Był to bardzo przyjemny, letni dzień. Słońce wisiało wysoko na niebie, na którym nie było ani jednej chmury. Pogoda dzisiaj wyjątkowo rozpieszczała. Wydawało się, że nic nie mogło popsuć tego lipcowego popołudnia, jednak oczywiście nie mogło być zbytnio kolorowo. Elias'a odwiedzili koledzy. Nie miała pojęcia dlaczego spotykali się nawet w wakacje, jakby przez te dwa miesiące nie mogli bez siebie żyć. Prudence zamknęła się w swoim pokoju, nie wychodziła z niego praktycznie przez cały dzień, byle tylko nie wpaść na żadną znajomą twarz, wystarczające było to, że musiała ich spotykać w Hogwarcie.
Zmieniło się to jednak w chwili, w której usłyszała znajomy głos dochodzący z parteru. Babcia Ellie. Tego nie mogła przegapić. Uwielbiała tę kobietę. Była jej bardzo bliska, stała się jeszcze bliska, gdy okazało się, że łączą je pewne umiejętności, które nie były szczególnie często spotykane, poświęcała Prue wyjątkowo dużo czasu, aby mogła zagłębić się w tajniki widmowidzenia, chciała, by dziewczyna nauczyła się wszystkiego, co sama wiedziała, bo miało jej to ułatwić egzystencję w świecie pełnym przedmiotów, które opowiadały najróżniejsze historie.
Powoli zaczynała panować nad tą umiejętnością, nadal bywały momenty, kiedy odpływała zupełnie znienacka, nie była w stanie nic z tym zrobić, jednak wierzyła w to, że po tych wakacjach będzie miała większą kontrolę. Zapomniała o spotkaniu z babcią przez niespodziewanych gości, którzy pojawili się w ich domu tego ranka, teraz jednak w końcu postanowiła wyłonić się ze swojej jaskini. Nie mogła się tu ukrywać przed całym światem, no i chciała przywitać się z Ellie.
Odłożyła grube tomisko, które czytała od rana na swojej szafce nocnej, wyszła z łóżka - tego, z różowym baldachimem, po czym ruszyła w kierunku drzwi. Zamknęła je za sobą, gdy opuściła pomieszczenie, nie chciała, aby żaden z kolegów Elias'a zaglądał do środka. Nie mogli zaglądać do jej świata, tylko tego brakowało.
Ubrana była zwyczajnie, była w końcu u siebie w domu, trwały wakacje, miała więc na sobie czarne ogrodniczki, włosy jak zawsze spięte wysoko, kok dyndał jej na wszystkie możliwe strony, kiedy zbiegała po schodach. Na dole dostrzegła znajomą sylwetkę, nie czekała, podbiegła do kobiety i się do niej przytuliła. - Cześć babciu. - Powiedziała cicho, uśmiechała się jednak promiennie, chyba zapomniała o tym, dlaczego zaszyła się w swoim pokoju. Zresztą skoro była tutaj babcia, to nie groziły jej chyba nieprzyjazne spojrzenia, jakimi zazwyczaj obdarzali ją koledzy jej brata, jej rodziców nie było w domu, bo pracowali, co powodowało, że wcześniej nie czuła się do końca pewnie. Chłopcy chyba byli na dworze, albo tak jej się wydawało, nie miała pojęcia, czym się zajmowali - najpewniej jakimiś głupotami, jak zawsze. Nie sądziła, żeby robili coś interesującego.
Dopiero po chwili dostrzegła, że jeden z nich właśnie przekroczył drzwi wejściowe. Przeniosła wzrok w jego kierunku, akurat ten, którego najbardziej nie chciała widzieć. Przełknęła głośno ślinę, nie do końca wiedziała, jak się powinna zachować. Jej babka jednak wydawała się być zadowolona, że mieli towarzystwo. - Aloysius, miło Cię widzieć. - Prue nie miała pojęcia skąd wiedziała, kto przed nimi stoi, ale Ellie zawsze wiedziała wszystko, więc wcale nie powinno jej to dziwić.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control