14.01.2026, 10:50 ✶
– Dlaczego tylko mężczyźni? Może miałem nadzieję, że popatrzę na bijące się kobiety? – spytał Christopher, trochę żartobliwie, trochę kpiąco. Victoria niby miała rację, że częściej do bójek na przyjęciach dochodziło w wydaniu panów, zresztą raz czy dwa, także na weselu Blacków, sam w taką bójkę został wciągnięty. Czasem winił alkohol, czasem nieopacznie rzucone słowo na temat partnerki, czasem jeszcze inne emocje. Ale też doskonale wiedział, że och panie, panie gdy im zależało, naprawdę umiały rzucić się sobie do oczu. Pamiętał jako żywo, gdy przed dwoma laty dwie pokłóciły się w Domu Mody Rosierów o jedyny egzemplarz pewnej sukni tuż przed wielkim weselem, które zorganizowano w wielkim pośpiechu, i do dziś była to jedna z jego ulubionych anegdot. Oczywiście, dbając o opinię zakładu, nigdy nie podawał ich nazwisk.
– Poza tym czasem miło popatrzeć na to, jak wokół dzieje się chaos, gdy nie jesteś w żaden sposób jego częścią. Myślę, że to część natury Ślizgonów – dodał jeszcze. W sumie to częścią tej natury bywało dołączanie do chaosu albo zaczynanie go i potem patrzenie z boku… to jednak były nieistotne szczegóły.
Rosier nagle poczuł się jeszcze bardziej zrelaksowany niż ledwo chwilę temu. I tak specjalnie niczym się nie martwił, a drink tutaj tylko pomógł jeszcze bardziej, i Christopher czuł się po prostu doskonale, jakby nic nie mogło pójść nie tak. Gdyby nie moc drinka, może zdziwiłby się trochę, że Victoria pięć minut po tym, jak wrócili na salę, już chciała ją opuszczać. Może nawet zmartwiłby się, że ta ucieczka nastąpiła akurat, jak poprosił ją do tańca. Może zastanowiłby się, czy uznała, że akurat nie chce z nim tańczyć – no do czego to podobne, nie chcieć tańczyć z nim…? Albo przypomniała sobie jakąś zabawę, na której była u boku Sauriela Rookwooda i stąd ta gwałtowna reakcja – i to może nawet by się mu nie spodobało…
Ale moc absyntowego drinka, który miał paskudnie ziołowy smak, za to był świetny w relaksowaniu, sprawiła, że Rosier po prostu uniósł lekko jasną brew, co zostało skutecznie skryte przez maskę, a potem obrócił się i podążył w ślad za Victorią.
– Gorzej się poczułaś? Czy chciałabyś zostać sama? – spytał, gdy wymknęli się z ogrodów, a potem…
Potem coś zaczęło dziwnie piszczeć.
Elf usiadł na głowie Victorii, wplątał się w jej włosy i zaczął gniewnie bzyczeć, jakby to była jej wina, że jego noga zaplątała się w jej bujne loki. Chwycił za kosmyk włosów i pociągnął, cały czas „świergotając” coś dla nich niezrozumiałego, a gdy Lestrange sięgnęła ku niemu ręką, spróbował… ugryźć ją w palca. Christopher podszedł bliżej, najwyraźniej też gotów pomóc w walce z niespodziewanym gościem.
– Poza tym czasem miło popatrzeć na to, jak wokół dzieje się chaos, gdy nie jesteś w żaden sposób jego częścią. Myślę, że to część natury Ślizgonów – dodał jeszcze. W sumie to częścią tej natury bywało dołączanie do chaosu albo zaczynanie go i potem patrzenie z boku… to jednak były nieistotne szczegóły.
Rosier nagle poczuł się jeszcze bardziej zrelaksowany niż ledwo chwilę temu. I tak specjalnie niczym się nie martwił, a drink tutaj tylko pomógł jeszcze bardziej, i Christopher czuł się po prostu doskonale, jakby nic nie mogło pójść nie tak. Gdyby nie moc drinka, może zdziwiłby się trochę, że Victoria pięć minut po tym, jak wrócili na salę, już chciała ją opuszczać. Może nawet zmartwiłby się, że ta ucieczka nastąpiła akurat, jak poprosił ją do tańca. Może zastanowiłby się, czy uznała, że akurat nie chce z nim tańczyć – no do czego to podobne, nie chcieć tańczyć z nim…? Albo przypomniała sobie jakąś zabawę, na której była u boku Sauriela Rookwooda i stąd ta gwałtowna reakcja – i to może nawet by się mu nie spodobało…
Ale moc absyntowego drinka, który miał paskudnie ziołowy smak, za to był świetny w relaksowaniu, sprawiła, że Rosier po prostu uniósł lekko jasną brew, co zostało skutecznie skryte przez maskę, a potem obrócił się i podążył w ślad za Victorią.
– Gorzej się poczułaś? Czy chciałabyś zostać sama? – spytał, gdy wymknęli się z ogrodów, a potem…
Potem coś zaczęło dziwnie piszczeć.
Elf usiadł na głowie Victorii, wplątał się w jej włosy i zaczął gniewnie bzyczeć, jakby to była jej wina, że jego noga zaplątała się w jej bujne loki. Chwycił za kosmyk włosów i pociągnął, cały czas „świergotając” coś dla nich niezrozumiałego, a gdy Lestrange sięgnęła ku niemu ręką, spróbował… ugryźć ją w palca. Christopher podszedł bliżej, najwyraźniej też gotów pomóc w walce z niespodziewanym gościem.