17.01.2026, 17:07 ✶
Co? O jakim Ty liście mówisz? Stanley nie wierzył i był na skraju załamania nerwowego. Kącik ust uniósł się ku górze, a jego samego ogarnął nerwowy śmiech. Jego psychika była skraju, a cruciatus nawet nie powodował takiego uszczerbku psychiczno-fizycznego jak myśl o ewentualnym ślubie z Brenną Longbottom.
Borgin to by oddał tą całą gryfonkę Atreusowi i Anthony'emu. Ba, nawet by im dopłacił aby ją zabrali od niego. Najlepiej gdzieś na drugi koniec świata. O! Najlepiej by ją zakopali pod ziemią, bo przecież "skarby" się chowało przed innymi.
Jako, że Brenna była właśnie tak wyjątkowa, bo niczym najrzadszy diament wśród całego Ministerstwa, należało ją odizolować od społeczeństwa - oczywiście dla dobra sprawy i wszystkich.
- Ty - wskazał na nią, niedoszłą "żonę" palcem - Jesteś - specjalnie mówił powoli, aby wszystko zrozumiała - Chora - pokiwał głową na zgodę - Na głowę - postukał w swoją własną, co by lepiej to zrozumiała - Tu już lekarz nie pomoże. Za późno, więc nie rób sobie jaj z pogrzebu, Brenno - bo to był pogrzeb jego godności i jestestwa jeżeli jednak doszłoby do tego ślubu.
Najwidoczniej jego słowa nie miały większego znaczenia, bo kapłan tylko o swoim. Jakichś naukach przedmałżeńskich, jakieś Matce Księżyca. Kto to w ogóle był? Stanley miał de facto dwie matki, a żadna z nich nie nazywała się Matka, a tym bardziej Księżyca. Niech lepiej weryfikuje dane osobowe, a nie... Był trochę oburzony.
- Nie, nie, nie, nie. Ja się całkowicie nie zgadzam. Już wolę abyście mnie zamknęli w Azkabanie na dożywocie, niż mieli mnie związać z tą psychopatką - bronił się wszystkimi możliwmy sposobami - Prędzej się przyznam do wszystkiego, niż do małżeństwa z Brenną. No błagam was, jak by to wyglądało w papierach? Zresztą pół biedy z papierami, co ja powiem kolegom? - zapytał retorycznie. Nie oczekiwał od niej żadnej odpowiedzi, bo ona nie rozumiała tego. Ona się świetnie bawiła, a on tu cierpiał. Biedny Borgin.
- Zresztą pół biedy z nimi bo oni to wszystko widzą i NIKT NIE REAGUJE. To właśnie oni, koledzy od siedmiu boleści - miał do nich żal, że żaden nie reagował. W końcu widzieli jak tutaj cierpiał!
Kapłan nic sobie nie robił z jego słów i tylko kontynuował przedsięwzięcie. Czy on naprawdę myślał, że ten ślub dojdzie do skutku? Znaczy jeżeli Stanley nie zrobi za wiele... to pewnie tak. Musiał więc działać.
- Wpisuj mnie na najbliższy transport do Azkabanu, bo nie mam czasu na żadne podchody, a już na pewno nie na jakieś związki z tą o, szaloną, podłą, wredną, parszywą i Rafaello innych określeń osobą - nie żartował - Biorę wszystkie oskarżenia na siebie. Całe winy tego świata to ja ale dajcie mi tylko święty spokój od Brenny - zaproponował niejako rozwiązanie tej patowej sytuacji. Mógł wziąć wszelki grzechy na siebie - oczywiście pod warunkiem, że uwolni go to z tego koszmaru.
Teraz to jeszcze brakowało aby Lorien pojawiła się z tym swoich sądowniczym młotkiem, a ołtarz - który był przykrywką - zmienił się w salę rozpraw. Coś jak - "czy wszyscy słyszeli? Oskarżony przyznał się do winy". To by dopiero było niedorzeczne/
Próba zerwania tej wstążki, co go próbują zaklnąć w jakiś ślub z Brenną. AF
Borgin to by oddał tą całą gryfonkę Atreusowi i Anthony'emu. Ba, nawet by im dopłacił aby ją zabrali od niego. Najlepiej gdzieś na drugi koniec świata. O! Najlepiej by ją zakopali pod ziemią, bo przecież "skarby" się chowało przed innymi.
Jako, że Brenna była właśnie tak wyjątkowa, bo niczym najrzadszy diament wśród całego Ministerstwa, należało ją odizolować od społeczeństwa - oczywiście dla dobra sprawy i wszystkich.
- Ty - wskazał na nią, niedoszłą "żonę" palcem - Jesteś - specjalnie mówił powoli, aby wszystko zrozumiała - Chora - pokiwał głową na zgodę - Na głowę - postukał w swoją własną, co by lepiej to zrozumiała - Tu już lekarz nie pomoże. Za późno, więc nie rób sobie jaj z pogrzebu, Brenno - bo to był pogrzeb jego godności i jestestwa jeżeli jednak doszłoby do tego ślubu.
Najwidoczniej jego słowa nie miały większego znaczenia, bo kapłan tylko o swoim. Jakichś naukach przedmałżeńskich, jakieś Matce Księżyca. Kto to w ogóle był? Stanley miał de facto dwie matki, a żadna z nich nie nazywała się Matka, a tym bardziej Księżyca. Niech lepiej weryfikuje dane osobowe, a nie... Był trochę oburzony.
- Nie, nie, nie, nie. Ja się całkowicie nie zgadzam. Już wolę abyście mnie zamknęli w Azkabanie na dożywocie, niż mieli mnie związać z tą psychopatką - bronił się wszystkimi możliwmy sposobami - Prędzej się przyznam do wszystkiego, niż do małżeństwa z Brenną. No błagam was, jak by to wyglądało w papierach? Zresztą pół biedy z papierami, co ja powiem kolegom? - zapytał retorycznie. Nie oczekiwał od niej żadnej odpowiedzi, bo ona nie rozumiała tego. Ona się świetnie bawiła, a on tu cierpiał. Biedny Borgin.
- Zresztą pół biedy z nimi bo oni to wszystko widzą i NIKT NIE REAGUJE. To właśnie oni, koledzy od siedmiu boleści - miał do nich żal, że żaden nie reagował. W końcu widzieli jak tutaj cierpiał!
Kapłan nic sobie nie robił z jego słów i tylko kontynuował przedsięwzięcie. Czy on naprawdę myślał, że ten ślub dojdzie do skutku? Znaczy jeżeli Stanley nie zrobi za wiele... to pewnie tak. Musiał więc działać.
- Wpisuj mnie na najbliższy transport do Azkabanu, bo nie mam czasu na żadne podchody, a już na pewno nie na jakieś związki z tą o, szaloną, podłą, wredną, parszywą i Rafaello innych określeń osobą - nie żartował - Biorę wszystkie oskarżenia na siebie. Całe winy tego świata to ja ale dajcie mi tylko święty spokój od Brenny - zaproponował niejako rozwiązanie tej patowej sytuacji. Mógł wziąć wszelki grzechy na siebie - oczywiście pod warunkiem, że uwolni go to z tego koszmaru.
Teraz to jeszcze brakowało aby Lorien pojawiła się z tym swoich sądowniczym młotkiem, a ołtarz - który był przykrywką - zmienił się w salę rozpraw. Coś jak - "czy wszyscy słyszeli? Oskarżony przyznał się do winy". To by dopiero było niedorzeczne/
Próba zerwania tej wstążki, co go próbują zaklnąć w jakiś ślub z Brenną. AF
Rzut O 1d100 - 1
Krytyczna porazka
Krytyczna porazka
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972