12.01.2026, 16:06 ✶
– Próbowałem teleportować się do Little Hangleton – powiedział Cathal, przez chwilę przypatrując się Woodyemu, gdy ten wspomniał o zaburzeniach w eterze i wywianiu w okolicach. Nie był pewien czy to dobrze, czy źle, że nie tylko on padł ofiarą tego zjawiska. Wierzył nawet, że Tramp mówił prawdę: był równie mokry i ubłocony co sam Shafiq, a i ten kojarzył go z Nokturnu, nie zmniejszało to jednak wątpliwości Shafiqa wobec psa i nalegań na kolację. – Wolałbym skorzystać z sieci Fiu. Mam przy sobie parę sykli – odparł sucho, opuszczając wzrok na zwierzaka.
– O tym można porozmawiać z panem domu – oświadczył pies, ruszając w stronę jadalni.
Cathal wahał się.
Mógł po prostu ruszyć w ciemność, w deszcz, w błoto. Mógł też przekonać się, czy to normalny dom czy kryjówka maniakalnych morderców. Do tego drugiego przekonało go chyba to, że choć nie był maniakalny, wierzył, że całkiem dobrze poradzi sobie z mordercami, przynajmniej póki ci nie będą mieli wielkiej przewagi liczebnej. A Woody zdawał się równie podejrzliwy, co on sam, więc prawdopodobnie nie współpracował ze zdobywaniem ofiar.
– Jestem pan Binns – przedstawił się gospodarz na wątpliwości Woody’ego, podnosząc się za stołu. – A to moje piękne córki. Poznajcie Colette, moją najstarszą…
Wskazał tę najwyższą z nich, jasnowłosą i bardzo bladą, wiotką, jakby miał ją połamać każdy powiew wiatru.
– A to Flosie, Luna i Mabela – uzupełnił prezentacji, a ciemnowłosa Luna, co miała te wystające przednie zęby, uśmiechnęła się do nich szeroko. Flosie wbiła zaś wzrok w Cathala, pewnie jego wybierając sobie do obserwacji, bo z dwóch gości był zdecydowanie młodszy. – Spocznijcie z nami…
– Może mógłbym po prostu zapłacić za garść proszku Fiuu? – zaoferował Cathal, a Flosie poderwała się z miejsca, pobiegła do kominka i sięgnęła po stojące na gzymsie naczynie, by odwrócić je do góry dnem. Shafiq z pewnym trudem utrzymał neutralny wyraz twarzy, a potem rozejrzał się po pomieszczeniu, jakby szukając dowodów na to, że coś jest nie tak. Istniały domy, w których gości przyjmowano chętnie i bez pytań. Woody przecież nawet w takim dorastał. Ale Cathal? Dla Shafiqa była to nowość.
– Smutna rzecz, ledwo z rana się nam skończył – westchnęła, choć nie wydawało się jej, że naprawdę jej przykro. – Niechże panowie z nami siądą i opowiedzą coś o sobie! Tak rzadko miewamy tutaj gości.
– Tę ulewę mus przeczekać. Zapraszamy do stołu, a jeśli wola panów to odpocząć, na piętrze, od razu z lewej, są dwa wolne pokoje. Gość w dom, Bogini w dom, nikomu w taką pogodę nie odmówimy wstępu do Ochrowego Dworku – zapewnił pan Binns serdecznie, zachęcająco wskazując przy tym na wolne krzesła przy stole.
– O tym można porozmawiać z panem domu – oświadczył pies, ruszając w stronę jadalni.
Cathal wahał się.
Mógł po prostu ruszyć w ciemność, w deszcz, w błoto. Mógł też przekonać się, czy to normalny dom czy kryjówka maniakalnych morderców. Do tego drugiego przekonało go chyba to, że choć nie był maniakalny, wierzył, że całkiem dobrze poradzi sobie z mordercami, przynajmniej póki ci nie będą mieli wielkiej przewagi liczebnej. A Woody zdawał się równie podejrzliwy, co on sam, więc prawdopodobnie nie współpracował ze zdobywaniem ofiar.
– Jestem pan Binns – przedstawił się gospodarz na wątpliwości Woody’ego, podnosząc się za stołu. – A to moje piękne córki. Poznajcie Colette, moją najstarszą…
Wskazał tę najwyższą z nich, jasnowłosą i bardzo bladą, wiotką, jakby miał ją połamać każdy powiew wiatru.
– A to Flosie, Luna i Mabela – uzupełnił prezentacji, a ciemnowłosa Luna, co miała te wystające przednie zęby, uśmiechnęła się do nich szeroko. Flosie wbiła zaś wzrok w Cathala, pewnie jego wybierając sobie do obserwacji, bo z dwóch gości był zdecydowanie młodszy. – Spocznijcie z nami…
– Może mógłbym po prostu zapłacić za garść proszku Fiuu? – zaoferował Cathal, a Flosie poderwała się z miejsca, pobiegła do kominka i sięgnęła po stojące na gzymsie naczynie, by odwrócić je do góry dnem. Shafiq z pewnym trudem utrzymał neutralny wyraz twarzy, a potem rozejrzał się po pomieszczeniu, jakby szukając dowodów na to, że coś jest nie tak. Istniały domy, w których gości przyjmowano chętnie i bez pytań. Woody przecież nawet w takim dorastał. Ale Cathal? Dla Shafiqa była to nowość.
– Smutna rzecz, ledwo z rana się nam skończył – westchnęła, choć nie wydawało się jej, że naprawdę jej przykro. – Niechże panowie z nami siądą i opowiedzą coś o sobie! Tak rzadko miewamy tutaj gości.
– Tę ulewę mus przeczekać. Zapraszamy do stołu, a jeśli wola panów to odpocząć, na piętrze, od razu z lewej, są dwa wolne pokoje. Gość w dom, Bogini w dom, nikomu w taką pogodę nie odmówimy wstępu do Ochrowego Dworku – zapewnił pan Binns serdecznie, zachęcająco wskazując przy tym na wolne krzesła przy stole.