13.01.2026, 14:41 ✶
Palce na przedramieniu Jessiego, zacisnęły się lekko na moment, a potem opadły, kiedy chłopak odsunął się i oparł rece na biodrach.
W głębi duszy, Hannibal Selwyn nie miał oczywiście wątpliwości, że zasługuje na umieszczenie na firmamencie - przekonanie to wtłaczano mu do głowy od kiedy pamiętał, od pierwszych, niepewnych wyjść na deski teatru lata temu.
Nie spodziewał się jednak usłyszeć takiej odpowiedzi - nie teraz, nie od niego. Bezczelny, złośliwy uśmiech Jessiego nie pozostawiał wątpliwości, że poruszają się w sferze żartów i droczenia się, ale Hannibalowi nie przeszkodziło to odpowiednio zareagować. Spojrzał na Jessiego oczami pełnymi niewinnego zaskoczenia. Potem spuścił wzrok w udawanym zakłopotaniu.
- Jess, schlebiasz mi! - powiedział cicho. Butelka powędrowała do ust i dopiero u celu Hannibal zorientował się, że jest pusta. Nie szkodzi - zakołysał nią dla pewności i uśmiechnął się nieśmiało, marszcząc nos i zasłaniając dolną połowę twarzy dłonią i szkłem.
Tak naprawdę, wchłonął komplement jak gąbka. Trzeba było więcej, by zawstydzić Selwyna. Czarodziejski show-biznes nader skutecznie wykorzeniał z ludzi wstyd, a Hannibal był mielony w jego trybach nie od wczoraj.
Sięgnął po puste szkło Jessiego i razem ze swoim wsadził do torby, wymieniając je na pełne.
- Spodziewałem się raczej imienia jakiejś dziewczyny - przyznał, porzucając rolę - ale nie martw się, nie zapominam łatwo pięknych widoków - podał mu otwartą butelkę. Tak, jakby mógł po prostu zapomnieć o przyjaciołach tylko dlatego, że stanie się trochę bardziej znany, niż teraz! - Będę do ciebie pisał. Możesz mnie odwiedzić, jeżeli chcesz. Wiesz, że w Cancan Carcolh wystawiają również burleskę? - zapytał, bo ta rozmowa niebezpiecznie zaczęła przypominać pożegnanie, i to jakieś tanio łzawe, a do jego wyjazdu pozostało jeszcze dobre parę tygodni - Widziałem zdjęcia z przedstawienia, gdzie dziewczyna miała takie wielkie wachlarze ze strusich piór, jak skrzydła! To dopiero musi być zabawa! - nie krył ekscytacji, no bo tańczyć z takim czymś? Przecież to musi całkiem zmieniać dynamikę ruchu! Hannibal nie grał jeszcze nigdy żadnej sensownej roli z tak dużym rekwizytem, ale kiedyś za kulisami wdał się z jednym ze statystów w pojedynek na włócznie i już to było genialne. Wizja tych piór w połączeniu z muzyką i rozbieraniem się na scenie wywoływała motyle w brzuchu Selwyna.
Odwrócił się do rozmówcy przodem, przerzucając nogę nad ławeczką i siadając okrakiem. Od kiedy stanęli na posadzce wieży, czuł pokusę wskoczenia na mur i wykonania na nim kilku tanecznych kroków - na tle rozgwieżdżonego nieba i nocnego krajobrazu prezentowałby się zapewne malowniczo i dramatycznie. Wystarczyło jednak jedno spojrzenie za krawędź, w wielopiętrową otchłań, by wzdrygnął się lekko i zdecydował, że jego stopy pozostaną jednak na zgodnej z BHP powierzchni. Zamiast tego oparł łokieć na kamieniach i bezgłośnie wybił opuszkami palców rytm, który wydawał mu się odpowiedni. "Once upon a dream" ze "Śpiącej Królewny".
- Tańczyłbym - westchnął. Co prawda, starał się znajdować czas na rozciąganie i treningi między lekcjami, ale to nie było to samo.