15.01.2026, 14:47 ✶
Drżała na całym ciele. Drżała z wściekłości i z bezsilności. Drżała ze... strachu i to rozwścieczało ją najbardziej.
Łzy zaciągnęły szklistym poblaskiem złociste oczy, gdy położyła głowę na piersi Thomasa i agresywnie wczepiła w niego swoje kościste palce. To nie był zły sen. To nie był koszmar i absolutnie nic nie było w porządku. Nie kiedy przez jej usta - które umówmy się, nie były czyste i robiły bardzo, bardzo wiele nieczystych rzeczy - przeszły TAKIE SŁOWA.
Nie to było jednak problemem, a przynajmniej nie w tej chwili.
Ta sytuacja zbyt blisko leżała innej, całkiem niedawnej dla niej sytuacji. Ta sytuacja, ten brak kontroli, ten przymus widzenia, słyszenia a teraz do kurwy nędzy mówienia rzeczy...
Dłoń na plecach, trzecia dłoń, gdzie czwarta dłoń? była zapowiedzią kokonu, który mógłby ją osłonić i ochronić przed konsekwencjami, równie nagle jednak jak się pojawiła, tak zniknęła i Moody miała wrażenie, że ciepło staje się dojmującym chłodem. Wczepiła się w Figga więc mocniej, ukrywając twarz w jego koszuli. Słowa rozmowy mężczyzn falowały gdzieś jej nad głową, nie rozumiała z nich prawie nic, zbyt roztrzęsiona własnym stanem i kołowrotkiem myśli, który nie zamierzał zwalniać.
– Błagam... nie mówcie nikomu, nie chcę... nie chcę tam wracać... oni nie mogą znowu mnie tam zamknąć, wolę umrzeć, tak wolę umrzeć niż znów trafić w białe ściany tego przeklętego miejsca... – łkała chaotycznie, nie mogąc się pozbierać.
Łzy zaciągnęły szklistym poblaskiem złociste oczy, gdy położyła głowę na piersi Thomasa i agresywnie wczepiła w niego swoje kościste palce. To nie był zły sen. To nie był koszmar i absolutnie nic nie było w porządku. Nie kiedy przez jej usta - które umówmy się, nie były czyste i robiły bardzo, bardzo wiele nieczystych rzeczy - przeszły TAKIE SŁOWA.
Nie to było jednak problemem, a przynajmniej nie w tej chwili.
Ta sytuacja zbyt blisko leżała innej, całkiem niedawnej dla niej sytuacji. Ta sytuacja, ten brak kontroli, ten przymus widzenia, słyszenia a teraz do kurwy nędzy mówienia rzeczy...
Dłoń na plecach, trzecia dłoń, gdzie czwarta dłoń? była zapowiedzią kokonu, który mógłby ją osłonić i ochronić przed konsekwencjami, równie nagle jednak jak się pojawiła, tak zniknęła i Moody miała wrażenie, że ciepło staje się dojmującym chłodem. Wczepiła się w Figga więc mocniej, ukrywając twarz w jego koszuli. Słowa rozmowy mężczyzn falowały gdzieś jej nad głową, nie rozumiała z nich prawie nic, zbyt roztrzęsiona własnym stanem i kołowrotkiem myśli, który nie zamierzał zwalniać.
– Błagam... nie mówcie nikomu, nie chcę... nie chcę tam wracać... oni nie mogą znowu mnie tam zamknąć, wolę umrzeć, tak wolę umrzeć niż znów trafić w białe ściany tego przeklętego miejsca... – łkała chaotycznie, nie mogąc się pozbierać.