Nie powinno go dziwić to, że Prudence była gotowa go wysłuchać. Nie miała w zwyczaju oceniać, wygłaszać opinii nie znając wszystkich faktów. Siedziała więc na tym dywanie i po prostu słuchała wszystkiego, co miał jej do powiedzenia. Układała to sobie w głowie, powoli, żeby mieć odpowiednie spojrzenie na całość. To było dla niej zupełnie normalne, nie widać było na jej twarzy irytacji, czy zdenerwowania, raczej zamyślenie. Spodziewała się tego, że może mieć wyjątkowe trudne doświadczenia, do tej pory mówił o tym raczej zdawkowo, prawie, że wcale, ale kiedyś musiał nadejść moment, w którym postanowił otworzyć się przed nią bardziej. Podejrzewała, że słowa ojca mogły mieć na to wpływ, nawet jeśli tam całkiem dobrze sobie z tym poradził, nie pokazał, że uderzyło w niego to tak bardzo, coś jednak zmusiło go do myślenia, coś spowodowało, że postanowił właśnie teraz opowiedzieć jej o tym. Nie bała się jego przeszłości, jaka by nie była, w końcu zdawała sobie sprawę, że jak i ona niesie swój ciężar. Nie wątpiła w to, że musiało być mu trudno, bo musiał radzić sobie ze wszystkim sam, a te demony potrafiły być naprawdę paskudne i nie dawać spokoju, miała z tym pewne doświadczenie. Niełatwo czasem było pogodzić się z tym, co się wydarzyło.
- Nie ma się więc co dziwić, że tak do tego podchodzisz, że ważne jest dla Ciebie to, aby panować nad wszystkim, co dzieje się wokół. - Nie do końca potrafiła sobie wyobrazić, jak to jest stracić zupełnie władzę nad swoim życiem, być zmuszonym do podejmowania wyłącznie złych decyzji, bo na te dobre było już zbyt późno.
Docierało do niej, skąd się to u niego brało. Nie widziała nic złego w tym, że próbował uniknąć błędów, które już kiedyś popełnił. To było całkiem normalne, doświadczenie robiło swoje, zmieniało podejście. Powodowało, że robiło się bardziej czujnym, że wiedziało się, co może doprowadzić do momentów, które mogą bardzo mocno komplikować życie, powodować niepewność i walkę o przetrwanie. Nie dziwiło jej to, że chciał mieć pełną kontrolę nad tym, co działo się w jego życiu, bo niespodzianki niekoniecznie musiały wiązać się z czymś dobrym.
- Praktycznie wygląda to nieco inaczej. - Nie każdy miał szansę podejmować takie decyzje. Życie je weryfikowało, była na takim etapie, że raczej nigdy nie zastanawiała się nad tym, czy tego chce, czy będzie chciała. Rozumiała dlaczego o to pytał, rozumiała też dlaczego miał takie zdanie na ten temat, a nie inne. Jasne, wypadało dyskutować o podobnych rzeczach przed ślubem, bo było to dość istotne, jednak skoro sama nigdy wcześniej o tym nie myślała, to czy mogła mieć w ogóle pretensje o to, że nie było to coś, czego nie chciał, skoro sama nie umiała stwierdzić, jakie ma zdanie? No nie do końca, nie wydawało jej się. Nie zamierzała stawiać go pod ścianą, teraz, czy za kilka lat i mówić mu, że to jest moment, w którym powinni pomyśleć o tym, żeby coś zmienić. Skoro tego nie chciał mogła to zaakceptować, nie sądziła, żeby jej podejście nagle miało się zmienić, raczej była stała w swoim podejściu.
Dość szybko zadała pytanie, nie przemyślała tego do końca, bo przecież wiedziała, że życie nie było kolorowe, różne przypadki się zdarzały. Zrobiło jej się głupio, że mogła pomyśleć, nawet jeśli to była tylko sekunda o tym, że zostawiłby gdzieś za sobą dziecko, bo przecież doskonale wiedziała, że nie był takim człowiekiem, właśnie dlatego go przeprosiła. Prue nie miała problemu z tym, żeby przyznawać się do nieodpowiednich reakcji, o ile była w stanie je dostrzec, a tym razem wyłapała do bardzo szybko. - Nie do końca logiczne, bo przecież wiem, jaki jesteś. - Kontynuowała. Jasne, miała prawo pytać, ale nie musiała robić tego w taki sposób, wykazała trochę za mało empatii i miała na uwadze to, żeby nieco bardziej się skupić, widzieć więcej, bo to nie było czarno-białe.
- To nie oznacza, że od razu trzeba Cię kopać. Nikt nie mówi, że jesteś panienką, ale każdy zasługuje na to, żeby go wysłuchać i okazać mu odrobinę empatii, nie ma w tym nic złego. - Dla niej było to całkiem naturalne, bywały momenty, kiedy przyzwoitość nakazywała bycie delikatnym i to był jeden z tych momentów. Otwierał się przed nią, mówił to wszystko, to chyba było całkiem normalne, że powinna zachowywać się dość subtelnie. Nie wydawało jej się, aby często się tym dzielił, nie chciała reagować w sposób przez który kolejny raz obawiałby się przyjść do niej z czymkolwiek, zresztą nie była taka. Nigdy nie brakowało jej wyrozumiałości.
- Rozumiem, że możesz mieć pewne doświadczenia... - Zaczęła mówić spokojnie, przeniosła wzrok na swoją dłon, którą właśnie przykrywała jego. Nie mogła zaakceptować tego, że sądził, że będzie w stanie go porzucić, tak po prostu, jakby to wszystko co ich łączyło nie znaczyło nic. Nawet na moment. Mówiła mu przecież, że chce być jego wsparciem. Wiedziała, że wynikało to z tego, co przeżył, ale nie do końca jej się to podobało. - ale ja jestem słowna, nie rzucam słów na wiatr, nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. Jeśli mówię, że czegoś chcę to dlatego, że faktycznie tak jest. - Najwyraźniej musiała to powtórzyć, jeśli trzeba będzie to zamierzała mu powtarzać to do momentu, w którym uwierzy w jej słowa, kiedyś w końcu musiało do niego dotrzeć, że faktycznie chciała usłyszeć wszystko, co leżało mu na sercu. Nie czuła, aby coś na niej wymuszał, nawet przez chwilę nie pojawiła się nawet drobna presja.
- Być może do tej pory nikogo nie obchodziły, ale musisz pogodzić się z myślą, że aktualnie to się zmieniło. Jesteś moim człowiekiem, moim mężem, moją rodziną. Obchodzi mnie wszystko, co dotyczy Ciebie, czy Ci się to podoba, czy nie. To się nie zmieni. - Nie miała pojęcia, czy wcześniej było inaczej, podczas jego pierwszego małżeństwa, pewnie było, inaczej nie miałby takiego podejścia. Nie potrafiła sobie wyobrazić, jak trudno musiało być mu z tą świadomością, jak to jest właściwie uważać, że nikogo się nie obchodzi, to nie brzmiało dobrze, ale coś doprowadziło go do tego, że tak mu się wydawało. Nie miał lekko, nie miał rodziny, odciął się od nich - wcale mu się nie dziwiła, nawet kiedy jeszcze istnieli w jego życiu, to raczej tylko mu dokładali, nigdy nie byli faktycznym wsparciem, później przeżył to samo z osobą, która powinna go wspierać mimo wszystko, dla której powinien być najważniejsza osobą na świecie. To mogło powodować uprzedzenia, nie dziwiło jej, że budował wokół siebie mur, że się wycofywał, wolał zamykać w sobie niż mówić. Zbyt wiele razy go zraniono.
- Nie powiedziałeś wszystkiego, ale to nie tak, że nie wiedziałam, że masz swój bagaż, zresztą nie ma się co oszukiwać i Ty i ja przeżyliśmy swoje. Wiedziałam o tym przecież. - Ich relacja rozwinęła się bardzo szybko, nie mieli zbyt wiele czasu, aby przedyskutować wszystko, co wydarzyło się w ich życiach przez ostatnią dekadę, a może i dłużej, choćby bardzo chcieli nie mieli możliwości opowiedzieć sobie o wszystkim, zresztą, czy to było takie ważne? Nikogo nie skrzywdził, nie zrobił nic złego, to raczej on przeżył zbyt wiele.
- Nie da się ukryć, że szybko dotarło do nas kim chcemy dla siebie być. - To stało się zupełnie niespodziewanie, czy mieli przestrzeń, aby odbyć tę rozmowę wcześniej? Być może, może nie, przecież od samego początku nie dawali sobie zbyt wiele czasu, mieli być tylko chwilowym przystankiem w swoich życiach, dosyć szybko dotarło do nich, że chcą czegoś zupełnie innego, ale we wrześniu jeszcze nie dopuszczali tego do siebie, nie mówili o tym, raczej przyjmowali to, co padło między nimi na samym początku. Prudence wiedziała, że zaczęło jej zależeć za bardzo, bała się o tym mówić, nie chciała wymagać, że zostanie przy niej mimo swoich naleciałości, a okazało się, że postanowili stworzyć coś na stałe, został jej mężem. Nie śmiała nawet o tym marzyć, kiedy docierać do niej zaczęło, że się w nim zakochała.
- Łatwo jest przywyknąć do jakiejś wizji świata bazując na doświadczeniach, jeśli nie spotkało Cię nic dobrego, jeśli poświęciłeś wszystko dla drugiej osoby, a skończyło się to z hukiem, to nie ma się co dziwić, że przestałeś w to wierzyć. - To był zwyczajny, ludzki odruch. Przejechał się na kimś, przejechał się na czymś, co miało być trwałe, miało być przyszłością. Nic dziwnego, że zmienił swoje podejście. - My zaczynaliśmy naukę w Akademii, a Ty w tym czasie godziłeś się z tym, że masz zostać ojcem i mężem, że masz zupełnie zmienić swoje nawyki, wziąć na siebie odpowiedzialność za innych ludzi, byłeś wtedy bardzo młody, to musiało być okropnie trudne. - Ledwie przecież skończyli Hogwart, byli na początku swojego dorosłego, świadomego życia, a on od razu został rzucony na głęboką wodę. Musiał zrezygnować ze swoich młodzieńczych marzeń. Pamiętała go z tamtego czasu, nie sądziła, że było to dla niego łatwe, musiał dostosować swoje wybory pod kogoś innego, brać go pod uwagę, a później został sam. Czy naprawdę można było się dziwić temu, że nie dopuszczał do siebie nikogo, że nie chciał się wiązać? Miał swoje traumy, poparzył się dość mocno w bardzo młodym wieku, to nie było głupim wytłumaczeniem, szukaniem wymówki, wręcz przeciwnie, dla niej było to całkiem logiczne.
Sama przecież zamknęła się w sobie, unikała ludzi po tym, jak zmarł jej narzeczony i to nie dlatego, że nie potrzebowała bliskości, bała się tego, że kolejna osoba może nie do końca zaakceptować to, jaka jest. Wolała zaszywać się w swoim mieszkaniu, nosić pierścionek zaręczynowy niczym tarczę, która miała ją chronić przed całym światem, bo tak było bezpieczniej, wygodniej - lepsze to niż kolejne rozczarowanie.
- Nie przypisywałam Ci nigdy tych stereotypów, znam Cię, wiem, że to nie są Twoje standardy, Ty taki nie jesteś. - Wiedziała, co kryło się pod maską. Szczególnie po tym, czego już się dowiedziała, po tym jak wyjaśnili sobie z czego wynikały ich niedopowiedzenia w przeszłości. To sporo jej wyjaśniło, na samym początku pojawiła się myśl, że może być tylko kolejną kobietą, która na moment wpuścił do swojego życia, jednak ich rozmowy dosyć szybko wszystko zweryfikowały. Miała co do tego pewność, nigdy nie zarzuciłaby mu, że jest inaczej. Ich historia była skomplikowana, jednak zawsze mieli do siebie sentyment, ogromny, nawet wtedy kiedy wydawało im się, że nie. Nie roztrząsała tego, nie uważała, że zmarnowali czas, musieli przeżyć swoje, by odnaleźć siebie w odpowiednim momencie.
- Nie, nie widzę takiego scenariusza, pojawiłeś się zupełnie niespodziewanie, nie sądziłam, że jeszcze będę w stanie tak reagować. Właściwie nie musiałeś nic robić, ja też nie musiałam nic robić, to po prostu się stało, jakby było najbardziej właściwą rzeczą na świecie. - Samo to, że przez lata nie dopuszczała nikogo do siebie, a tylko się pojawił pozwoliła sobie na odstępstwa. Tyle, że to był on, łatwo było się w nim zakochać, okropnie łatwo i przywyknąć do jego obecności, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie, jakby właśnie przy niej było jego miejsce, jakby tylko czekała na to, aż wróci i się odnajdą.
- Wiesz, że się tego bałam, że tylko ja to czuje, że przyszło mi to tak łatwo? - Spoglądała na niego uważnie, warto było się do tego przyznać. - Obawiałam się, że możesz tego nie chcieć, a ja wpadłam jak kamień w wodę praktycznie od razu, jak jakaś nastolatka, szybko to do mnie dotarło. - Być może stało się tak przez to, że od zawsze tliły się w niej jakieś uczucia, nawet wtedy kiedy była tą małą dziewczynką, która obiecywała mu, że na zawsze będą przyjaciółmi, wcale nie tak trudno było je znowu obudzić, i zatopić się w tym wszystkim, szczególnie kiedy on był sobą, kiedy zaczął ją do siebie dopuszczać, kiedy naprawdę zaczęło jej się wydawać, że czują się podobnie.
- Tak, w tym przypadku bardzo trudno jest wyłapać ten moment, to się po prostu stało. - Rozumiała do czego zmierzał, zdawała sobie sprawę, że wszystko wydarzyło się szybko, nie mieli zbytniej przestrzeni, aby dyskutować o tym, co nieśli na swoich barkach, nie mieli kiedy wyłożyć wszystkiego na stół.
- Na szczęście już dawno ustaliliśmy, że nie jesteśmy normalni. - Stwierdziła fakt. Próbowała brzmieć lekko, spowodować, żeby to nie było dla niego takie ciężkie. Wiedziała, że czuje się odpowiedzialny za to, co przeżył, trudno, aby było inaczej, jednak każdy miał swoją historię, swoją przeszłość, jedni mniej inni bardziej skomplikowaną, tak wyglądało życie, ona pokochała go takim jakim był, być może nie znała szczegółów, ale czy one faktycznie mogły wpłynąć na jej uczucia? - Twój bagaż to część Ciebie, a ja pragnę być z Tobą, to się ze sobą łączy, akceptuję Cię takim, jakim jesteś Benjy, kocham Cię takim jakim jesteś, tutaj nie ma co rozkładać wszystkiego na czynniki pierwsze, po prostu tak jest. Te doświadczenia Cię ukształtowały, doprowadziły do miejsca w którym teraz jesteś. - Wiedziała, że być może ciężko było mu w to uwierzyć, ale rozumiała to wszystko. Nie analizowała tego, to przyszło jej całkiem naturalnie, to było normalne - przynajmniej dla niej. - Każdy ma jakieś traumy, jedni większe, inni mniejsze, Ciebie życie nie oszczędzało, ale to nie zmienia faktu, że zasługujesz na to, żeby być kochanym, bez względu na wszystko. - Nie miała pojęcia, jak wyglądało to u niego wcześniej, musiało być ciężko, uważał się za problem, uważał swoje traumy za problem, a przecież nie powinno tak być. Potrzebował kogoś kto w końcu go wysłucha, i ona była tą osobą, była jego żoną, miała go wspierać, nie było w tym niczego dziwnego.
- Mam Cię opierdolić za to, że masz jakąś przeszłość? Proszę Cię, to byłaby hipokryzja, na pewno znajdę kiedyś lepszy powód. - Pokręciła głową, naprawdę nie sądziła, że to jest rozwiązanie. - Jasne, nie powiedziałeś mi o wszystkim, ale to się zdarza, nawet jeśli byś mi to powiedział to niczego by nie zmieniło, nie miałoby wpływu na podejmowane przeze mnie decyzje, bo tak, czy siak, bym tego chciała. - Tego... tego życia z nim. Nie sądziła, że będzie miała szansę na to, by przeżyć coś takiego, by kogoś pokochać, jakby to była najprostsza rzecz na świecie, ale on pojawił się w jej życiu i udowodnił, że to jest możliwe, przepadła bezwarunkowo i to nie miało się zmienić.
- Nie uniosę wszystkiego co Ty spierdoliłeś, ale pomogę Ci z tym, bo wystarczająco długo sam musiałeś sobie z tym radzić. Teraz jest nas dwoje, tak to wygląda. Właściwie to po prostu tu będę, zawsze będę przy Tobie, co by się nie działo, czy coś do Ciebie wróci, czy pojawi się coś innego, to zamierzam trwać przy Tobie i pomóc Ci sobie z tym poradzić. Mam wrażenie, że nie miałeś szansy tego doświadczyć. - Być może to było całkiem śmiałym stwierdzeniem, ale wywnioskowała to z tego, co jej powiedział. Miała wrażenie, że nikt nigdy nie wysłuchał go do końca, że zawsze pojawiało się jakieś ale, jakieś zarzuty, co było cholernie niesprawiedliwe. - Bo to normalne Benjy, że jeśli się kogoś kocha, to jest się gotowym być jego oparciem, to nie jest słabość, to po prostu wynika z tego, że postanowiliśmy trwać przy sobie. Mam nadzieję, że to zaakceptujesz. - Wiedziała, że miał tendencje do tego, aby ze wszystkim radzić sobie sam, zamykał się w sobie trawił to, aż jakoś udało mu się to ułożyć, jednak to już nie było potrzebne. - Nie będę Cię oceniać, co by się nie działo, nie dlatego, że się do tego zmuszam, po prostu to jest całkiem normalne. - Miała nadzieję, że zrozumie do czego zmierzała, nie chodziło o to, że czuła, że jest mu coś winna, po prostu chciała z nim być, z całym tym jego ciężarem, doświadczeniami.
- Twoja przeszłość nie jest ciężarem. - Dodała jeszcze, chociaż mogło mu się wydawać zupełnie inaczej, to ona wcale tak nie uważała.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control