Duży wpływ na te poglądy miało też pewnie towarzystwo w jakim się obracały. Stella nigdy specjalnie nie szukała aprobaty wśród mugolaków, czy czarodziejów półkrwi. Odpowiadało jej zainteresowanie czystokrwistych. W końcu to własnie głównie dla nich tworzyła, dla nich grywała koncerty, a później spędzała czas. Nigdy nie miała możliwości zbliżyć się do tych innego pochodzenia. Nawet w czasach nauki w Hogwarcie przyjaźniła się z tymi, którzy pochodzili z rodzin z wieloletnimi tradycjami. Jakoś tak się złożyło. Spory wpływ na poglądy, miało otoczenie, a Stelli było bardzo hermetyczne.
- Skoro były to uprzedzenia, które do niego żywiono, to była to poniekąd jego wina, nie sądzisz?- Miały bardzo odmienne zdanie na ten temat, nie dało się tego nie zauważyć. Stella zastanawiała się, kiedy zaczęły się tak bardzo różnić. Ona nie miała problemu z tym, aby żyć w sposób, jaki pokazali im rodzice, jej siostra zdecydowanie szukała dziury w całym. - Nie wybrał się sam, ale to, jak się wszystko potoczyło potwierdziło jedynie, że ten wybór nie był udany.- Wydawało się jej być to jasne niczym słońce.
- Tak, ale tradycje są przekazywane nam od najmłodszych lat. Jesteśmy przygotowywani, aby sprawować pieczę nad przyszłością czarodziejskiego świata. Doświadczenie naszych rodzin jest tu bardzo istotne, wiedzą, co się sprawdza, a co nie ma racji bytu. Mugolacy nie mają żadnego zaplecza, żadnego przygotowania, nie nadają się do tego wcale.- Uniosła się trochę, kiedy próbowała wytłumaczyć siostrze swój punkt widzenia.
Wzięła głęboki oddech, aby się nieco uspokoić. Nie chciała się kłócić ze starszą siostrą, nie miało to najmniejszego sensu. Bała się tylko, że ta narobi sobie wrogów mając takie poglądy. - Dla Ciebie będę, tak samo jak dla rodziców, chociaż uważam, że czas najwyższy wypuścić mnie z klatki.- Miała wrażenie, że przez to, że jest młodszą z rodzeństwa wszyscy chcieli ją ograniczać. Każdy bał się, że coś się jej stanie, chociaż tak naprawdę nie było ku temu żadnych powodów. Stella akurat robiła wszystko, aby odpowiednia strona się nią nie interesowała. - Martwi mnie jednak Clare, że tak głośno mówisz o tych mugolakach, wiesz, że tacy czarodzieje są wyłapywani? - Miała tego świadomość, w końcu przebywała w towarzystwie czystokrwistych. - Osoby, jak Ty mogą być zagrożone, na Twoim miejscu przestałabym się martwić o mnie, tylko zaczęła o siebie.- Nie miała tu nic złego na myśli, nie chciałaby, żeby Kordelii stała się krzywda. Zależało jej na siostrze, nie chciała, żeby przez swoje poglądy stało się jej coś złego. Uważała, że może zwrócić na siebie uwagę tych, którym zależy na tym, żeby czystokrwiści nie bratali się z tymi gorszymi. Miała nadzieję, że Clare otworzy oczy i dostrzeże zagrożenie, które wynikało z nie do końca odpowiednich poglądów. Nie chciała jej w końcu stracić przez coś takiego, a wiedziała, że czasem wystarczy tylko mały szczegół, aby stać się celem ludzi, którzy nie mieli skrupułów. Nie chciała, aby jej siostra dołaczyła do tych, którzy stracili życie. Była jej zbyt bliska, nie poradziłaby sobie na tym świecie bez niej. To wszystko, co mówiło wynikało z tego, że naprawdę się o nia martwiła. Może nie brzmiało to dobrze, te słowa, które wypowiadała na głos, jednak naprawdę jej zależało.