• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence

[12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#9
14.01.2026, 21:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.01.2026, 12:48 przez Prudence Fenwick.)  

Usłyszała jego parsknięcie, to spowodowało, że ponownie na niego spojrzała. Znowu bardzo intensywnie, najwyraźniej nie mógł się powstrzymać. Taksowała go wzrokiem przez kilkanaście sekund, nie wiedziała, co w tym było śmiesznego. Na pewno zdawał sobie sprawę z tego, że została tutaj tylko ze względy na swoja babcię, gdyby nie ona - już dawno schowałaby się w swojej sypialni, gdzie było względnie bezpiecznie. Nie przekraczali tej granicy, nie wchodzili do niej, na szczęście. To było w tej chwili najbardziej bezpieczne miejsce w całym domu. W każdym innym miejscu, mogła się nadziać na któregoś z nich, zresztą widać to było na załączonym obrazku, ledwie opuściła swój pokój, a stanęła z nim twarzą w twarz i nie mogła tak po prostu odejść, nie w tej chwili. Nie kiedy okazało się, że potrzebował pomocy, a jej babcia nie zamierzała mu odpuścić i pozwolić, aby ignorował ból.

- Daleko temu do bycia wzruszającym. - Odburknęła. Gdyby nie to, że jak zawsze wpadł w kłopoty nie musiałaby stać tak blisko niego, nie musiałaby znowu przyzwyczajać się do jego obecności. Wspomnienia minionych lat nie uderzałyby w nią z taką siłą, a chociaż chciała zapomnieć, to wiedziała, że nigdy nie będzie jej to dane, że te obrazy zostaną w niej na zawsze, w przeciwieństwie do ich przyjaźni, która też miała być na zawsze, ale nagle przestała istnieć. To było frustrujące, okropnie frustrujące, w tej chwili naprawdę żałowała, że nie może być jak wszyscy inni, że w pewnym momencie te wspomnienia wyblakną i nie będą takie wyraźne. Pamiętała wszystko, każde słowa, które padły z jego ust, każdy gest, te drobne, niby nie zauważalne rzeczy, które dla niej robił, bo wtedy się o nią troszczył. Teraz zachowywali się, jakby byli sobie zupełnie obcy, nie, nie obcy, jakby byli śmiertelnymi wrogami, a to, że żadne z nich jeszcze nie trzasnęło drzwiami było spowodowane tylko i wyłącznie obecnością w tym pomieszczeniu jej babci.

- Dziękuję za zaufanie. Postaram się to zrobić jak najszybciej, żebyś nie musiał marnować czasu na takie drobnostki. - Jak wiadomo czas był bardzo cenną walutą, szczególnie, kiedy było się takim młodym i pełnym wigoru. Ellie o tym nie zapominała. Naprawdę chciała tylko spojrzeć na jego rękę, odrobinę pomóc mu złagodzić ból, nie musiała bowiem być specjalistą, żeby wiedzieć, że mimo jego postawy, mimo tego, że starał się pokazywać, że wszystko jest z nim w porządku, to nie do końca tak było. Nie krwawiłby tak mocno nawet przy tym prowizorycznym opatrunku, który sam sobie zorganizował, trzeba było nieco bardziej specjalistycznych środków, aby mu z tym pomóc.

- Wydaje mi się, że gdyby Prudence naprawdę chciała wrócić do swoich zajęć to już by jej tutaj nie było. - Ellie wydawała się być wręcz tego pewna, że gdyby jej wnuczce naprawdę zależało na tym, żeby się stąd ulotnić, to by to zrobiła. Mogła szukać dla siebie wytłumaczenia, jednak ona wiedziała swoje. Nikt nie trzymał jej tutaj przecież siłą, postanowiła zaangażować się w te drobne zadanie z własnej woli. - Na pewno zdajesz sobie z tego sprawę. - Spojrzała na chłopaka uważnie, jakby chciała powiedzieć coś więcej, ale tego nie zrobiła. Czuła, że znał Prue bardziej niż byłby w stanie przyznać, na pewno nie bez powodu opowiadała mu o nim przez całe dwa lata wakacji, kiedy wspominała o tym, że ma najlepszego przyjaciela. Nawet jeśli wszystko mówiło, że już teraz nimi nie byli, to pewnych rzeczy się nie zapominało, one zawsze siedziały w człowieku, nawet jeśli nie chciał tego przed sobą przyznać. Pani Bletchley nie umknęła ta napięta atmosfera między młodzieżą, czuła, że musiało wydarzyć się coś większego, niestety nie miała się dowiedzieć co, a szkoda, lubiła wiedzieć, tak po prostu. Prudence jednak ostatnio stała się wyjątkowo zamknięta w sobie. - Niestety wydaje mi się, że nie obejdzie się bez apteczki, to ta gorsza wiadomość, ale nie będzie tak źle. - Dodała jeszcze, nie mogła mu tego odpuścić, naprawdę obawiała się tego, co znajdowało się pod tym bandażem, musiała mieć pewność, że będą mieć pod ręką odpowiednie medykamenty.

Chcąc nie chcąc, Prue wróciła do pomieszczenia, w którym był on. Nie zrobiła tego szczególnie dyskretnie, zresztą tak czy siak czekali na to, aż pojawi się tutaj z tą nieszczęsną apteczką. Pierwsze koty za płoty, dość szybko udało się babci namówić do do tego, żeby pozwolił im obejrzeć ranę. Może dobrze się stało, że Ellie przyszła tutaj akurat w tym momencie, inaczej pewnie by to zignorował i jeszcze mogłoby mu się stać coś poważniejszego. Nie, żeby ją to martwiło, nie powinno jej to martwić, a jednak tak się stało. Mrugnęła, bo znowu zaczęła gubić się w swoich myślach, jak zawsze kiedy Loys znajdował się gdzieś obok, nic nie mogła z tym zrobić, dobrze, że w miarę szybko się na tym złapała, głupio by było, jakby zauważyli, że odpłynęła, nie znosiła jak ktoś ją na tym przyłapywał, zwłaszcza on.

Zaczął odwijać materiał, robił to powoli, jakby wcale się nie spieszył, nie przestawała się wpatrywać w jego rękę, bo naprawdę ciekawiło ją, co znalazło się pod tym bandażem. Nie chodziło o niego, a o lekcję, którą mogła wyciągnąć, nieczęsto zdarzało się, że mogła w praktyce uczestniczyć w podobnych zadaniach. Tak, jasne, miała to być tylko lekcja, nie bez powodu jednak się skrzywiła, nie bez powodu zastanawiała się, czy bardzo go to boli, musiało boleć, tylko jak zawsze się do tego nie przyznawał, udawał bohatera, miał tendencje do ignorowania bólu, nigdy nie pokazywał, że cierpi, tym razem było podobnie. Wiedziała jednak, że musiało go boleć, mógł udawać nawet przed samym sobą, że to nic takiego, ale na pierwszy rzut oka można było dostrzec, że rana była bardzo głęboka.

- Jak zawsze myślisz, że chodzi o Ciebie... - Rzuciła jeszcze, chociaż powinna się ugryźć w język, jej babcia tu była, nie mogła o tym zapominać. - To po prostu ciekawy przypadek medyczny, gdyby ktoś inny tu siedział też bym się mu tak przyglądała. - Dodała jeszcze, jakby chciała bardzo, ale to bardzo wyjaśnić mu, że chodziło tylko i wyłącznie o to, jak wyglądała jego ręka. Nie do końca było to prawdą, chciała się upewnić, ze na pewno wszystko z nim w porządku, chociaż nie powinno jej to już obchodzić, nie mogła jednak powstrzymać dawnych nawyków.

- To jeszcze odrobinę mnie niepokoi. - Powiedziała Ellie lekkim tonem, bardzo lekkim jak na atmosferę jaka wisiała w powietrzu, nic jej nie umykało, wyczuwała to napięcie między nimi, odrobinę ją to bawiło nie wiedzieć czemu, być może widziała w tym początek jeden ze swoich powieści, tak, wpadła na nowy, całkiem błyskotliwy pomysł, który zamierzała przelać na papier.

Aloysius wypił całą zawartość fiolki bez zająknięcia. Później zaczął wyciągać rękę w kierunku Prue, była nawet zdziwiona, że tak łatwo poszło, jednak zatrzymał ją gdzieś w połowie drogi. Oczywiście, przecież nie mogło pójść zbyt prosto, nie powinna chwalić dnia przed zachodem słońca, była ciekawa, co tym razem, co znowu mu nie pasowało, na co czekał. Im szybciej opatrzy mu tę rękę, tym szybciej stąd wyjdą, naprawdę tego nie rozumiał?

No i się odezwał, tym jakże grzecznym, oficjalnym tonem, nie patrzył w jej stronę, tylko na babcię. Wiedziała, że coś jest na rzeczy, czekała więc tylko kiedy wydusi to z siebie. Ellie spoglądała na niego z ciekawością. Nawet nie drgnęła, gdy spytał, czy ona mogłaby go opatrzyć, chociaż wydawało jej się to dziwne, kiedy zaś usłyszała jego argument, zagryzła policzek od środka, żeby nie dać po sobie poznać, jak bardzo ją on rozbawił. Musiała być poważna, nie mogła nadużyć zaufania tego młodego człowieka, chociaż to co mówił było tak okropnie absurdalne, że ciężko jej się było powstrzymać usta przed samowolnym uśmiechem. Miała jednak lata doświadczenia, jakoś jej się to udało. Wpadła też na pewien pomysł, przeniosła na krótką chwilę wzrok na swoją torebkę, miała ze sobą karty, bardzo dobrze, na pewno nadarzy się okazja, aby je wykorzystać, już ona się o to postara, była ciekawa, co mówią o nich, na pewno miały wiele do powiedzenia, nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości. - W przypadku takich zranień to nawet lepiej, małe dłonie nie są mankamentem, wręcz przeciwnie, będzie delikatniejsza. - Dodała jeszcze, niby mogła to zrobić za Prudence, ale po tym co zobaczyła nie mogłaby sobie tego wybaczyć, ominęłaby ją naprawdę spora dawka rozrywki.

- Dostaniesz przyspieszoną wersję, skoro tak Ci zależy na czasie. - Po raz kolejny zrobiła się czerwona, naprawdę użył tego argumentu? Do tego powiedział, że przez drobne dłonie się ślamazarzy, to nie było miłe. Najchętniej rzuciłaby ten słoiczek, te gaziki i stąd poszła, ale wtedy by wygrał, a nie zamierzała mu tego ułatwiać nigdy.

- Pokaż tę rękę. - Powtórzyła się, tym razem jednak nie czekała na jego ruch, sama wyciągnęła dłoń, aby złapać go za rękę i nieco ją do siebie przesunąć. Zrobiła to delikatnie, mimo tego, że na jej twarzy widać było irytację, naprawdę znowu pokazał się jej z wspaniałej strony. - Nie ruszaj się. - Powiedziała jeszcze. - Będzie piekło. - Kolejna sucha informacja. Nie spoglądała na niego, nie, nie robiła tego. Skupiła się na tej ranie, którą mogła obejrzeć z bliska. Uniosła buteleczkę z wodą utlenioną, otworzyła ją i bez ostrzeżenia powoli zaczęła skraplać ranę. Kiedy woda utleniona dotknęła krwi zaczęła się pienić, co świadczyło o tym, że działała, uderzyła też w nich ta charakterystyczna woń, coś jak powietrze po burzy, chociaż w małej skali, bo tlen zaczął się uwalniać. Sięgnęła po gazik, bardzo ostrożnie zaczęła pozbywać się zaschniętej krwi, no już nie do końca zaschniętej, bo zmieniła ona konsystencję. Była skupiona, jakby przełączyła się zupełnie na inny tryb, nie zwracała uwagi na to, że to właśnie jego ręka. Po chwili odłożyła pierwszy ze słoiczków na stół i sięgnęła po ten drugi, kiedy odkręciła wieczko przyjrzała się gęstej maści, która się w nim znajdowała, jej barwa była bursztynowa, a aromat całkiem przyjemny dla nosa. Pachniała żywicą i cytrusami. Wiedziała, że powinna zadziałać, bo przecież stworzyła ją jej mama, a Penny nie miała sobie równych w tworzeniu maści, czy eliksirów. Bardzo powoli, ostrożnie, zaczęła nakładać mu ją na ranę, tak, aby pokryła jej każdy milimetr.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (2163), Benjy Fenwick (13414), Prudence Fenwick (8176)




Wiadomości w tym wątku
[12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Prudence Fenwick - 12.01.2026, 23:02
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 13.01.2026, 02:56
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Prudence Fenwick - 13.01.2026, 12:57
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 13.01.2026, 17:18
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Prudence Fenwick - 13.01.2026, 22:09
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 14.01.2026, 00:01
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Prudence Fenwick - 14.01.2026, 15:00
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 14.01.2026, 20:30
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Prudence Fenwick - 14.01.2026, 21:41
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 15.01.2026, 20:44
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Prudence Fenwick - 16.01.2026, 13:36
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 17.01.2026, 03:10
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Prudence Fenwick - 17.01.2026, 16:31
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 17.01.2026, 16:47
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Bard Beedle - 21.01.2026, 03:33
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 16.02.2026, 02:14

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa