłyszą. Niech się dowiedzą. Ale choć minęło tyle lat, chociaż powtarzał rozpaczliwie kocham cię, wczepiając się w jej ramiona, całując czoło i dłonie, złakniony podobnej miłości - wciąż nie ofiarował jej samego siebie przed ołtarzem innym niż portrety przodków.
Żenić się na razie nie planuję.
Gdzieś już słyszała to zdanie choć ubrane w inne słowa. Sama przecież powiedziała Nikt taki. To nikt taki.
Nie liczyła się Loretta. Nie liczył się Donald. Ale czy tak naprawdę w ogóle liczył się wciąż Alexander? Czy liczyła się Lorien?
Zsunęła dłonie na kolana, zaciskając je mocno na połach swojej spódnicy. Nie odezwała się ani słowem - ani teraz, ani nawet gdy Alexander podarował Richardowi obraz ojca. Więc to po nim była ta ciemna plama na tapecie w galerii. Plama którą niedługo miał przecież zasłonić inny portret. Ten wyczekiwany od ponad dwudziestu lat.
Spojrzała na brata dopiero, gdy uniósł szklankę w geście toastu. Zmusiła się nawet do minimalnego uśmiechu - tego, który najbardziej lubił. Gdy unosiła leniwie jeden kącik ust i rozluźniła ściągnięte w wiecznie gniewem wyrazie brwi.
Sancta Lorien caritate plena.

Spojrzała na Richarda niewidzącym wzrokiem, gdy wymówił jej imię. Przepraszam. Jakże proste słowo. Jakże proste zdanie, które miało naprawić wszystkie krzywdy. Uczono wszakże dzieci, że dorośli wybaczają wybite okna w piwnicy, gdy się powie przepraszam; wybaczają gonionego przez całe podwórze kota; wybaczają wszelkie drobne przewinienia, słowa wypowiedziane w gniewie i bólu. Uczono ich, że przepraszam jest równie magicznym słowem. Nieodległym wszakże od curcio. Że w dobrym tonie jest wybaczyć, kiedy ktoś mówi przepraszam. Bo przecież można było krzywdzić innych tak długo jak się na koniec powiedziało to proste słowo. I cały ciężar wybaczenia spadał na ofiarę, gdy oprawca szedł sobie w świat pogwizdując radośnie.
Nie chciała jego przeprosin, bo zwyczajnie w świecie nie chciała mu wybaczać. Ale pokiwała głową w prostym geście, że zrozumiała. To musiało mu wystarczyć.
Sancta Lorien memor.

Większą jej uwagę przyciągnęła Charlotte. Biedne dziecko. Sierota bez przychylnej duszy przy boku. Szanowała jej ojca, przyjaźniła się z jej matką. Znała ją od maleńkości, więc czy dziwnym było, że gdy tylko zaczęła sprawiać wrażenie, że to wszystko jest dla niej zwyczajnie niekomfortowe - Lorien natychmiast zwróciła się w jej stronę. Nie, Lorien nie miała swoich dzieci. Ale miała instynkt i potrafiła dostrzec, kiedy dziecku jest po prostu źle. Przyjęła prezent z wdzięcznością. Rozpakowała. przez moment wpatrywała się w spinkę. Knuta za myśli pani Mulciber. Galeona za jej słowa.
- Pójdę po nią.- Odezwała się w końcu, chowając spinkę z powrotem do pudełeczka. Odstawiła ją na stół, obok swojego talerza. Ona teraz potrzebuje mnie. Nie was. Żadnego z was. chciała jeszcze dodać, ale zbyt dużo było już dziś ognia pośród Mulciberami.
- Alex zajmij się mamą.- Polecenie ukryte w tonie prośby. A jednak tak wyraźnie w każdym jej ruchu i geście. Podobna była do pana, który każe swojemu psu warować. Podniosła się od stołu nie kończąc posiłku. Ciężko powiedzieć czy cokolwiek zjadła, ale nie robiło jej to żadnego znaczenia. Przez moment za to wpatrywała się w Alexandra, w brata, i choć nie było w jej wzroku pytania ni prośby, odeszła dopiero, gdy skinął głową. Kazała jeszcze rozdać prezenty, które przygotowała z okazji Mabon dla pozostałych. Potem odeszła od stołu bez słowa pożegnania.

Dla Philomeny - płyta gramofonowa. Ale nie taka zwyczajna, bo płyta zawierała dokładnie te same utwory co ta, którą Philomena wręczyła Lorien w Lecznicy Dusz, ale… przerobione na wersję intrumentalną w bardziej klasycznym wykonaniu. Cóż może skrzypiec i fortepianu łatwiej się słuchało niż darcia pizdy młodej gwiazdki popu?
Dla Scarlett - jej własny kodeks karny, z którego korzystała podczas kursów. Książka miała już trochę lat i cierpiała na typowy symbol “dokochania” - parę stron ledwo trzymało się grzbietu, w dużej mierze pokryta była notatkami na marginesach i miała oznaczenie najważniejszych stron.
Dla Richarda - Kiedy otworzył miękki pakunek w środku znalazł… golf. Nie byle jaki, bo dokładnie taki jakie Lorien kupowała Robertowi u Rosierów. Golf był wyczuwalnie z wyższej półki, w ładnym ciemnozielonym odcieniu.
Dla Alexa… chujek dostał wcześniej.

- - Lorien i Charlie z dala od stołu - -

Zatrzymała się dopiero pod jedną z najbliższych łazienek. Podejrzewała, że dziewczyna nie uciekała przez całą posiadłość tylko zamknęła się w pierwszej lepszej znalezionej po drodze. Też by tak zrobiła na jej miejscu. Światło zza zamkniętych drzwi podpowiadało, że miała rację.
Zastukała. Raz, drugi.
Dopiero potem odezwała się łagodnie, dając Charlotte chwilę do ogarnięcia się.
- Charlie? Otwórz proszę drzwi.
Jeśli je otworzyła, Lorien wyciągnęła w jej stronę prezent - pudełko owinięte w ładny, złoty papier prezentowy z czarną wstążką.

Dla Charlie prezentem okazał się zestaw dla prawdziwej czarownicy z dobrego domu - Lusterko z rączką, szczotka do włosów - obie rzeczy wykonane z brązu i pokryte cieniutką warstwą złota. Na obu były delikatne motywy kwiatów i ptaków. Do tego w prezencie znajdował się ozdobny również wykonany z brązu ozdobny grzebień do wpinania w gotową fryzurę. Na nim nie było żadnych motywów, ale w bardziej ornamentowy wzory wpleciono jasnoszare kryształy. Lorien dołączyła też ostatnią rzecz z zestawu - puzderko, którego używano do przechowywania kremów. Rzeczy nie były nowe, ale wyglądały jak coś o co ich właścicielka dbała. Nic dziwnego - należały do Lorien, gdy miała mniej więcej tyle lat co Charlie teraz.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (7426), Bard Beedle (2311), Charlotte Mulciber (3851), Lorien Mulciber (5080), Philomena Mulciber (4168), Richard Mulciber (5037), Scarlett Mulciber (3905)




Wiadomości w tym wątku
[22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Alexander Mulciber - 02.11.2025, 12:36
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Richard Mulciber - 03.11.2025, 17:45
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Lorien Mulciber - 03.11.2025, 20:49
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Charlotte Mulciber - 03.11.2025, 22:27
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Philomena Mulciber - 05.11.2025, 11:04
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Scarlett Mulciber - 06.11.2025, 07:42
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Alexander Mulciber - 07.11.2025, 01:22
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Bard Beedle - 07.11.2025, 08:08
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Richard Mulciber - 07.11.2025, 18:47
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Lorien Mulciber - 08.11.2025, 14:10
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Charlotte Mulciber - 09.11.2025, 20:01
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Philomena Mulciber - 11.11.2025, 18:14
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Scarlett Mulciber - 13.11.2025, 19:51
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Alexander Mulciber - 15.11.2025, 12:56
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Bard Beedle - 15.11.2025, 13:42
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Richard Mulciber - 15.11.2025, 22:05
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Lorien Mulciber - 15.11.2025, 23:19
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Charlotte Mulciber - 16.11.2025, 12:39
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Philomena Mulciber - 22.11.2025, 12:44
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Scarlett Mulciber - 23.11.2025, 18:05
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Bard Beedle - 23.11.2025, 20:17
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Alexander Mulciber - 23.11.2025, 20:30
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Charlotte Mulciber - 24.11.2025, 16:06
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Lorien Mulciber - 24.11.2025, 18:34
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Richard Mulciber - 26.11.2025, 03:01
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Philomena Mulciber - 02.12.2025, 23:30
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Scarlett Mulciber - 07.12.2025, 12:13
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Alexander Mulciber - 09.12.2025, 08:10
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Lorien Mulciber - 10.12.2025, 10:21
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Charlotte Mulciber - 11.12.2025, 12:49
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Richard Mulciber - 16.12.2025, 02:19
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Philomena Mulciber - 23.12.2025, 20:24
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Alexander Mulciber - 04.01.2026, 13:17
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Richard Mulciber - 04.01.2026, 14:47
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Charlotte Mulciber - 05.01.2026, 13:41
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Lorien Mulciber - 10.01.2026, 17:49
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Scarlett Mulciber - 17.01.2026, 17:41
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Philomena Mulciber - 20.01.2026, 23:13
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Bard Beedle - 22.01.2026, 20:31
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Alexander Mulciber - 22.01.2026, 21:46
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Richard Mulciber - 25.01.2026, 00:50
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Charlotte Mulciber - 28.01.2026, 11:31
RE: [22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition - przez Bard Beedle - 29.01.2026, 13:55

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa