05.03.2023, 22:38 ✶
Lubił rozmowy z Mortimerem bowiem nie wymagały od niego żadnego większego wysiłku. Należał do grona nielicznych osób przy których mógł wykazać się swoimi skromnymi umiejętnościami towarzyskimi. O uśmiech nie było trudno, a i mógł lekko przeskakiwać z tematu na temat i wdrażać przyjaciela w swoje plany. Mógł liczyć na jego wsparcie, tego był pewien. Miał nadzieję, że Mortimer wiedział, że działa to obustronnie.
- Nie rozumiem jak można mieć chorobę morską. Fale są cudowne.- a mówił to człowiek z rodziny ściśle związanej z żeglugą i wodą. Nie od dziś wiadomo, że to jego żywioł i gdyby mógł, spędzałby całe dnie w objęciach fal.
Roześmiał się w obliczu jego barwnej odpowiedzi. Zdecydowanie przeminęło niedawne załamanie nerwowe. Ponownie chciało się żyć, działać, odkrywać i co najważniejsze - angażować. Gdyby tylko tak nie tęsknił w każdej sekundzie do pewnego jegomościa… to byłoby wszystko idealne.
- Takiego rodzaju asertywność dzisiaj mi się przyda.- podziękował za realizację zamówienia i stuknął cukierniczkę aby wrzuciła do filiżanki kawy jedną kostkę.
- Znalazłem ochotnika do pobrania krwi.- zniżył głos do konspiracyjnego szeptu i pochylił się nad stolikiem. Teraz, w świetle popołudniowego słońca kolor jego tęczówek był nader wyrazisty, taki pomiędzy zielenią a szarym odcieniem błękitu. Nie był jednolity - już nie.
- W trakcie pełni, w formie właściwej, bez eliksiru tojadowego we krwi. - jego oczy błyszczały z ekscytacji a cukierniczka wypluwała z siebie kolejne kostki cukru, które to lądowały w jego filiżance kawy. Najwyraźniej tego nie zauważył, pochłonięty tematyką rozmowy.
- Mówię serio, Morti. Nagadałem się za dziesięciu ale przekonałem kandydata. Co więcej, chcę już w maju się tym zająć. Muszę opracować szczegółowy plan, zabezpieczenia, zaklęcia ochronne, pomocnicy… z jego strony mają być dwie osoby. Z mojej… też potrzebuję dwóch. W tym ciebie.- popatrzył na niego wnikliwie jakby próbował go spojrzeniem przekonać do swych racji. Uśmiechał się, ekscytował, nie mógł doczekać. Oczywiście zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa lecz nie od dziś wiadomo, że ta dwójka (troje, jeśli wliczyć Williama) dla odkryć jest w stanie narazić swoje zdrowie.
- Mogę na ciebie liczyć?- zapytał i podsunął w jego stronę talerzyk z pączkiem. Potrzebował asysty, prawej ręki gdyby coś poszło nie tak. Druga osoba wraz z Brenną będą pilnować wilkołaczej formy Erika - taki miał w głowie plan.
- Nie rozumiem jak można mieć chorobę morską. Fale są cudowne.- a mówił to człowiek z rodziny ściśle związanej z żeglugą i wodą. Nie od dziś wiadomo, że to jego żywioł i gdyby mógł, spędzałby całe dnie w objęciach fal.
Roześmiał się w obliczu jego barwnej odpowiedzi. Zdecydowanie przeminęło niedawne załamanie nerwowe. Ponownie chciało się żyć, działać, odkrywać i co najważniejsze - angażować. Gdyby tylko tak nie tęsknił w każdej sekundzie do pewnego jegomościa… to byłoby wszystko idealne.
- Takiego rodzaju asertywność dzisiaj mi się przyda.- podziękował za realizację zamówienia i stuknął cukierniczkę aby wrzuciła do filiżanki kawy jedną kostkę.
- Znalazłem ochotnika do pobrania krwi.- zniżył głos do konspiracyjnego szeptu i pochylił się nad stolikiem. Teraz, w świetle popołudniowego słońca kolor jego tęczówek był nader wyrazisty, taki pomiędzy zielenią a szarym odcieniem błękitu. Nie był jednolity - już nie.
- W trakcie pełni, w formie właściwej, bez eliksiru tojadowego we krwi. - jego oczy błyszczały z ekscytacji a cukierniczka wypluwała z siebie kolejne kostki cukru, które to lądowały w jego filiżance kawy. Najwyraźniej tego nie zauważył, pochłonięty tematyką rozmowy.
- Mówię serio, Morti. Nagadałem się za dziesięciu ale przekonałem kandydata. Co więcej, chcę już w maju się tym zająć. Muszę opracować szczegółowy plan, zabezpieczenia, zaklęcia ochronne, pomocnicy… z jego strony mają być dwie osoby. Z mojej… też potrzebuję dwóch. W tym ciebie.- popatrzył na niego wnikliwie jakby próbował go spojrzeniem przekonać do swych racji. Uśmiechał się, ekscytował, nie mógł doczekać. Oczywiście zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa lecz nie od dziś wiadomo, że ta dwójka (troje, jeśli wliczyć Williama) dla odkryć jest w stanie narazić swoje zdrowie.
- Mogę na ciebie liczyć?- zapytał i podsunął w jego stronę talerzyk z pączkiem. Potrzebował asysty, prawej ręki gdyby coś poszło nie tak. Druga osoba wraz z Brenną będą pilnować wilkołaczej formy Erika - taki miał w głowie plan.