Nie miała pojęcia, czego właściwie szukała w gwiazdach, być może liczyła na to, że wskażą jej one teraz drogę, na pewno tą metaforyczną, bo sytuacja, w której się znajdowali nie była najłatwiejsza. Nie wyczytała jednak z nich nic konkretnego, musiała w tym momencie liczyć tylko i wyłącznie na siebie i na swoje umiejętności. Nikt jej tutaj nie pomoże, a naprawdę był to ten raz, gdy nie wybaczyłaby sobie, że kogoś zawiodła. Wiedziała, że bywały takie przypadki, w których nie dało się komuś pomóc, fatalne, z którymi nie dało się walczyć. Ten też nie wyglądał najlepiej, jednak w tej chwili była gotowa zrobić dosłownie wszystko, aby jej się udało. Nie widziała innej możliwości, nie tym razem. Nie akceptowała tego, że coś mogłoby nie pójść po jej myśli.
- Sprawdzimy później, czy faktycznie będziesz protestował, jeśli pojawi się taka możliwość. - Tak, mówiła o kolejnych razach, bo naprawdę chciała widzieć przyszłość, o której już dyskutowali, zamierzała doprowadzić te głupie gadanie do skutku, chociaż wcześniej wydawało jej się raczej słowami rzucanymi na wiatr, mrzonkami, to teraz zamierzała zrobić wszystko, aby mogli sprawdzić, czy faktycznie będzie jeszcze im pisane coś razem przeżyć, bo miał żyć, nic jej więcej nie obchodziło.
- Warto jest mieć na co czekać. - Rzuciła jedynie krótko, mając nadzieję, że to też odrobinę pomoże. - Aktualnie możesz to sobie tylko wyobrażać, później sprawdzimy, czy te wyobrażenia były dalekie od prawdy. - Dobrze było mieć jakiś cel w życiu, nawet jeśli wydawał się on bardzo głupi. Nie bez powodu sięgnęła po to póki co, chciała mu powiedzieć, że będzie też więcej, że wcale nie tracił życia na jej rękach, chociaż to niekoniecznie było bliskie prawdy.
Było z nim źle, tracił wiele krwi, to nie wróżyło niczego dobrego, ale mieli przetrwać tę noc razem, mieli wyjść z tego cało, ona i on, na pewno nie zamierzała dopuścić do tego, by stało się inaczej, nie dzisiaj.
- Zapamiętam, ja zawsze wszystko pamiętam. - Dodała jeszcze, nie widziała w tym w tej chwili nic złego, mógł to wykorzystywać jako argument do końca życia, tylko musiał przetrwać tę noc. Mogła się w ten sposób poświęcić, chociaż czy naprawdę było to jakimkolwiek poświęceniem? Nie wydawało jej się. W tej chwili mogła mu obiecać wszystko, byleby przetrwał, walczył o siebie, nie zasypiał.
- Będę miała na uwadze wszystkie te prośby, zresztą chyba już zauważyłeś, że jak już coś robię to tylko i wyłącznie profesjonalnie i z zaangażowaniem, macanie też się w to wpisuje. - Być może nie wiedział o niej zbyt wiele, nie miał szansy jej poznać, ale niektóre rzeczy mógł dostrzec na pierwszy rzut oka, miała nadzieję, że to zauważył.
- Tak, jakoś Cię naprawię i będziesz jak nowy, nikt nie będzie wiedział, że to egzemplarz powystawowy. - Musiała tylko w końcu go poskładać, zająć się nim odpowiednio, nie pozwolić mu odejść, później będzie z górki. - Jeśli ja to zrobię, to nikt inny nie będzie mógł rościć sobie prawa do użytkowania, bo to ja dokonałam renowacji. - Podkreśliła to, żeby nie było w tym żadnych niejasności. Prowadzili dalej tę dziwną rozmowę, nie przestawała do niego mówić, jednak jej ręce robiły swoje - nie przestawały działać. Musiała mu pomóc.
- To świetnie, bo jestem dobra w zadawaniu głupich pytań, idealnie się dopełniamy. - Nie zamierzała pozwolić mu zamilknąć, nie tym razem, być może wcześniej wkurzał ją swoim gadaniem, ale miała wrażenie, że to wydarzyło się bardzo dawno temu, a przecież minęła dopiero chwila, tyle, że tak wiele się podczas niej stało, jakby znajdowali się teraz w zupełnie innym życiu.
- To są różne definicje tego jak można polec? Chodzi mi o to, czy kiedyś coś poszło nie po Twojej myśli, poddałeś się, odpuściłeś, coś w ten deseń. - Próbowała mu to wytłumaczyć, szło jej jednak raczej koślawo, bo skupiona była na czymś zupełnie innym.
Decyzja, którą podjęła była szybka. Pozostała jej tylko jedna metoda, dzięki której mogła mu pomóc. Sięgnęła po różdżkę i po zaklęcie, które znała, chociaż pewnie nie powinna. Zgłębiała różne tajniki magii, nekromancja interesowała ją od kilku lat, bo miała wiele wspólnego za równo z życiem i śmiercią, być może była nielegalna, może nie wszyscy ją akceptowali, uważała jednak, że czasem warto z niej skorzystać. Dobrze, że miała szansę wiele razy sprawdzać zaklęcie, którego użyła, widać było po tym, jak je rzuciła, że to nie były jej początki, miała już spore doświadczenie. Oddychała spokojnie i czuła, że coś się zmienia, robiła się coraz słabsza, ale wiedziała, że potrwa to tylko chwilę, przelewała swoje siły witalne w niego, chciała kupić mu więcej czasu, nie widziała w tej chwili innej możliwości.
Pomogło. Dostrzegła zmianę. Kiedy skończyła rzucać zaklęcie odetchnęła z ulgą. Udało się, ukradła śmierci trochę czasu, nie, nie tylko trochę, zdecydowanie zmierzali ku lepszemu, naprawdę w to wierzyła.
- To zależy, każdy ma swoje standardy, te moje są nieco lepsze niż niektórych uzdrowicieli. - Najwyraźniej zrozumiał z jakich metod korzystała. Nie czuła się źle przez to, że ją na tym przyłapał, nie wiedziała jakie miał zdanie na ten temat, jednak nieszczególnie ją to obchodziło - najważniejsze były bowiem efekty rzuconego zaklęcia, które się pojawiły. - Och, czyli też masz doświadczenie w omijaniu protokołu, doskonale się składa. - Nie musiała się więc niczym martwić, nie, żeby wcześniej jakoś szczególnie się martwiła. - Tak, to nie jest szczególnie legalna metoda, ale jak widać przynosi bardzo skuteczne efekty, a to jest dla mnie najważniejsze. - Nie zamierzała mówić nic więcej, wiedziała, że nie musi, doskonale wiedział z jakiej dziedziny magii korzystała. Nie wiedziała, czy miał z nią kiedyś do czynienia w ten sposób, ale zawsze musiał być ten pierwszy raz, prawda?
Odezwał się znowu, teraz ton jego głosu brzmiał poważniej, jakby coś się zmieniło. Nie do końca jej się podobało, wolała chyba tę wersję, która paplała co jej na język przyniesie. - Nie dzisiaj. - Mruknęła jedynie na to, że radził tutaj sobie sam. Nie tym razem, nie było w ogóle takiej opcji, nie po tym, co dla niej zrobił. Kiedyś radził sobie sam, ale to się zmieniło, kiedy lawina zaczęła pragnąć ich śmierci, a on ich przed nią uchronił. To było dla niej jasne, jak ten księżyc, który wisiał na niebie, w ogóle nie chciała tego słuchać, co miał jej do powiedzenia. Skupiła się więc na ranie, którą nadal uciskała, zaczęła mruczeć po cichu zaklęcia i dyskretnie poruszać różdżką, aby jakoś poradzić sobie z tym krwawieniem, miała teraz więcej czasu, zyskała go dla niego.
Słyszała jego głos, wyłapywała słowa, jednak póki co je ignorowała. Skupiała się przede wszystkim na swoim zadaniu, zamierzała go postawić na nogi, bez względu na to, ile miało ją to kosztować sił.
- Nigdzie bez Ciebie nie pójdę. - Odparła w końcu bardzo stanowczym tonem głosu.
- Po pierwsze zgubiłabym się dużo szybciej, niż Ci się wydaje, po drugie nie potrafię korzystać z broni, po trzecie potrzebuje kogoś kto wie, jak się zachować, gdy gonią mnie takie warstwy śniegu. - Trzy argumenty miały wystarczyć, nie mogła w tej chwili szukać więcej, bo musiała się skupić, zasklepiała jego ranę, żałowała, że nie miała swoich eliksirów, które mogłaby w niego wlać, ale to musiało wystarczyć, przynajmniej na tę chwilę. Trudno, później będzie musiała ocenić szkody i jakoś je naprawić, najważniejsze było to, że nadal oddychał i nadal gadał te wszystkie głupoty.
- A co jeśli ja wcale nie chcę szukać? Jeśli już znalazłam? - Miała zadawać mu głupie pytania i to robiła. Nie podobało jej się to podejście, naprawdę sądził, że po tym wszystkim miała zamiar zostawić go w tym śniegu, pozwolić mu tu umrzeć w samotności? Bardzo się mylił. Robiła wszystko, aby dać mu kolejną szansę, wyrywała go właśnie z ramion śmierci i ta walka wcale nie wyglądała na przegraną.
- Dobrze to słyszeć, mam nadzieję, że nic się nie zmieniło w tym nastawieniu. - Liczyła na to, że w tej chwili miał w sobie siłę na kolejne dam radę. To był idealny moment na to, aby pokazał jej, że faktycznie tak było, by nie rezygnował, tylko walczył do końca o jeszcze jedną szansę.
- To może sporo komplikować, ale możesz nie wiedzieć wszystkiego, może chciała Cię takiego, tylko coś innego jej na to nie pozwalało. - Miała świadomość, że nie miał pojęcia z kim rozmawia, że majaczył, mogła mu się mieszać rzeczywistość ze wspomnieniami, to było całkiem normalne w sytuacji, jakiej się znalazł, podtrzymywała jednak rozmowę, wierzyła, że jeszcze dojdą do momentu, w którym odkryje, że to naprawdę była ona i wtedy się zdziwi, będzie mógł jej rzucić kolejne wyzwanie, które przyjmie, jak zawsze gotowa do działania. Zawsze to robili, nie sądziła jednak, że mógł widzieć w tym coś złego, doprowadzali się do szału, ale przecież tylko dzięki temu mogli mieć ze sobą coś wspólnego, przynajmniej na pewnym etapie ich znajomości.
- Niezbadane są koleje losu, po prostu nie miałeś pojęcia, że ktoś taki jak ja trafi na Ciebie, ale mogę Ci wybaczyć to podejście, dobrze, że już zdążyłeś je zweryfikować, bo bym się rozczarowała. - Nie pytała o rozwód, nie miała pojęcia nawet, że zdążył się ożenić, nie był to dobry moment na podobne pytania. Wolała się skupić na czymś innym.
- Nie ma się co dziwić, że warunki są nietypowe, skoro trafił się taki wyjątkowy egzemplarz. - Dodała jeszcze, bo faktycznie cała ta sytuacja była naprawdę nieprzewidywalna. Leżał na śniegu, krew jeszcze przed chwilą wylewała się z jego ciała, a teraz rozmawiali o ich ewentualnej, wspólnej przyszłości, to było naprawdę dziwne, ale czuła, że to, co robią jest właściwe, inaczej przecież nie brnęłaby w to, aż tak bardzo, chciała, żeby miał jakąś wizję na przyszłość, nadzieję, cokolwiek, co jeszcze mogłoby wzbudzać w nim chęć walki o życie.
- Tak, to, co robię jest bardzo alternatywne, więc musisz być moim partnerem w zbrodni, przepraszam, że postawiłam Cię przed faktem dokonanym, ale trochę nie miałam wyjścia. - Nie, żeby naprawdę było jej przykro z tego powodu, te rzucane pod nosem zaklęcia przynosiły efekty, wiedziała, że uda im się stąd wyjść razem, później będzie musiała powtórzyć swoje działania, wypadałoby jednak, aby nabrała odrobinę siły, jakoś im się uda, kiedy współpracowali zawsze im się udawało.
- Nie będzie żadnych zeznań, już ja się o to postaram. - To była chyba najprostsza metoda, aby nie doprowadzić do tego, żeby musiał dla niej kłamać, czyż nie?
W pewnym momencie ziemia zadrżała, a może jej się wydawało? Nie miała pojęcia, co się stało. Śnieg pod nogami gdzieś przepadł, zniknął, nadal trzymała dłonie na jego ciele, tyle, że teraz, teraz znaleźli się w zupełnie innym miejscu. Pod nogami miała piasek, pod jego ciałem był piasek, słońce wisiało wysoko na niebie i okropnie świeciło, to nie była już noc, tylko sam środek dnia. Uniosła głowę, żeby rozejrzeć się po okolicy, i wtedy zobaczyła dwa kangury, które znajdowały się kilkanaście metrów od nich, przeniosła wzrok na swoje ciało, nie miała już na sobie zimowych ubrań, spojrzała na niego - również wyglądał inaczej. Nie do końca wiedziała co się wydarzyło. Nie miała pojęcia, będzie się nad tym zastanawiać później.
- Jest trochę lepiej? - Zapytała jeszcze, musiała wiedzieć, czy jej działania przynosiły oczekiwane efekty.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control