- Nie bez powodu ma długą tradycję, niektórzy lubią kiedy jest bezpiecznie. - Jaki był sens w tym, żeby celowo ryzykować? Nie wiedziała, nie chciała wiedzieć. Tłumaczyła sobie, że najlepsze, co dla niej jest to stałość, spokój, nie rzucanie się w oczy, bo dzięki temu nie musiała doprowadzać do żadnych konfrontacji. Tak, tłumaczyła to sobie od lat, wmawiała sobie, że tego właśnie chce, tylko, że jej czyny czasem były bardzo od tego dalekie. Nie powiedziałaby tego w głos, nie przyznawała się do tego nawet sama przed sobą, bo tak było lepiej. - Tak, wystarczy odrobine temu pomóc, a bez najmniejszego problemu uda się tego trzymać. - Starała się, aby ton jej głosu brzmiał pewnie. Naprawdę próbowała robić wszystko, aby wydawało się, że to jest dokładnie to, czego chce. Miała jednak świadomość, że już próbowała to robić, nigdy nie wychodziło, los lubił z nich drwić, stawiać na swojej drodze w momentach kiedy niekoniecznie tego chcieli. Niby zamek był ogromny, a jednak zawsze na siebie wpadali, jakoś już tak się działo. Kiedy już do tego dochodziło to niekoniecznie dało się uniknąć konfrontacji, spojrzeń, czy słów, które padały mimowolnie.
Wczorajszy wieczór zupełnie nie pasował do ich rzeczywistości. Zdawała sobie sprawę z tego, że musiało się to zdarzyć zupełnie przypadkiem, miał lepszy dzień, wyciągnął spod tych wielu warstw tę wersję, którą znała, którą lubiła, która była jej bliska, nie spodziewała się, że ona jeszcze istnieje, chociaż, czy na pewno? Ludzie nie zmieniali się aż tak, musiał po prostu bardzo mocno ukrywać to, jaki był naprawdę, może wygodniej było mu pokazywać się światu w tej postaci, nie miała pojęcia z czego to wynikało, nigdy przecież do końca nie dowiedziała się dlaczego nagle postanowił ją ignorować. Nie miała na to pytanie uzyskać odpowiedzi. Święta miały swoją magię, ale ona się skończyła, dzisiaj wszystko wracało do normalnego porządku. Wydawało jej się, że ta wczorajsza noc, wczorajszy wieczór był jakimś dziwnym powrotem do przeszłości, który tak naprawdę nie powinien mieć miejsca, nie miała pojęcia dlaczego się wydarzył, jednak nie wątpiła w to, że to nie miało się więcej powtórzyć. Musiała się z tym pogodzić, chociaż cholernie łatwo było jej przywyknąć do myśli, że mogło być między nimi dobrze.
- To prawda, od zawsze bardzo jasno pokazywałeś, co jest dla Ciebie istotne. - Tak samo jak to, że nie zastanawiał się nad metodami, które prowadziły go do celu, najważniejsze było zwycięstwo, tylko ono się liczyło, do celu po trupach, bez względu na to, czy mogło to kogoś poturbować, czy zaboleć. Proste i logiczne, wiedziała w jaki sposób działał. Nie, żeby sama była lepsza, w jej przypadku jednak gra niezgodnie z zasadami dotyczyła tylko i wyłącznie jego, wtedy zupełnie się nie zastanawiała nad swoimi metodami, lubiła mu udowadniać, że warto jest ją doceniać.
- Świadomości konsekwencji nie mogę Ci odmówić, jednak gotowość do ich ponoszenia, proszę Cię, w Twoim przypadku to tak nie działa. - Nie do końca go to dotyczyło, pochodził z rodziny, która miała swoją reputację, mógł pozwolić sobie na zdecydowanie więcej od innych. Nie uważała, żeby było do końca tak, jak mówił.
- Nie, nie każdy wchodzi do gry z własnej woli, czasem nie ma innej możliwości, nie ma wpływu na to, co do niej doprowadziło. - Po raz kolejny nie miała zamiaru się z nim zgodzić. Bywały momenty, kiedy zostawało się wciągniętym do gry, w której nie chciało się brać udziału, nie dało się tak po prostu opuścić planszy. Zapewne ktoś taki jak on nie musiał sobie z tego zdawać sprawy, bo przecież to on rozdawał karty.
- Tylko po co sprawdzać ich granice? W jakim celu? Dla zabawy? - Niby rozumiała, co miał jej do przekazania, aczkolwiek nie do końca jej to odpowiadało. Było to dla niego zabawą? Sprawdzanie, jak daleko ludzie mogą się posunąć, często w akcie desperacji podejmowało się decyzje, które wcale nie były takie oczywiste jakby się mogło wydawać.
- Na szczęście akurat go posiadam. - Nie zamierzała mówić nikomu, co między nimi zaszło, zresztą i tak nie była tego pewna. Rozejrzała się wokół, aby nikt nie dostrzegł ich razem, bo czuła, że nie chciałby tego, zresztą tak było lepiej, wiedziała, że ludzie lubili plotkować, dopisywać sobie historie, a tego zdecydowanie nie chciałaby dla siebie. Wolała trzymać się z boku, nie zwracać na siebie uwagi, to było wygodne, bardzo wygodne.
Później znaleźli się w Wielkiej Sali, ku jej niezadowoleniu, znowu znaleźli się w swoim towarzystwie z racji na to spóźnienie. Nie była szczęśliwa, wolała trzymać się od niego z daleka, na pewno w tej chwili. Nie do końca wiedziała, co się między nimi wydarzyło, czuła niepokój, a teraz kontynuowali tę dziwną rozmowę, którą rozpoczęli na korytarzu. Mogła zostać w dormitorium, to byłoby wygodniejsze.
- Oczywiście, że lepiej czujesz się w roli antagonisty, nie jestem jednak przekonana, czy masz odpowiedni zbiór cech charakteru. - Mogła ugryźć się w język, mogła tego nie mówić, ale ten chłopak, którego znała nie byłby antagonistą, nie w jej oczach. To była wygodniejsza kreacja dla niego, dla tego kim był teraz, ale nie sądziła, że faktycznie by się w niej odnalazł. Jasne, udowadniał wszystkim naokoło, jaki to nie jest zbuntowany, pokazywał, że ma gdzieś ludzi, tylko czy pod spodem nie kryło się coś więcej?
- Nie sądziłam, że przejmujesz się tym, czego oczekują od Ciebie inni, to naprawdę takie istotne? - Uniosła wzrok, przyglądała mu się przez chwilę. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że kontrola była dla niego ważna, niekoniecznie jednak docierał do niej ten argument, którego użył.
- Tak to wygląda z Twojej perspektywy, ja pozwolę sobie wierzyć w to, że mam jakiś wpływ na to, co się będzie ze mną działo, co będę robić, kogo będę wspierać. Zamierzam zostać panią swojego losu i nie dać się wykorzystywać nikomu. Dystansowanie się może na to pozwolić. - To była jej metoda - unikanie ludzi, dzięki czemu nie musiała nigdy wybierać stron, wystarczyło po prostu trzymać się od nich z daleka, naprawdę wierzyła w to, że to wystarczy, że dzięki temu będzie mogła być poza, zajmować się tym, na co będzie miała ochotę. Nie brzmiało to też, jako coś skomplikowanego, naprawdę sądziła, że da się żyć w ten sposób.
- Wiesz, że może znaleźć się ktoś, kto będzie chciał sprawdzić Twoje granice, zobaczyć do czego jesteś w stanie się posunąć, ktoś taki jak Ty, być może nawet bardziej doświadczony, wtedy nie będziesz o tym taki przekonany, życzę Ci tego, chciałabym, żeby ktoś udowodnił Ci, że to nie jest takie proste. - Nie do końca miała chęć kontynuować tę rozmowę, nie sądziła, aby mieli się dogadać, chyba magia świąt przestała na nich działać, było po wszystkim, ten poranek ją w tym upewnił.
- Dziękuję za wspólne śniadanie. - To nic, że prawie nic nie zjadła, i tak nie przełknęłaby zbyt wiele przez gardło. Uniosła się wreszcie, kiwnęła mu jeszcze głową na odchodne i ruszyła w stronę drzwi. Miała dość, musiała odespać, ogarnąć się i pogodzić z tym, że tamta noc była wyjątkiem potwierdzającym regułę.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control