Ususzenie, to była pierwsza myśl na jaką wpadła. W końcu do elikisrów często używano jakichś unikatowych przedmiotów, taka paprotka była wyjątkowa, na pewno alchemicy by się o nią tłukli. Co innego można by zrobić z takim kwiatkiem? Inne pomysły nie przychodziły jej do głowy, może przed tą całą wycieczką powinna się była zainteresować również tym, po co im był ten chabaź. Zapewne sam spacer po roślinę miał być dla młodych par idealną sytuacją na spędzenie tej najdłużej nocy w roku w swoim towrzystwie, jednak cel przynajmniej w przypadku Stanleya i Stelli był dużo ważniejszy. Nie przybyli tutaj, żeby spędzić razem romantyczną noc, jak większość tych ludzi, liczył się tylko i wyłącznie ten nieszczęsny kwiat paproci.
Stella zamarła z przerażenia. Czuła jak potwór i jego nóżki poruszają się jej po twarzy. Zamknęła oczy, jakby miało jej to pomóc w jakikolwiek sposób. Zaczęła drżeć, nie mogła się uspokoić, a był to przecież tylko malutki pająk. Okoliczności jednak w jakich się pojawił dodawały odrobinę dramaturgii. No bo było tu ciemno, a ona poczuła zupełnie znienacka, że coś łazi jej po twarzy. To wszystko spowodowało, że zareagowała dosyć emocjonalnie.
Miała szczęście, gdyż Stanley bardzo szybko znalazł się tuż koło niej. Nie zwlekał nawet chwili. Zdjął tego strasznego potwora z jej twarzy. Pozbył się wroga, jednym, pewnym ruchem - niczym prawdziwy profesjonalista. Widać było, że miał wprawę. Jak dobrze, że miała go u swojego boku, gdyby nie on, to pewnie by tutaj umarła, czy coś.
Odetchnęła głęboko, musiała się uspokoić, żeby udać się dalej w głąb lasu. Powinni jak najszybciej wyruszyć dalej, przecież kwiatek nie odnajdzie się sam. Nie tak łatwo jej jednak szło panowanie nad oddechem potrzebowała jeszcze chwili, aby się uspokoić. - Pojawił się znikąd, tu jest ciemno, strasznie się wystraszyłam...- Po głosie można było zauważyć, że nadal nie do końca panowała nad emocjami, jego ton był wyższy niż normalnie. - Dziękuję, prawdziwy z Ciebie bohater. Pozbyłeś się go raz na zawsze?- Wolałaby, aby pasażer na gapę ponownie nie pojawił się na jej twarzy. Nie zauważyła, co Borgin zrobił z pająkiem, bo miała zamknięte oczy, może nawet lepiej, że wydawało się iż stworzenie nie żyje, powodowało to, że powoli zaczynała znowu się czuć bezpiecznie, a wszystko było zasługą jej towarzysza. Czy ktoś inny potrafiłby się nią tak dobrze zaopiekować? W tym momencie wydawało jej się, że nie.
Stanley zauważył nawet kosmyk włosów, który postanowił się uwolnić z jej idealnej fryzury i wsunął go na miejsce, co zrobiło na niej wrażenie, pewnie mało który facet w ogóle zauważyłby, że doszło do takiego nieszczęścia. Coraz bardziej utwierdzała się w tym, że dobrze wybrała kompana w tym nieszczęściu.
Sama Stella była zdziwiona, że nikt się nie odezwał, kiedy pisnęła. Wynikałoby z tego, że są zostawieni sami sobie, co nie wydawało się być bezpieczne, szczególnie, że byli w środku nocy, w środku lasu. Czy wszystkie inne pary były sobą tak bardzo zajęte, że zupełnie zignorowały dźwięki, które wydała Stella? Nie mogła uwierzyć w to, że panowała tutaj taka znieczulica, a może faktycznie wszyscy tak bardzo chcieli zdobyć ten kwiat paproci, że byli gotowi dojść po trupach do celu.
- Nie no, nie poddam się, nie ma szans, żebym zrezygnowała.- Udało jej się już zebrać w sobie i była gotowa do wznowienia poszukiwań. - Przepraszam, za te dramatyczne zachowanie.- Wydawało jej się, że wypada, w końcu nie panowała nad sobą zupełnie jeszcze przed chwilą. - i dziękuję za pomoc, prawdziwy z Ciebie rycerz, co pomaga damie w opałach.- Może smok przyjął postać pająka... ale był to tylko szczegół.
Jak widać i ten jego elegancki ubiór był tak naprawdę przemyślany. Mężczyzna bowiem zdjął płaszcz i narzucił jej na plecy, było to całkiem miłe zważając na to, że faktycznie zaczynało się robić chłodno. Sama Avery nie pomyślała o tym, żeby zabrać ze sobą jakieś wierzchnie nakrycie. Kiedy przejechał dłonią po jej plecach delikatnie drgnęła, nie spodziewała się takiego gestu, uniosła głowę i spojrzała na niego, wpatrywała się w jego twarz dłuższą chwilę. - Pająki się niczego nie boją.- Nie była aż tak głupia, żeby uwierzyć w te słowa, może przez moment się zawahała, jednak była to przesada. - i dziękuję za płaszcz, nie pomyślałam o tym, że nocą będzie zimno.
Nie zamierzała teraz odpuścić. Stanley ruszył przed siebie, tym razem jednak nieco wolniejszym krokiem. Stella szła tuż obok niego, nadal trochę się bała, jednak nauczona doświadczeniem wiedziała, że jej towarzysz nie da jej tutaj zrobić krzywdy. Było to naprawdę pocieszające, jako, że wokół było naprawdę ciemno, postanowiła złapać go za rękę, wiedziała że doda jej to pewności siebie i wtedy też nie tak łatwo będzie ją zgubić w tym lesie. Wyciągnęła swoją dłoń w kierunku jego, złapała ją o ile jej się nie wyrwał, jednak nie odezwała się ani słowem, kiedy to zrobiła i o ile jej się udało. Uścisk był naprawdę silny, jakby faktycznie bała się, że może go zgubić.
- Nigdy w życiu bym tędy nie wróciła sama.- Powiedziała bardzo poważnym tonem. Nie spodziewała się, że poszukiwanie kwiatu paproci będzie wzbudzało w niej aż tyle strachu, jak widać nie była aż tak odważna, jak się jej wydawało. - Chyba nie zdałam tego testu...- Skomentowała jeszcze jego słowa. Całe to zamieszanie z pająkiem, było dosyć mocno upokarzające, miała nadzieję, że Borgin nikomu nie opowie o tej sytuacji. - Pójdę za Tobą wszędzie, jeśli mówisz, że ta droga jest odpowiednia to chodźmy.- Stella stała się dzisiejszej nocy zupełnie innym człowiekiem. Wyjątkowo nie miała nic do powiedzenia, jakby jej całe własne zdanie gdzieś przepadło tylko dostosowywała się do tego, co zamierzał robić Stanley, oddała mu dowodzenie w tej ich poważnej misji.
- Możemy, kto to sprawdzi.- Tak się jej wydawało, zresztą nawet jeśli nie, to ewentualnie ich zdyskwalifikują. Avery zostawiła różdżkę w torebce, gdzieś obok stolika przy którym siedziała jej matka - kolejna nieprzemyślana decyzja tego dnia. Zaczęła się rozglądać uważnie, w końcu wypadałoby, aby znaleźli tę paprotkę. - Spójrz tam, coś mignęło.- Ewentualnie już miała zwidy i jej się wydawało...