Unikała parteru cały dzień, tylko po to, żeby nie trafić na kogoś, kogo wolała nie oglądać. Wiedziała, że pewnie spotkają się przy stole, przy kolacji, czy obiedzie, raczej kolacji, kiedy rodzice wrócą już do domu, bo to głównie oni naciskali na wspólne posiłki. Była w stanie znieść tę krótką chwilę, później znowu schowałaby się w swojej jaskini i jakoś przetrwałaby ten czas, kiedy jej dom był pełen osób, z którymi nie do końca chciała mieć coś wspólnego. Zdawała sobie sprawę, że mieli taki zwyczaj, bywali u siebie, nocowali, spędzali ze sobą czas, to było nieuniknione, że i w ich domu musieli się pojawić, jej brat się w końcu z nimi przyjaźnił. Wybierała więc opcję najmniej dla siebie szkodliwą, po prostu unikała interakcji z jego kolegami, wydawać się mogło, że to było całkiem proste, jak widać, jak zawsze pojawiły się drobne komplikacje.
Postanowiła wyłonić się ze swojej sypialni tylko dlatego, że usłyszała głos Ellie, nie mogła przecież zignorować wizyty babci w tym miejscu, no i oczywiście, że ledwie znalazła się na dole, to i on pojawił się w progu. Nie mogło być inaczej, ciągle to się zdarzało, im bardziej próbowała unikać kontaktu, tym gorzej jej to wychodziło. Powinna była się z tym pogodzić, chociaż nie miała w zwyczaju tak łatwo się poddawać. W tym wypadku jednak nie widziała innej możliwości, naprawę się starała, ale to nie przynosiło żadnych, nawet najmniejszych efektów.
Wpatrywała się w niego dłużej niż by chciała, trudno jednak było jej tego nie robić, kiedy znajdował się przed nią w takim wydaniu, nawet z tą głupią bandaną na głowie wyglądał dobrze. W końcu dostrzegła, po dłużej chwili tę rękę i to na niej zawiesiła spojrzenie, też patrzyła na nią dłużej niż powinna, jakby w głowie już starała się zrobić listę możliwych urazów, których mógł się nabawić. Takie kalkulacje nie były dla Prue niczym nowym, jednak dawno nie oceniała poziomu jego uszkodzeń, teraz też nie powinna tego robić, a jednak tak się stało.
- Jak? - Nie mogła nie zadać tego pytania, nie wydawało jej się, aby w jej spojrzeniu było coś niewłaściwego. Jasne, zdawała sobie sprawę z tego, że robiła to dość intensywnie, ale sam stanął w progu, a od tego miała oczy, żeby patrzeć, było to całkiem proste.
Ellie przez chwilę się nie odzywała, spoglądała za to na Prudence, to na Aloysiusa i mruknęła cicho, pod nosem, krótkie mhhhhh jakby się nad czymś zastanawiała. Nic więcej, nie wtrącała się w tę wymianę zdań, ani spojrzeń, jakby wcale jej tutaj nie było.
- Co Ty nie powiesz... - Dodała jeszcze Prue. Oczywiście, że musiał sięgnąć po jakiś kąśliwy komentarz, nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił. Za każdym razem, gdy dochodziło między nimi do jakichś interakcji postępował w ten sposób. Nie było w nim już Wish'a którego uwielbiała, z którym mogła spędzać czas godzinami, bez którego nie wyobrażała sobie żadnego dnia spędzonego w Hogwarcie.
Babcia odezwała się dopiero wtedy, kiedy chłopak się z nią przywitał, zauważył jej obecność, to chwilowe zamilknięcie nie było w jej stylu, tyle, że zaczęła się nad czymś bardzo mocno zastanawiać, chyba nigdy nie widziała swojej wnuczki z takim nastawieniem do kogokolwiek i to ją zaciekawiło.
- Nie możesz być tego taki pewien, bywają sytuacje, w których samo przywiązanie nie wystarcza. - Odpowiedziała w końcu chłopakowi, widziała, że próbuje udawać, że nie rusza go to, że krwawił, próbował udawać, że wszystko jest w porządku, ale jednak nie wydawało jej się, aby do końca było. Wyciągnęła argument, który wcale nie tak łatwo było podważyć i wcale nie uważała, że nie postąpiła słusznie. Ktoś musiał spojrzeć mu na tę rękę, szkoda by było, aby faktycznie ją stracił. Odesłała Prue po apteczkę, a sama udała się do salonu. - Nie wydaje mi się chłopcze, że masz tendencje do dramatyzowania. - Rzuciła jeszcze kiedy wchodziła do pomieszczenia. Nie wyglądał na takiego, a babcia Bletchley wyczuwała naprawdę wiele, i znała się na ludziach, jak nikt inny.
Kiedy Aloysius spoglądał na wejście do salonu, Ellie spoglądała na niego mrużąc przy tym oczy, zastanawiała się nad czymś bardzo intensywnie, poprawiła dłonią swoją torebkę, którą trzymała na kolanach, po chwili postawiła ją na małym, drewnianym stoliku.
Prudence pojawiła się w pomieszczeniu kilka chwil po nich, jej nadejście zwiastował charakterystyczny dźwięk fiolek, które się o siebie obijały. Nie do końca była pewna, czego będą potrzebować, więc wzięła całą apteczkę, którą przygotowali jej rodzice na wszelki wypadek, lubili mieć każdą sytuację pod kontrolą, być gotowi na wszystko, a że w tym domu bywali nastoletni chłopcy - to nigdy nie wiadomo było, co może się wydarzyć. Musieli mieć pewność, że będą przygotowani na każdą ewentualność.
Weszła pewnym krokiem do salonu, kiedy postawiła apteczkę na stole tuż obok torebki babci, jej zawartość dość mocno łupnęła, była naprawdę ciężka, sama nie wiedziała, co do końca znajdowało się w środku. Przeniosła wzrok na babcię. - Co będzie nam potrzebne? - Ellie być może nie była medykiem, jej zainteresowania leżały raczej z dala od tej dziedziny magii, jednak wychowała dwóch synów, więc miała szansę widzieć różne urazy, których można się było nabawić w domu.
Widziała, że Loys jeszcze nie pokazał tego, jak wyglądała jego ręką, więc postanowiła się wtrącić. - Żebyśmy mogły to opatrzyć, musisz to rozwinąć. - Powiedziała, jakby to nie była najbardziej oczywista z oczywistości. Starała się brzmieć neutralnie.
- Będziesz musiał bardzo ostrożnie pokazać nam co Ci się przytrafiło, nie chciałybyśmy, abyś się tutaj wykrwawił, prawda Prue? - Zwróciła się do chłopaka, a po chwili jej spojrzenie przeniosło się na wnuczkę.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control