• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence

[12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#13
17.01.2026, 16:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.01.2026, 19:19 przez Prudence Fenwick.)  

- Tak, są najbardziej podejrzane, trzeba mieć sporo odwagi, aby im zaufać. - Widziała po reakcji, że nie powinna dłużej ciągnąć tego tematu. Nie chciała, aby ich gość czuł się w ich towarzystwie niekomfortowo, czasem jednak trzeba było zwrócić uwagę na drobne rzeczy, które od siebie odsuwali, szczególnie kiedy chodziło o młodych ludzi. Tacy jak ona przeżyli już swoje, zaczynali dopuszczać do siebie różne możliwości, wierzyć w to, że to co najprostsze nie zawsze musi być nieprawdopodobne. - Z czasem można znaleźć w tym głębie, tylko bez pośpiechu, wystarczy dać szansę na to, aby wszystko toczyło się swoimi własnym torem. - Nie sądziła, że jej słowa będą miały w tej chwili dla niego większe znaczenie. Młodzi już tak mieli, wiedzieli swoje, musieli popełniać własne błędy, aby z czasem dotarło do nich, że można było tego wszystkiego uniknąć, nie wydawało jej się to szczególnie szkodliwe, droga do celu bywała bardzo wyboista, grunt, aby nie przestać nią podążać.

Coś musiało się wydarzyć w przeciągu tych kilku ostatnich lat, że reagowali na siebie w ten sposób. Nie miała pojęcia dokładnie co, ale ludzie nie zmieniali do siebie podejścia tak mocno bez powodu, oby poszli po rozum do głowy, bo nawet jej, widzącej te interakcję przez krótką chwilę wydawało się to być strasznie przerysowane, jakby i on i ona próbowali udowodnić sobie nawzajem, jak bardzo za sobą nie przepadają. Wiele w swoim życiu wiedziała, i dostrzegała tutaj te intensywne spojrzenia, które niosły ze sobą więcej niż tylko niechęć. Kiedyś powinni to zrozumieć, oby nie było zbyt późno, oczywiście wolała założyć bardziej optymistyczną wersję, jednak życie potrafiło być naprawdę przewrotne.

- Prawda, demokracja w praktyce, nie ma sensu z tym walczyć, nie warto. - Doszli do względnego porozumienia, co do tego, że zerkną na jego uraz, opatrzą go, dzięki czemu chłopiec będzie mógł dołączyć do swoich kolegów. Ellie uznała to za swój sukces, zresztą mało kto potrafił jej odmawiać, miała w sobie sporo uroku osobistego i odpowiednie argumenty, po które nie bała się sięgać. W tym przypadku nie mogło być inaczej.

Znaleźli się wreszcie w salonie, gdzie mogli zająć się problemem. Prudence wróciła do nich z apteczką, gotowa do działania. Czekała na to, aż Loys zacznie odwijać swój prowizoryczny bandaż, przeczuwała, że jest z nim gorzej niż sugerował, oczywiście, że się nie pomyliła, nie mogło być inaczej. Nie, żeby ją to jakoś zdziwiło, pomimo tego, że od jakiegoś czasu nie byli ze sobą blisko, to pewne odruchy się nie zmieniły, nadal miał w sobie coś z tego chłopca, który był jej całym światem, którego znała jak nikogo innego. Jedną z charakterystycznych jego cech było bagatelizowanie swojego stanu zdrowia.

Aloysius nie zająknął się, kiedy pozbywał się swojego opatrunku, chociaż musiało go to boleć, krew gdzieniegdzie zaczęła już zasychać, rana była bardzo głęboka, nadal jednak zachowywał się tak, jakby go to wcale nie ruszało, jakby nic wielkiego się nie wydarzyło, jakby to było nic takiego. Nie miała pojęcia, co musiałoby mu dolegać, żeby zaczął się skarżyć, czy nad sobą rozczulać. Nie przyjmował jednak chyba takich ewentualności pod uwagę, być może chodziło o to, że to ona przed nim stała. Na pewno nie była osobą przed którą mógłby okazywać jakąkolwiek słabość, sama starała się tego przed nim nie robić, bo taka już była ich teraźniejszość.

Reakcje jej ciała mówiły jednak same za siebie, pokazywały, że nie był jej tak bardzo obojętny jakby chciała, mimo, że starała się, żeby było inaczej. Wiedziała, że nie do końca nad tym panuje, mimo, że zależało jej na tym, aby nie patrzeć na niego w ten sposób. Nie potrafiła nic z tym zrobić, nie kiedy znajdował się tak blisko. To było skomplikowane, okropnie skomplikowane zważając na to, jak wyglądał ich stosunek do siebie. Była jednak wobec tego bezsilna, wiedziała, że to jest niewłaściwe, a jednak dosyć często wracała do tamtych dni gdy wszystko między nimi układało się w najlepszym porządku. Brakowało jej tego, pogodziła się jednak z tym, że to już nie wróci, powinna zapomnieć o przeszłości, tylko, że należała do tych osób, które nie mogły zapomnieć. Zresztą, czy na pewno chciałaby zapomnieć? Czasem dobrze było wrócić do momentu, w którym istniał ktoś, kto faktycznie się nią przejmował, kto o nią dbał, mimo, że nie miało to żadnego przełożenia na teraźniejszość, zresztą nigdy nikogo nie dopuściła tak blisko do siebie, jak wtedy jego. To też mówiło samo za siebie.

- Dobrze, że zdajesz sobie z tego sprawę, szkoda, że o tym tak często zapominasz, ale to chyba nie do końca Twoja wina. Dla Was to normalne, takie poczucie wyjątkowości. - Skomentowała jeszcze, może nie powinna, może wypadało, aby się w końcu zamknęła, ale dalej ją prowokował, dalej brzmiał tak, jakby pozjadał wszystkie rozumy, denerwowała ją ta pewność siebie. Wiedziała, że to, co powiedział było wymuszone przez jej komentarz, miała dość tej interakcji, one zawsze były okropnie męczące. Musiała wyjątkowo się skupiać, sięgać po odpowiednie słowa, aby nie pozwolić mu mieć ostatniego słowa. Był jedną z nielicznych osób, która potrafiła jej dorównać w potyczkach słownych, to sprawiało, że chętniej wchodziła w te konwersacje, bo musiała nieco się gimnastykować, jednak teraz były wakacje, oni znajdowali się w jej domu, nie miała na to siły, nie w tym miejscu, nie przy babci, która siedziała obok i udawała, że ją to nie interesuje.

Ellie uśmiechnęła się do niego ciepło. Cieszyło ją to, że chłopak nie walczył na siłę. Zgodził się na jej propozycję, mimo tego, że z początku mu się nie spodobała. Najwyraźniej była całkiem przekonująca, to tylko połechtało jej ego. Lubiła stawiać na swoim i w tym przypadku jej się to udało. - Byłoby odrobinę niegrzeczne, a jak mniemam jesteś bardzo dobrze wychowany, więc cieszę się, że postanowiłeś przystać na tę propozycję, dzięki temu wszyscy będą zadowoleni. - Tak, na pewno będą zadowoleni, już widziała ten entuzjazm na twarzach dzieciaków, nie mogła jednak odmówić sobie postawienia ich w takiej sytuacji, była ciekawa, jak rozwinie się ich rozmowa, jak wiele iskier jeszcze się tutaj pojawi. Naprawdę bawiło ją obserwowanie tego spektaklu.

- Tak, od dawna masz dziwne zapędy, nie zamierzam jednak pomagać Ci spełniać tych dziwnych fantazji. - Czuła na sobie jego wzrok, przez co policzki ponownie zaczęły ją palić, znowu przekraczał granicę, jak zawsze nie miał z tym żadnego problemu, nie przeszkadzał mu ani czas, ani miejsce, ani to, że za chwilę miała wsadzić palce w jego świeżą ranę. - Nie będzie nam potrzebne hasło bezpieczeństwa, bo na pewno się za bardzo nie wczuję. - Dodała jeszcze bardzo pewnym tonem głosu. Znała siebie, wiedziała, że jeśli w końcu będzie mogła spojrzeć na tę rękę, ocenić szkody, a później się nimi zająć to uda jej się to zrobić jak najmniejszym kosztem. Skupi się na ręce, a nie na nim i na tym palącym spojrzeniu, którym ją obdarzał. - Nie będziesz musiał nic mówić, znam Cię, na pewno wyłapię moment, w którym przestaniesz być zadowolony. - Jego komentarze, słowa brzmiały bardzo dwuznacznie, sama nie wiedziała, czy chce uczestniczyć w tej rozmowie, szczególnie przy swojej, własnej babci, jednak nie do końca spasowała, nie umiała tak po prostu zamilknąć, nie przy nim.

- Sama ją sobie wzięłam. - Zauważyła jeszcze, on nie do końca był do tego przekonany, nie zapominała o tym. - Zazwyczaj, jak czegoś chcę, to to dostaję. - Nie było to prawdą. Fakt, jeśli Prue na czymś bardzo zależało to nie miała problemu z tym, aby po to sięgać, czasem jednak pojawiał się strach, wahanie, szczególnie, gdy chodziło o niego. Z nikim, ani niczym innym nie miała tego problemu. W tej chwili też oczywiście, że chodziło o niego, bo niby chciała być daleko, a jednak gdy była blisko czuła te wszystkie emocje. Sama nie potrafiła do końca się określić.

- Jakoś mnie nie dziwi, że akurat Ty możesz uznać perfekcję za nieznośną, raczej nikt tego nie robi. - Nie było to wcale takie oczywiste. Miała swoje naleciałości, zależało jej na tym, żeby wszystko co robi było jak najbliższe idealnej wersji, po prostu wydawało jej się, że świadczy to o niej dobrze, a wbrew pozorom nie była taka obojętna na to, co mówili inni.

- Ty nie potrafisz czegoś kontrolować? - Zapytała, bo wiedziała, jakie to było dla niego ważne, zdawała sobie sprawę, że z niektórymi odruchami nie dało się nic zrobić, jednak kto jak kto, ale on raczej nigdy się do tego nie przyznawał. - Rozważę pracę z trupami, tam przynajmniej nikt nie będzie negował moich umiejętności i mnie rozpraszał. - Oczywiście, że miała zupełnie inny plan na siebie, na pewno to pamiętał, bo od początku swojej edukacji zależało jej na tym, aby zostać uzdrowicielem i pomagać ludziom, uwielbiała rozwiązywać problemy, których nie dało się rozwiązać. Liczyła na to, że kiedyś uda jej się zostać prawdziwą naukowczynią, prowadzić badania dzięki którym coś w świecie się zmieni, niekoniecznie miało to dotyczyć trupów. Łatwo się przy nim jednak rozpraszała, zbyt łatwo, za bardzo też pozwalała mu na uderzanie w jej pewność siebie. Nie wiedzieć czemu jego słowa nadal miały dla niej znaczenie, może nawet zbyt wielkie.

Nie przestawała jednak owijać jego rany bandażem, robiła to bardzo dokładnie, mimo, że chyba nie do końca mu się to podobało, nie miała zamiaru zmieniać swoich standardów przez to, że Loys gardził jej perfekcyjnością. Fakt, to był jego uraz, ale kiedy się za coś brała, to robiła to z ogromnym zaangażowaniem i tak działo się też teraz. Starała się wyważyć to, w jaki sposób materiał ściskał jego ranę, nie chciała, aby sprawiał mu dyskomfort, ale też mógł zostać zawiązany zbyt luźno, bo nie przetrwałby kolejnych godzin. Nie wątpiła w to, że ten uraz nie będzie dla niego przeszkodą, aby kontynuować zabawę z chłopakami, myślała o przyszłości, starała się przewidywać ewentualne komplikacje i działać tak, aby do nich nie dochodziło.

Jego podziękowanie zabrzmiało szczerze. Prue przeniosła więc spojrzenie na jego twarz, jakby chciała upewnić się w tym, czy jej się nie wydawało, widziała, że jej się przyglądał. Nie miała pojęcia o czym myślał, pewnie o tym, że chciałby już się podnieść i wynieść z tego salonu jak najszybciej. - To nic takiego. - Dodała jeszcze lekko, może nawet zbyt lekko, bo przecież to było coś, dawno nie pozwolili sobie być tak blisko siebie, unikali podobnych sytuacji, łatwo było przywyknąć do tego, że to mogłoby tak wyglądać. Byli kompatybilni, on pakował się w kłopoty, ona mogłaby przychodzić mu z pomocą, tyle, że to nie było im już pisane.

- Mhm, pewnie jak nabiorę wprawy, to będę działać szybciej. - W końcu były to jej początki, nie była demonem szybkości, ale naprawdę starała się wypaść jak najlepiej, oczywiście, że musiał to skomentować, nie mogło być inaczej.

- Lepiej dla Ciebie jeśli przez chwilę nie będziesz się ruszał. - Poniekąd była to prawda, odległość do werandy niby nie była zbyt wielka, ale jednak babcia Bletchley nie miała zamiaru go jednak póki co stąd wypuścić. Nie, kiedy sięgnęła już po swoje karty, taka okazja mogła się już przecież nie powtórzyć, więc chciała ją wykorzystać.

- Nie musisz w nie wierzyć chłopcze. - Znała wielu, którzy uważali, że są panami własnego losu, którzy nie wierzyli w to, że przyszłość da się przewidzieć, często życie to weryfikowało, nie wydawała się być szczególnie poruszona jego słowami. - Nie zawsze krewni wiedzą, co jest dla nas najlepsze, zresztą nie chodzi o to, że karty mają za Ciebie decydować, mogą nieco podpowiedzieć. - Ellie wyciągnęła talię ze swojej torebki, przygotowywała się do wróżenia, czy Loys tego chciał, czy nie, to został wciągnięty w plan starszej pani, mimo swojej niechęci. - Akurat mamy chwilę, żebym mogła zobaczyć, co mają Wam do przekazania.

Prue dostrzegła, że Aloysius chyba liczył na to, że pomoże mu wyperswadować babci ten pomysł, jednak tego nie zrobiła. - Będę pierwsza, jeśli się boisz. - Dodała jeszcze, próbując rzucić mu wyzwanie, wiedziała, że jeśli chodzi o niego, to ten sposób działania był najlepszy. Dziewczyna usiadła na dywanie, po turecku, wyciągnęła pięć kart, po czym ułożyła je na stole, a później spojrzała na swoją babcię, czekając na to, co ta miała jej do powiedzenia.



Rzut Tarot 1d78 - 70
Siódemka Pucharów

Rzut Tarot 1d78 - 75
Trójka Buław

Rzut Tarot 1d78 - 14
Śmierć

Rzut Tarot 1d78 - 62
Piątka Pucharów

Rzut Tarot 1d78 - 34
Dwójka Pucharów


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (2163), Benjy Fenwick (13414), Prudence Fenwick (8176)




Wiadomości w tym wątku
[12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Prudence Fenwick - 12.01.2026, 23:02
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 13.01.2026, 02:56
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Prudence Fenwick - 13.01.2026, 12:57
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 13.01.2026, 17:18
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Prudence Fenwick - 13.01.2026, 22:09
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 14.01.2026, 00:01
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Prudence Fenwick - 14.01.2026, 15:00
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 14.01.2026, 20:30
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Prudence Fenwick - 14.01.2026, 21:41
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 15.01.2026, 20:44
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Prudence Fenwick - 16.01.2026, 13:36
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 17.01.2026, 03:10
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Prudence Fenwick - 17.01.2026, 16:31
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 17.01.2026, 16:47
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Bard Beedle - 21.01.2026, 03:33
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 16.02.2026, 02:14

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa