Victoria odwróciła spojrzenie od witryn sklepowych, które właśnie mijali, przyglądając im się, jakby co najmniej miała tam zobaczyć te wszystkie dzieci, które zaginęły, podobno po tym, jak kupiły bombkę by przystroić świąteczne drzewko na placyku Pokątnej. Zatrzymała się nawet na moment, patrząc teraz na Atreusa, tak jak i on przyglądał się jej, aż w końcu jedna jej brew uniosła się w górę.
– Nie – odpowiedziała w końcu. Mieli zimę, więc i ubrała się adekwatnie do panującej na zewnątrz pogody: buty, choć tak samo ciężkie jak zawsze, dopasowane do munduru, miała ocieplane. Na ramiona wsunęła grubszy płaszcz, zapięty w taki sposób, by było widać przynajmniej odznakę. No i miała rękawiczki. A w kieszeni płaszcza trzymała awaryjnie fiolkę eliksiru rozgrzewającego, gdyby jednak musiała się porozpinać, albo dęłoby tym zimnem bardziej niż przewidziała. – Na szczęście wyjrzałam rano za okno i zobaczyłam, że nadal na ulicy leży śnieg – dodała z przekąsem, po czym kiwnęła głową przed siebie, dając znak, by ruszyli. I jakby dla podkreślenia swoich słów, zachrzęściła grubą podeszwą butów o zamarznięty, twardy śnieg. – A tobie nie jest zimno? – zapytała jeszcze, całkowicie niewinnie, zerkając kątem okna na niego, trzymającego w dłoni papierosa. Widziała brak rękawiczek.
W ostatnim domu, jaki odwiedzili, nie dowiedzieli się w zasadzie nic nowego – wszyscy powtarzali to samo, a Victoria nie potrzebowała już nawet wyciągać notatnika by spisać to i owo (choć i tak to robiła, by mieć potwierdzenie na raport), bo i tak wszyscy mówili to samo: dzieci tylko kupowały bombki, żeby móc zawiesić je na choince. Tylko na moment stracili je z oczu…
– Może to były nielegalne świstokliki? – zasugerowała po chwili ciszy, kompletnie zmieniając temat rozmowy, bo jednak cały czas zastanawiała się nad tematem tej sprawy… i te dzieci. Ludzie, którzy robili krzywdę dzieciom nie mogli liczyć nawet na gram zrozumienia i wyrozumiałości Victorii, która gotowa się była zagotować ze złości i słusznego gniewu i to pomimo tej zimnej skorupy jaką była otoczona (nie dosłownie… ale aura chłodu i zdystansowania była już chyba legendarna, choć trochę mijało się to z prawdą).