Tak się złożyło, że mieli wolne, mogli spędzić dzień na plaży, jakby nie znaleźli się tutaj tylko dlatego, że znalazło się jakieś zlecenie do wykonania. Byli trochę jak turyści, mogli leżeć plackiem, nic nie robić, cieszyć się swoją bliskością. Taki dzień przerwy dobrze im zrobił, nie musieli za niczym gonić, przed niczym uciekać, to niosło ze sobą swojego rodzaju ukojenie. Każdy potrzebował odpoczynku, od czasu do czasu, a jeśli mógł go zaznawać w miejscu tak malowniczym jak to, to oznaczało, że coś w swoim życiu robił dobrze, bo nie wszyscy mieli podobne okazje.
- To zależy, jeśli Twoim koszmarem jest życie wieczne, to coś z Tobą nie tak. - Dotknęła go palcem wskazującym w klatkę piersiową, jakby chciała, żeby to co powiedziała wybrzmiało bardziej, dzięki temu drobnemu gestowi. Nie sądziła, żeby dążył on do autodestrukcji, więc nie wydawało jej się to, żeby utrzymywanie go przy życiu faktycznie miało być jego koszmarem. Dość niefortunnie ułożyła słowa, ale zrobiła to celowo. Niby co innego miała powiedzieć? Była tylko jego przyjaciółką i uzdrowicielką, nie mogła korzystać z słów, które same nasuwały się na język, bo brzmiało to dużo bardziej poważnie, jak deklaracja na którą raczej nie byli gotowi, bo przecież nie byli dla siebie kimś, kto mógł o sobie mówić w ten sposób.
- Fakt, akurat Ty nie musisz się do tego przyzwyczajać, zastanawiałam się z czego to wynika, bo to jednak nie jest całkiem naturalne, chociaż może, niektórzy chyba tak mają, że wolą ciepło. - Ona należała do tych raczej pomiędzy, nie przeszkadzało jej ciepło, ale uważała, że miejsca w których panują niższe temperatury również mają swój urok, dlatego ceniła sobie to, że rzucano ich to tu, to tam. - Poświęcam Ci tyle uwagi, ile jestem w stanie, więcej się nie da, czasem po prostu umykają mi te oczywistości. - Szczególnie, kiedy znajdował się tak blisko niej, a jego dłonie przyjemnie muskały jej ciało, łatwo jej było się wtedy zapominać i nie kojarzyć faktów, chociaż tego nie dodała, wolała zwalić to na temperaturę. - No i słońce mogło mi trochę przygrzać.- Dodała jeszcze, aby jakoś się wytłumaczyć.
- Nie da się ukryć, że Wielka Brytania przy tym, co mamy teraz może wydawać się bardzo mało atrakcyjna. - Nie myślała jeszcze nad powrotem, póki co dobrze było jej w drodze, jednak nie sądziła, że to potrwa wiecznie, to raczej prawo młodości, był to ten moment w życiu, kiedy mogła pałać się takim zajęciem, a nie innym, zwiedzić trochę świata, nabrać doświadczenia, później pewnie będzie musiała zadecydować o jakiejś destynacji, miejscu, w którym osiądzie. Nie sądziła, żeby była w stanie żyć w ten sposób do swojego końca.
- Będę o tym pamiętać. - Oczywiście, że musiał podkreślić to, że wiązało się to z jak najmniejszą warstwą ubrań, odruchowo spojrzała na jego klatkę piersiową, która unosiła się i opadała z każdym jego oddechem, wpatrywała się w nią odrobinę za długo.
- Pogrążasz się. - Przeniosła wzrok na jego twarz. Wiedziała, że się z nią droczy, robiła to samo. Nie sądziła, że uważał ją za straszną-straszną, wcale nie musiał się z tego tłumaczyć, chociaż to było całkiem zabawne. - Czyli jednak, mam w sobie coś strasznego, może to wcale nie tak źle, dobrze wiedzieć, że masz do mnie słabość. Nie omieszkam tego wykorzystać w przyszłości. - Powiedziała to tak, jakby wcześniej tego nie zauważała, jakby to nie było najbardziej oczywistą rzeczą na świecie. On miał słabość do niej, a ona do niego, tak działo się od lat. Przez długi czas wokół siebie krążyli, zresztą dalej to robili, zbliżali się i oddalali, bo tak wyglądała ich codzienność, zawsze jednak kiedy znajdowali się blisko to było dla nich nawzajem miejsce chociaż na chwilę dla siebie.
To bywało mylące, zwłaszcza, że niby uznawali to za przyjaźń, a jednak nie do końca wyglądali jak para przyjaciół. Nigdy nie zdecydowali się jednak sięgnąć po coś więcej, nie zdarzył się jeszcze na to odpowiedni moment w czasie i przestrzeni, co jednak nie zmieniało faktu, że mogli korzystać z tych drobnych gestów, kiedy odnajdywali się chociaż na chwilę.
Kiedy leżeli na tej plaży bardzo łatwo przychodziła jej myśl, że mogłaby to robić codziennie, mieć go blisko siebie, spędzać z nim każdą wolną chwilę, podobało jej się to jak ze sobą współgrali, jak ich ciała zawsze odnajdywały do siebie drogę, chociaż nigdy nie pozwolili sobie na zupełne przekroczenie granicy. Mimo, że to nie leżało do końca w ramach przyjaźni, to jednak wydawało jej się właściwe, sądziła, że naprawdę jest tu dla niej miejsce, najlepsze z możliwych, nie chciała być w tym momencie nigdzie indziej, tu było jej najlepiej.
- Po pierwsze, pewnie znalazłbyś sobie nową, po drugie, oczywiście, że bym Cię ugryzła, po trzecie, to masz rację, z tym nie mogę walczyć, przyłapałam go kilka razy na tym, jak podpijał eliksiry z zapasów, nie ufałabym mu wcale. - Ustalili więc, że zgniecenie jej jak komara było raczej głupim pomysłem. - To brzmi bardzo poważnie, postaram się nigdy nie zawieść Twojego zaufania. - Zresztą robiła to od momentu, w którym stanęli ponownie na swojej drodze. Robiła co mogła, aby utrzymać go przy życiu i miało być tak zawsze, no zawsze dopóki ona będzie gdzieś obok. Kiedyś mogło się to zmienić, jednak raczej nie planowała tego w najbliższym czasie, miała go jeszcze trochę na podobne przygody.
Poruszył się nieco, kiedy musnęła go nogą, i obsypała piaskiem. - Przepraszam. - Odpowiedziała odruchowo, nie planowała tego, jakoś tak wyszło, miała świadomość, że piasek potrafił być bardzo irytujący, kiedy znajdował się tam, gdzie nie powinien. Dość szybko się poruszył, poprawił, jak zwał tak zwał, co sugerowało, że postanowił jakoś sobie z tym poradzić.
- Nigdy nie mówiłam, że to nie jest prawdą. Masz wiele zastosowań praktycznych, jesteś wygodny, dzięki Tobie skutecznie mogę unikać piasku, który jak wiemy lubi znajdywać drogę w miejsca, gdzie nie powinien się znaleźć, jak jest zimno potrafisz całkiem przyjemnie ogrzewać ciało, niczym wielki, przenośny termofor, tylko nie trzeba Cię ze sobą nosić, sam pojawiasz się obok, co powoduje, że w tym starciu masz przewagę. Pewnie znalazłoby się jeszcze więcej praktycznych zastosowań. - Być może powinna zrobić ich listę, chociaż przecież nie dlatego ciągle łaknęła tej bliskości, nie tylko dlatego cieszyła się na każde ich spotkanie, nie przez to za nim tęskniła, kiedy dzieliły ich kilometry. Łatwo było przyzwyczaić się do jego obecności, zbyt łatwo, nie mogła nie myśleć o tym, czy kiedykolwiek byłoby możliwe, że znajdą swoje miejsce na ziemi, postanowią zostać w nim na dłużej, chociaż spróbują... Musiała odsunąć od siebie te myśli, ona tego chciała, zamierzała gdzieś się zatrzymać, nie wydawało jej się jednak, aby to było jego pragnieniem. Doskonale odnajdywał się w drodze, potrzebował adrenaliny i przygód, nie wydawało jej się, aby brał pod uwagę możliwość stabilizacji, a szkoda.
- Myślisz, że mogłoby mi to zacząć przeszkadzać? - Uniosła brew, wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, przy okazji odrobinę się poruszyła, nieco poprawiła swoją nogę, która zaczęła jej spadać z jego ciała. Na pewno miał rację, bo przecież znał ją jak nikt inny, na pewno z czasem zaczęłyby ją irytować takie pytania, zdecydowanie lepiej było pozostać przy tym, co mieli teraz.
- Przecież jeśli już postępuje się w ten sposób, to nie ma sensu pytać o cokolwiek, a kiedyś ktoś pyta, to pada właśnie niezaprzeczalny argument nie miałam wyjścia i każdy jest gotowy spojrzeć na Ciebie inaczej. To działa za każdym razem. Myślę, że wcale nie uważasz tego za irytujące, tylko głupio Ci przyznać, że jest to tylko i wyłącznie przekonujące. - Oczywiście, że musiała dodać coś od siebie. Zresztą on działał w bardzo podobny sposób, nigdy nie pytał nikogo o zdanie, sięgał po to, co do niego należało, byli w tym do siebie okropnie podobni i ją też to na swój sposób w nim fascynowało.
Dostrzegła to, że spoglądał w bok, w stronę ludzi, którzy się tutaj z nimi znaleźli. Zajmowali się sobą, był to dzień, który każdy mógł spędzić jak chciał, ona wybrała najlepszą z możliwości, nie sądziła, że ktokolwiek z ich ekipy mógłby lepiej wykorzystać ten wolny czas. Uniosła się nieco, kiedy Benjy się odezwał. Nie zrobiła jednak tego gwałtownie, żeby nikt nie zauważył, że patrzą się na nich i szeptają coś sobie do uszu. Ludzie wiedzieli, że są ze sobą blisko, niektórym mogło to przeszkadzać. Zdawała sobie z tego sprawę. Oparła się teraz na nim obiema rękoma, najdyskretniej jak potrafiła posłała spojrzenie w stronę ludzi, którzy byli ich towarzyszami w niedoli.
Po chwili opadła na jego klatkę piersiową, już wszystko widziała i wiedziała, nie musiała dłużej zerkać w tamtą stronę. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, o kim mówił.
- Nie wydaje się być szkodliwy. - Przynajmniej jak do tej pory, tak na to nie patrzyła. Faktycznie kręcił się od jakiegoś czasu koło niej, ale nie był to pierwszy raz, niektórzy lubili towarzystwo kobiet, tak po prostu, bez żadnego kontekstu, nie widziała w tym niczego niewłaściwego. - Faktycznie dość często znajduje powód, żeby znaleźć się obok, ale to chyba nic takiego, nie masz się o co martwić, mogę mieć tylko jednego najlepszego przyjaciela. - Dodała jeszcze zaczepnie, nie sądziła, że do tego zmierzał, kiedy o tym wspominał, ale nie byłaby sobą, gdyby nie wykorzystała okazji na to, aby podkreślić, że to co ich łączyło było naprawdę wyjątkowe, nie wydawało jej się, aby była w stanie stworzyć podobną więź z kimś innym, zresztą nawet nie zamierzała próbować tego robić. Znali się zbyt długo, zbyt wiele o sobie wiedzieli, z tym nie dało się konkurować. Nikt nie wzbudzał w niej tak wielu emocji, za nikim równie mocno nie tęskniła. To mówiło samo za siebie.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control