12.01.2026, 17:40 ✶
Skrzywiła się, słysząc ton, jakim Leviathan zadeklarował modlitwę. Pozostawała Helloise jedynie nadzieja, że Matka rzeczywiście jest Matką wyrozumiałą i wybacza Rowle’owi tę krótkowzroczność, rozumie jego ułomność w tematach wiary. Mimo to nie potrafiła pozbyć się strachu, gdy patrzyła, jak Levi oddala się od Bogini. Nie miała wątpliwości: czarodziej tylko na tym straci.
— Może powinieneś pójść ze mną do Kowenu jeszcze przed Samhain — powiedziała tak przymilnie, że aż podstępnie. — Otworzyć się na poszukiwanie obecności Bogini na ziemi. Nie będzie tak, jak wtedy gdy ją ujrzałeś, ale, Levi, ty wiesz, że ona jest. Spróbuj. W szczerości z samym sobą spróbuj.
Jak ograniczonym trzeba było być, aby zakładać, że wiara jest samym koncertem życzeń? Szczególnie będąc człowiekiem, który bóstwo spotkał. To, że objawienie nie zbliżyło Leviathana do Bogini Matki, było dla Helloise jedną z najbardziej pogmatwanych zagadek.
— Sugerujesz, że jestem naiwna? — Być może powinna poczuć się obrażona tą insynuacją, ale Helloise tylko się uśmiechnęła, zupełnie szczerze. — Wolę zaryzykować zaufanie niż stracić okazję. Wiem, co może się stać. To nie łatwowierność, tylko… — Desperacja. Wzruszyła ramionami. — Nie spodziewałam się, że wróżbita rozwiązanie wręczy mi od razu, więc nie skreślam go. Na co więcej mogę liczyć niż na chęci i próby? Gdzie indziej mam szukać? Ty potrafiłbyś mi dać coś więcej niż dobre chęci?
Helloise robiła tylko to, co sam Leviathan jej doradził podczas Spalonej Nocy: próbowała dostać się do Departamentu Tajemnic. Tyle tylko że sposobem, który nie wymagał od niej burzenia ministerialnej twierdzy.
— Oczywiście, zawsze o tobie pamiętam. Jeśli te jabłka zadziałają, możesz mi napisać. Sama spróbuję dowiedzieć się, o co chodzi z popiołem. Czy o coś chodzi. — Na moment odwróciła się od mężczyzny, niechętnie powracając wzrokiem do straganów, aby rozejrzeć się za owocami, które tak go zainteresowały.
— Może powinieneś pójść ze mną do Kowenu jeszcze przed Samhain — powiedziała tak przymilnie, że aż podstępnie. — Otworzyć się na poszukiwanie obecności Bogini na ziemi. Nie będzie tak, jak wtedy gdy ją ujrzałeś, ale, Levi, ty wiesz, że ona jest. Spróbuj. W szczerości z samym sobą spróbuj.
Jak ograniczonym trzeba było być, aby zakładać, że wiara jest samym koncertem życzeń? Szczególnie będąc człowiekiem, który bóstwo spotkał. To, że objawienie nie zbliżyło Leviathana do Bogini Matki, było dla Helloise jedną z najbardziej pogmatwanych zagadek.
— Sugerujesz, że jestem naiwna? — Być może powinna poczuć się obrażona tą insynuacją, ale Helloise tylko się uśmiechnęła, zupełnie szczerze. — Wolę zaryzykować zaufanie niż stracić okazję. Wiem, co może się stać. To nie łatwowierność, tylko… — Desperacja. Wzruszyła ramionami. — Nie spodziewałam się, że wróżbita rozwiązanie wręczy mi od razu, więc nie skreślam go. Na co więcej mogę liczyć niż na chęci i próby? Gdzie indziej mam szukać? Ty potrafiłbyś mi dać coś więcej niż dobre chęci?
Helloise robiła tylko to, co sam Leviathan jej doradził podczas Spalonej Nocy: próbowała dostać się do Departamentu Tajemnic. Tyle tylko że sposobem, który nie wymagał od niej burzenia ministerialnej twierdzy.
— Oczywiście, zawsze o tobie pamiętam. Jeśli te jabłka zadziałają, możesz mi napisać. Sama spróbuję dowiedzieć się, o co chodzi z popiołem. Czy o coś chodzi. — Na moment odwróciła się od mężczyzny, niechętnie powracając wzrokiem do straganów, aby rozejrzeć się za owocami, które tak go zainteresowały.
dotknij trawy