• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton Las Wisielców [13/10/72] The forest keeps what the forest is given | Benjy, Geraldine

[13/10/72] The forest keeps what the forest is given | Benjy, Geraldine
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
11.01.2026, 22:32  ✶  
Wszystko wreszcie ucichło, nie było już wycia, łamania gałęzi, szarpnięć powietrza przecinanego gwałtownymi ruchami, tylko ten ciężki, w pewnym sensie lepki bezruch, jaki zostawał po czymś, co było zbyt intensywne, by od razu uwierzyć, że wreszcie się skończyło. Zrozumiałem, że to koniec, nie w chwili, gdy bestia padła, ale wtedy, gdy natura wokół nas powoli zaczęła wracać do wcześniejszego rytmu - ptaki przestały wydawać te wysokie dźwięki, drzewa nie szumiały tak jak wcześniej, zapadła cisza, tak gęsta, że prawie namacalna. Las Wisielców jeszcze chwilę temu ryczał, trzeszczał, wstrzymywał oddech razem z nami, a teraz… Teraz z pozoru był tylko zwykłym lasem, szumiał cicho, jakby nic się nie stało, jak gdyby nie połknął właśnie czegoś, co oddychało.
Podniosłem się z ziemi wolniej, niż bym chciał, ale szybciej, niż pozwalało mi na to obolałe ciało - ten rozdźwięk nie był nowy, wielokrotnie byłem w dużo gorszym stanie, ale był nieprzyjemny, jak zawsze, trudno było przyzwyczaić się do zbierania łomotu, nawet jeśli robiło się to regularnie. Nie musiałem nawet na siebie patrzeć, by wiedzieć, jak wyglądałem, krew miałem wszędzie - na rękach, na brzuchu, na nogach - trudno było stwierdzić, co jest moje, a co nie. Bolało mnie w kilku miejscach naraz, a ból nakładał się na siebie, jakby ktoś rozlał go nierówno po ciele. Najgorsze było to, że zaczynałem go czuć coraz wyraźniej. Czułem się tak, jakby mój środek ciężkości został zaburzony - coś we mnie przestawiło się o kilka stopni, nie dość, by się zawalić, ale wystarczająco, by wszystko było odrobinę nie tak. W rzeczywistości świat miał teraz tendencję do lekkiego falowania, w zupełnym kontraście, jak jeszcze godzinę wcześniej, gdy stałem pewnie na nogach, przekonany o własnej gotowości do wykonania zlecenia.
Oddychałem płytko, bo każdy głębszy oddech kończył się nieprzyjemnym uciskiem pod żebrami, jakby ktoś przywiązał mi tam bujający się ciężarek. Skóra mnie piekła, mięśnie drżały, ale to były rzeczy, które już kiedyś przechodziłem - to był znany ból, roboczy - z nim umiałem sobie radzić, potrafiłem funkcjonować przy jego znacznie większym natężeniu, za to ten drugi… Ten drugi był inny. Wszystko mówiło mi, że coś jest mocno nie tak, czasem ciało było mądrzejsze ode mnie, ale starałem się to ignorować.
Wilkołak leżał nieruchomo, ani nie wracając do swojej ludzkiej formy, ani nie przeistaczając się do końca w potwora - to nie była bestia, nie człowiek, tylko coś pomiędzy, coś, co nie pasowało ani do jednej, ani do drugiej kategorii -  zawsze tak było z takimi stworzeniami, gdy padały w stanie pomiędzy pełnym działaniem klątwy, zostawał ten niepokojący półcień.
Spojrzałem na Geraldine - wyglądała na zmęczoną, brudną, poobijaną, ale stała, oddychała, patrzyła na mnie z jasnością w oczach, z pewnością wciąż buzowała w niej adrenalina, ale wyraźnie nie było z nią źle, chociaż nasza sytuacja w pewnym momencie naprawdę mocno wymknęła się spod kontroli. To była dobra współpraca - wiedziałem, że bez niej mogłoby to wyglądać zupełnie inaczej. Gdy podciągnęła sweter, pokazując mi skórę, zmrużyłem oczy, próbując coś zobaczyć w tym marnym świetle księżyca - nie wyglądało to  dobrze, ale nie wyglądało też źle czy tym bardziej śmiertelnie, skinąłem więc głową, słysząc jej deklarację, a potem pytanie o mnie.
Przez moment zastanawiałem się nad odpowiedzią, miałem kilka opcji, każda z nich była w jakimś sensie półprawdą, bo już tak miałem, nie zwykłem przyznawać się do słabości, jeśli wiedziałem, że zaraz będę w stanie dojść do siebie i ją pokonać. Spojrzałem na swoje ciało - krew i błoto tworzyły coś w rodzaju mapy na moich ubraniach, nieczytelnej, chaotycznej, nie byłem w stanie powiedzieć, ile z tego było moje, nie byłem pewien, czy chcę to wiedzieć. Najważniejsze, że też nie wyglądało to fatalnie, przynajmniej z pozoru.
- Da się szyś. - Powiedziałem, świadomy tego, że to mogło znaczyć wszystko, od „boli, ale przejdzie” po „jeszcze stoję”. Tak jak „tylko draśnięcie”, było walutą w naszym świecie, znaczyło wszystko i nic jednocześnie, pozwalając nam dociągnąć misję do końca. Nie chciałem, żeby teraz zaczęła sprawdzać, ile dokładnie miałem dziur w ciele, odpowiedź i tak brzmiała „za dużo”, a każda minuta dłużej spędzana w tym przeklętym miejscu była czymś, czego nie chciałem już robić.
Rozeszliśmy się w przeciwnych kierunkach, robiąc obchód polany - chodziłem wolniej, niż bym chciał, ale szybciej, niż powinienem - ciało nie było zachwycone żadną z tych decyzji. Zająłem się technikaliami - sprawdzałem ostrza w kieszeniach, rozglądałem się za zgubami w trawie - to było łatwiejsze niż myślenie. Przechodziłem między wysokimi kępami traw, uważając, żeby nie zahaczyć o wystające korzenie karłowatych drzewek i krzewów, nie poślizgnąć się na wilgotnych liściach, upadek byłby teraz bardzo nie na miejscu. Oddychałem płytko, poruszałem się bardzo świadomie, uważałem, żeby nie zdradzić zbyt wyraźnie, że każdy krok był jak krótkie przypomnienie, że coś we mnie nie działało tak, jak powinno.
Las Wisielców dookoła nas był cichy w ten specyficzny sposób, który pojawia się po czymś brutalnym - patrzył, obserwował, ale nie był już uczestnikiem sceny. Wydawał się aż nazbyt spokojny, ale nie dziwiło mnie to, zawsze tak było w takich miejscach - przeklęte miejsca często potrzebowały czasu, by upoić się przelaną krwią, karmiąc się widokiem śmierci, jakby sama przestrzeń zapamiętywała wszystko, co się w niej wydarzyło. Spotkaliśmy się przy wejściu do groty, smród uderzył mnie od razu, jak fala, prawie cofnąłem się o pół kroku, zanim zdążyłem to powstrzymać. Weszliśmy. W środku było gorzej - zbyt wiele zapachów na raz, za wiele rzeczy, które nie powinny leżeć razem. Nie były to ciała, tylko resztki życia - ubrania, fragmenty, drobiazgi, które ktoś kiedyś uznał za ważne. Bransoletka, kawałek szalika, but, który stracił parę - trofea - nie oglądałem ich długo, wiedziałem, że jeśli się zatrzymam, to obraz zostanie mi w głowie na dłużej, niż bym chciał. Już bez zagłębiania się w detale związane z pamiątkami, zbyt dobrze rozumiałem, że nie byliśmy spóźnieni o kilka godzin - byliśmy spóźnieni o miesiące, może o lata. Kimkolwiek był ten potwór, polował tu na długo przed tym, jak ktoś postanowił coś z nim zrobić.
W pewnym momencie poczułem, że robi mi się zimno, nie w taki zwyczajny sposób, tylko od środka, jakby ktoś powoli wyciągał ze mnie ciepło. Oparłem się na chwilę o skałę, udając, że oglądam coś przy ziemi, po czym skierowałem kroki w stronę wyjścia - nie było sensu tu zostawać bez powodu, każda minuta dłużej w tym lesie była złą inwestycją.
Ciało leżało tam, gdzie upadło, wyglądało mniej groźnie, kiedy nie było już w nim życia - to zawsze było dziwne, wszystko, co wcześniej było zagrożeniem, teraz było tylko mięsem. Wilkołak nadal nie wyglądał jak w pełni przemieniony potwór, ale też nie jak człowiek, tylko jak coś pomiędzy, zawieszone w złym momencie przemiany, zatrzymane dokładnie tam, gdzie nie powinno być. Tak miało już pozostać, a ja nie czułem specjalnej potrzeby dopytywać Geraldine, czy ktokolwiek, kto zlecił jej polowanie, znał tożsamość bestii. Nie potrzebowałem wiedzieć, kim był, zanim postanowił zupełnie się odczłowieczyć, i jakie były jego pobudki.
Kiwnąłem głową, kiedy wyciągnęła w moją stronę zapalniczkę, nie musiałem się zastanawiać, nie było w tym nic bohaterskiego ani rytualnego, żadnej symboliki, którą można by potem ładnie opowiedzieć przy piwie, to była robota do zrobienia. Brudna, śmierdząca, nieprzyjemna robota, ale ktoś musiał ją wykonać, a skoro już tu byliśmy, skoro to my go położyliśmy, to logiczne było, że doprowadzimy wszystko do końca.
- Ta. - Powiedziałem krótko, biorąc od niej zapalniczkę. Palce mi się trochę trzęsły, ale nie na tyle, żeby nie dało się jej odpalić - mały płomień zapalił się bez problemu, drgnął lekko na wietrze, ale nie zgasł, wystarczyło tylko wzniecić nim prowizoryczny stos pogrzebowy.
Ogień złapał szybciej, niż się spodziewałem - najpierw cicho, niemal nieśmiało, potem nagle, gwałtownie, rozlewając się po ciele w nierównych językach światła, nie był spektakularny, nie był filmowy, ale był skuteczny. Dźwięk, który temu towarzyszył, był paskudny, głęboki, mokry, ale trzeszczący, jakby coś bulgotało i pękało jednocześnie. Ciepło uderzyło we mnie niemal natychmiast, rozchodząc się falami po wyziębionym ciele, ale nie przyniosło mi jakiejkolwiek ulgi. Nie miałem ochoty patrzeć, nie czułem pociągu do makabry tego typu, to była tylko robota, zero przyjemności, ale wiedziałem, że muszę, stałem więc i obserwowałem, jak ciało, które jeszcze chwilę temu próbowało mnie zabić, staje się tylko materiałem do spalenia, dym wznosił się w górę, znikając wśród gałęzi.
Zapach alkoholu mieszał się z metaliczną wonią krwi, wilgocią lasu i z tym charakterystycznym, ciężkim aromatem spalenizny, który jeszcze nie pojawił się w pełni, dopiero zaczynał docierać do mojego nosa, ale już czaił się gdzieś w tyle głowy - to był zapach, którego nie dało się zapomnieć, nawet jeśli bardzo się chciało, zostawał na drobnych włoskach w nozdrzach, w gardle, na ubraniach, we włosach, a przede wszystkim w pamięci, jeśli robiło się to kiedykolwiek wcześniej, ja robiłem, nigdy nie czerpałem z tego satysfakcji, swąd palonego tłuszczu i mięcha był jedną z bardziej obrzydliwych części takiej roboty. Nie mogliśmy jednak zostawić ciała, nie w takim miejscu, nie w lesie, który już nie raz próbował nas zwodzić, nie po tym, jak widzieliśmy, co jego wierny kundel gromadził w swojej norze, ogień był jedyną opcją, która gwarantowała, że to naprawdę się skończy i żadna sztuczka nie sprawi nam niespodzianki.
Płomienie rosły, wspinały się po masywnej, ale kurczącej się pod wpływem temperatury sylwetce, oświetlając pnie drzew wokół, rzucając długie, drgające cienie. Las nie reagował, ani jednym liściem, ani jednym skrzypnięciem, jakby wszystko, co żywe, zdecydowało się zrobić krok w tył. W którymś momencie pomyślałem o tym, że jeszcze kilka godzin temu był człowiekiem. Gdzieś. Kiedyś. Potem ten obraz rozpadł się w głowie, bo nie miał już znaczenia, znaczenie miało tylko to, że nie zabije już nikogo więcej. Patrzyłem, jak płomienie trawią bestię, która stawała się coraz mniej rozpoznawalna, wszystko, co jeszcze przed chwilą było zagrożeniem, znikało w ogniu, trawione przez pomarańczowo-złote jęzory. Jeszcze chwila i mogliśmy wracać do domu. Nadchodził świt nowego dnia.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (2793), Geraldine Greengrass-Yaxley (2020)




Wiadomości w tym wątku
[13/10/72] The forest keeps what the forest is given | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 10.01.2026, 15:06
RE: [13/10/72] The forest keeps what the forest is given | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 11.01.2026, 00:21
RE: [13/10/72] The forest keeps what the forest is given | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 11.01.2026, 22:32
RE: [13/10/72] The forest keeps what the forest is given | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 12.01.2026, 18:15

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa