13.01.2026, 11:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.01.2026, 11:03 przez Brenna Longbottom.)
Las spowijały ciemności, znacznie głębsze niż te, jakie znali mieszkańcy miast, a choć początkowo szli ścieżką, potem przyszło im przedzierać się już przez teren, którym zwykle nie chodzili ludzie, może poza najbardziej upartymi zielarzami. Oznaczało to przedarcie się przez krzaki, ostrożne zejście po stromym brzegu ku rzece, a potem wspięcie się z powrotem i uporanie się z paroma przeszkodami takimi jak podstępne pajęczyny czy mrowiska. Brenna miała pod tym względem najłatwiej: zmieniła się zwyczajnie w wilka, co ułatwiało poruszanie się po lesie. Apollo za to, przywykły raczej do miasta niż do wiejskich klimatów, zaklął ze trzy razy, a raz się wywalił. Młody Sadwick, o dziwo, radził sobie za to całkiem nieźle, mimo ograniczonej widoczności.
– Dobra… to powinno być gdzieś tutaj – oświadczyła Brenna, przemieniając się z powrotem w człowieka i wygrzebując sobie z włosów jakąś gałązkę. I faktycznie, ledwo zrobiła parę kroków, pomiędzy drzewami mogli dostrzec ciemny zarys budowli.
Było to jedno z tych miejsc, które leżały w ruinie już dwa wieki temu, może pozostałość z czasów, gdy czarodzieje trzymali się z dala od mugoli i raczej unikali Londynu. A może jakaś mugolska budowla, potem obrzucona jakimiś zaklęciami? Była tak stara, że żadne z nich nie mogło być tego pewne. W mroku, z oddali, i gdy wysokie krzewy, wyrastające przy jednej ze ścian, przysłaniały widok, nie mogli zobaczyć za wiele, ale wydawało się, że kiedyś był to duży budynek, może nawet zamek. Jedna ze ścian runęła jednak, a choć widzieli wieżyczkę, trudno było powiedzieć, w jakim jest stanie.
Brenna jednak nie przypatrywała się zamkowi, a osunęła na kolana i zaczęła powoli przesuwać do przodu, po mchu i trawie. Serce biło jej szaleńczo, gdy szukała tego, co w notatniku opisano jako: godzina 23.09, pułapka przy dwóch kolcolistach…
Byłoby łatwiej, gdyby wiedziała, czym są kolcolisty. Chociaż nie powinna narzekać, gdyby dokładnie nie wskazano jej godziny i mniej więcej położenia, na pewno by po prostu w tę pułapkę wlazła: nie była w końcu żadną specjalistką.
Syknęła, gdy coś błysnęło jej wreszcie pomiędzy dwoma krzewami, akurat w miejscu, przez które na pewno najłatwiej byłoby przejść. W porządku. Notatnik mówił prawdę. Potem będzie musiała się zastanowić, co z tym dalej zrobić.
– Dobra, tu jest pułapka, więc ją musimy ominąć.
– Tam chyba się pali światło – mruknął Sadwick, wskazując palcem na błysk, częściowo widoczny przy krzewach.
Dwóch wartowników. Reszta śpi. Według notatki z… przeszłości albo przyszłości… przynajmniej. Brzmiało prawdopodobnie.
– Okay, czyli faktycznie chyba dobrze trafiliśmy – stwierdziła Brenna, siadając wprost na mchu i przez moment spoglądając w stronę światła. Istniała oczywiście nikła szansa, że natrafili na kogoś, kto robił biwak, ale… – I jeśli tak, to spodziewam się czterech lub pięciu osób, na pewno opiekuna dla tych smoków. Proponuję, że podejdę jako wilk i zorientuję się, czy na pewno nie napadniemy na Bogini ducha niewinnych ludzi. A potem dwoje z nas spróbuje ogarnąć wartowników, a dwójka od razu wpakuje się do środka, żeby nie dać czasu tym śpiącym na zwianie albo przyjście z pomocą. Ktoś ma inne pomysły?
– Dobra… to powinno być gdzieś tutaj – oświadczyła Brenna, przemieniając się z powrotem w człowieka i wygrzebując sobie z włosów jakąś gałązkę. I faktycznie, ledwo zrobiła parę kroków, pomiędzy drzewami mogli dostrzec ciemny zarys budowli.
Było to jedno z tych miejsc, które leżały w ruinie już dwa wieki temu, może pozostałość z czasów, gdy czarodzieje trzymali się z dala od mugoli i raczej unikali Londynu. A może jakaś mugolska budowla, potem obrzucona jakimiś zaklęciami? Była tak stara, że żadne z nich nie mogło być tego pewne. W mroku, z oddali, i gdy wysokie krzewy, wyrastające przy jednej ze ścian, przysłaniały widok, nie mogli zobaczyć za wiele, ale wydawało się, że kiedyś był to duży budynek, może nawet zamek. Jedna ze ścian runęła jednak, a choć widzieli wieżyczkę, trudno było powiedzieć, w jakim jest stanie.
Brenna jednak nie przypatrywała się zamkowi, a osunęła na kolana i zaczęła powoli przesuwać do przodu, po mchu i trawie. Serce biło jej szaleńczo, gdy szukała tego, co w notatniku opisano jako: godzina 23.09, pułapka przy dwóch kolcolistach…
Byłoby łatwiej, gdyby wiedziała, czym są kolcolisty. Chociaż nie powinna narzekać, gdyby dokładnie nie wskazano jej godziny i mniej więcej położenia, na pewno by po prostu w tę pułapkę wlazła: nie była w końcu żadną specjalistką.
Syknęła, gdy coś błysnęło jej wreszcie pomiędzy dwoma krzewami, akurat w miejscu, przez które na pewno najłatwiej byłoby przejść. W porządku. Notatnik mówił prawdę. Potem będzie musiała się zastanowić, co z tym dalej zrobić.
– Dobra, tu jest pułapka, więc ją musimy ominąć.
– Tam chyba się pali światło – mruknął Sadwick, wskazując palcem na błysk, częściowo widoczny przy krzewach.
Dwóch wartowników. Reszta śpi. Według notatki z… przeszłości albo przyszłości… przynajmniej. Brzmiało prawdopodobnie.
– Okay, czyli faktycznie chyba dobrze trafiliśmy – stwierdziła Brenna, siadając wprost na mchu i przez moment spoglądając w stronę światła. Istniała oczywiście nikła szansa, że natrafili na kogoś, kto robił biwak, ale… – I jeśli tak, to spodziewam się czterech lub pięciu osób, na pewno opiekuna dla tych smoków. Proponuję, że podejdę jako wilk i zorientuję się, czy na pewno nie napadniemy na Bogini ducha niewinnych ludzi. A potem dwoje z nas spróbuje ogarnąć wartowników, a dwójka od razu wpakuje się do środka, żeby nie dać czasu tym śpiącym na zwianie albo przyjście z pomocą. Ktoś ma inne pomysły?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.