- Mhm, jasne. - Nie brnęła w to dalej, bo miała świadomość, że spoglądała na niego dość intensywnie, dobrze było jednak wiedzieć, że porównał to do żaby, której nikt nie chciał dotknąć, w tym przypadku to było dalekie od prawdy, bo ona chciała go dotknąć, sprawdzić, jak wyglądała jego ręka, czy na pewno wszystko z nim w porządku. Zamknęła na moment oczy, musiała pozbyć się tych myśli, od dawna podobne reakcje nie miały racji bytu, nie byli już sobie bliscy, ktoś inny się pewnie teraz o niego martwił, to nie była jej rola, już nie.
- Mam masę zajęć. - Powtórzyła za nim, bo to było prawdą, na pewno znalazłaby coś ciekawszego do robienia i przynajmniej nie musiałaby go oglądać, dzięki czemu te myśli dałyby spokój, chociaż pewnie nie, miały ją męczyć jeszcze przez chwilę, wracać do niej, zawsze tak było, za każdym razem, kiedy zdarzały się ku temu okoliczności. - Ale mogą zaczekać. - Przeniosła wzrok na swoją babcię. Wiedziała, że nie pozwoli mu tak po prostu wyjść stąd nim nie spojrzy na to, co sobie zrobił. Spodziewała się tego, że wyśle ją po apteczkę. Tak naprawdę nie musiała czekać na tę prośbę, ale jednak to zrobiła, dopiero później ulotniła się z przedpokoju, w którym się znajdowała, żeby przynieść potrzebne przedmioty.
Ellie przez krótką chwilę po prostu milczała. Wyczuwała dość napiętą atmosferę, która unosiła się w powietrzu, co tylko i wyłącznie ją zaciekawiło, wiedziała, że takie podejście nie brało się znikąd, musiało mieć swoją genezę. Pamiętała też o tym, że wnuczka na początku swojej edukacji nie przestawała jej opowiadać o swoim przyjacielu, z czasem to minęło, jak widać zmieniło się zupełnie. Nie umknęło jej to, Ellie potrafiła wyciągać wnioski, zawsze widziała więcej niż wszyscy inni.
- Musimy zweryfikować, czy ten przypadek należy do większości, nie martw się, to potrwa tylko chwilę, zaraz będziesz mógł wrócić do chłopaków. - Mrugnęła do niego porozumiewawczo. Miała świadomość, że kiedy jest się młodym ciągle się gdzieś spieszy, ma się wrażenie, nieustanne, że czas ucieka przez palce, więc postanowiła uprzedzić go, że nie zamierza zajmować mu zbyt wiele czasu. Powinno się tak stać, jeśli uraz faktycznie nie był zbyt głęboki, co im sugerował, skoro miał wystarczyć tylko kawałek materiału i woda utleniona, przynajmniej jego zdaniem.
Prue pojawiła się w salonie z medykamentami, których obecność nieco zbyt mocno zaakcentowała, chciała mieć to już za sobą, im szybciej zajmą się problemem, tym szybciej Loys znajdzie się na zewnątrz, wiedziała, że i on i ona tego chcą, wyjątkowo mieli zgodność.
Zagryzła usta kiedy się odezwał, czuła, że zaczyna się irytować. Tak, była to najbardziej oczywista z oczywistości, ale nie musiał tego tak roztrząsać, próbowała być w stosunku niego neutralna, a on, on zachował się jak zawsze. Czuła, że policzki zaczynają jej płonąć, bo musiał to wyciągnąć, zawstydziła się okropnie, co można było dostrzec przez kolor jaki zaczynała nabierać jej twarz.
- Nigdy nie wiadomo, czego się po Tobie spodziewać, musisz mi wybaczyć, że nie mam zbyt wysokich oczekiwań. - Mruknęła jeszcze cicho, nie zamierzała odpuszczać, mimo, że nie znajdowali się sami. Nie chciała tego pozostawić bez komentarza, chociaż może niepotrzebnie kontynuowała ten temat.
Przeniosła wzrok na babcię, przypomniała sobie o jej obecności dopiero, kiedy ta się odezwała. - Prawda, to byłaby ogromna strata, nie wiem, jak byśmy sobie z nią poradzili. - Dodała, w jej głosie można było wyczuć ironię. Zupełnie nie bawiła jej ta sytuacja, dawno nie czuła się w swoim domu tak niezręcznie, bardzo chciałaby móc zamknąć się w swojej sypialni, jednak wszystko potoczyło się tak, a nie inaczej, do tego Ellie była tego świadkiem, pewnie zaczęłaby zadawać niewygodne pytania na temat tego, dlaczego reaguje w ten sposób, a ona nie miała siły na to, żeby jej wszystko wytłumaczyć, więc nadal stała niedaleko stolika i czekała na rozwój sytuacji.
- Podoba mi się takie nastawienie, skoro już nam to obiecałeś, to na pewno nie może być inaczej. - Ellie uśmiechnęła się do chłopaka, który w końcu zaczął rozwijać ten swój prowizoryczny bandaż. Robił to ostrożnie, powoli, nie pokazywał po sobie, że sprawia mu to dyskomfort, nawet na chwilę się nie skrzywił, chociaż przecież musiało go to boleć.
Prudence wbiła spojrzenie w jego rękę, czekała na to, aż zupełnie pozbędzie się tego materiału, była ciekawa tego, co pod nim zastaną. Leczenie od zawsze ją interesowało, niemalże od początku swojej eukacji w Hogwarcie wiedziała, czym zamierza się zajmować po tym, jak opuści zamek, przeczytała więc już w swoim dość krótkim życiu wiele ksiąg związanych z uzdrowicielstwem, jednak rzadko kiedy miała okazję stosować to, co z nich wyciągnęła w praktyce. Tutaj zresztą też się do tego nie pchała, miała być wsparciem babci, która być może nie miała żadnego specjalistycznego doświadczenia, jednak niejedno już w swoim życiu widziała.
Na jej twarzy pojawił się grymas, gdy dostrzegła w końcu jego rękę, to nie wyglądało najlepiej, nawet z takiej odległości, w której się znajdowała, nie musiała szczególnie się przyglądać ranie, by dotarło do niej, że jest paskudna i głęboka. Przeniosła wzrok na babcię, bo to ona była dorosła, to ona miała tutaj jakikolwiek autorytet.
Ellie nie zwlekała, dość szybko sięgnęła po apteczkę, przeglądała fiolki, aż w końcu wręczyła jedną z nich chłopakowi. - Zacznij od tego, będzie smakowało okropnie, ale musisz wypić całą fiolkę, aby zaczęło działać, będziesz musiał też tutaj chwilę poczekać. - Uprzedzała go o wszystkich krokach, które musieli podjąć. - Prue zanjdziesz mi maść, tą, która jest specjalnością Penny?- Zapytała, jednak Prudence wiedziała, że to pytanie nie wymagało odpowiedzi, kiwnęła więc głową, i zaczęła szukać, zajęło jej to krótką chwilę, aż w końcu mały, szklany słoiczek trafił jej w ręce.
- Pokaż rękę. - Powiedziała do Aloysius'a, poza maścią znalazła kilka gazików, i wodę utlenioną, o których sam wspominał. Musiała to najpierw zdezynfekować, jeśli ręka faktycznie nie miała mu odpaść, no, albo ta rana miała nie zacząć się babrać.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control