17.01.2026, 17:31 ✶
Gdyby to nie był sen, Brenna oczywiście nie odpowiedziałaby na pytanie, bo nie potrafiła czytać w myślach. Ale że znajdowali się w centrum koszmaru, zrodzonego z lęków i być może jakiejś dziwnej nalewki, której, kto wie, Stanley mógł się opić na Nokturnie, a ona była tylko wytworem jego wyobraźni… odpowiedziała.
– Och, o tym, gdzie napisał jakieś bzdury, że masz mi powiedzieć, że musi się wreszcie wyspać, czy coś takiego. No skarbie, jak możesz nie pamiętać? – spytała z pewną przyganą, a potem bardzo, bardzo cierpliwie wysłuchała jego tyrady odnośnie tego, jak to jest chora na głowę. Nie wydawało się jednak ani by robiło to wrażenie na niej, ani by zniechęcało kapłana do udzielania ślubu: ten jedynie chrząkał co jakiś czas znacząco, jakby chciał przypomnieć, że zgromadzili się tu w konkretnym celu. Przyjaciele Stanleya też coś nie rwali się do ratunku, a jedna z druhen nawet zaczęła niecierpliwie przytupywać, wyraźnie zirytowana tym, że panicz Borgin próbował wywinąć się od ślubu w kluczowym momencie.
– Tak, rzeczywiście, trochę jestem, w końcu zgodziłam się z tobą zamieszkać w tej Głębinie. Ale nie martw się, raz dwa wprowadzimy tam nowe porządki – obiecała, uśmiechając się do niego bardzo znajomym uśmiechem. Nic w nim nie sugerowało, że w istocie wyobraża sobie, jak fajnie byłoby mu połamać nos, o czym zazwyczaj fantazjowała prawdziwa Brenna, ilekroć mówiła Stanleyowi Borginowi dzień dobry w Ministerstwie Magii. – Oczywiście, że nie możesz iść do Azkabanu, nie przed naszą podróżą poślubną, przynajmniej. Nie martw się, znajdziemy inne sposoby na to, żebyś odpokutował za grzechy. Już rozmawiałam o wszystkim z Harper, i zgodziłyśmy się, że wolontariat w schronisku dla bezdomnych wilkołaków będzie w sam raz, będziesz jej tam pomagał w każdą środę i w co drugi piątek. Jak wrócimy z wyjazdu, oczywiście – plotła Brenna i nikt ze zgromadzonych gości nie wydawał się uznawać za dziwne, że istnieje jakieś schronisko dla bezdomnych wilkołaków. – No nie dąsaj się, skarbie, w prezencie ślubnym obiecałam ci kupić plantację ogórków, pamiętasz? To będzie mój posag – dodała jeszcze czule, za nic mając to, że przyszły mąż uważa ją za podłą, okrutną i walniętą.
Ale to jeszcze nie było najgorsze.
Najgorsze było to, że gdy Stanley szarpnął za wstążkę, by ją zerwać… ręce jakoś mu się plątały i zaczął wiązać ją jeszcze mocniej, tak że jego prawa dłoń i lewa Brenny tylko zostały jeszcze dokładniej oplecione, a w dodatku skrócił odległość pomiędzy nimi. I gdy Sebastian plótł coś w jakimś obcym języku (mógł to być chiński albo łacina, ale prawdopodobnie było to po prostu coś, co brzmiało momentami podobnie do tych języków), panna młoda wykorzystała to, że węzeł skrócił się i przyciągnął ją do Stanleya.
Wolną dłoń położyła mu na karku i go pocałowała.
Oto był najgorszy koszmar w życiu Stanleya Borgina.
– Och, o tym, gdzie napisał jakieś bzdury, że masz mi powiedzieć, że musi się wreszcie wyspać, czy coś takiego. No skarbie, jak możesz nie pamiętać? – spytała z pewną przyganą, a potem bardzo, bardzo cierpliwie wysłuchała jego tyrady odnośnie tego, jak to jest chora na głowę. Nie wydawało się jednak ani by robiło to wrażenie na niej, ani by zniechęcało kapłana do udzielania ślubu: ten jedynie chrząkał co jakiś czas znacząco, jakby chciał przypomnieć, że zgromadzili się tu w konkretnym celu. Przyjaciele Stanleya też coś nie rwali się do ratunku, a jedna z druhen nawet zaczęła niecierpliwie przytupywać, wyraźnie zirytowana tym, że panicz Borgin próbował wywinąć się od ślubu w kluczowym momencie.
– Tak, rzeczywiście, trochę jestem, w końcu zgodziłam się z tobą zamieszkać w tej Głębinie. Ale nie martw się, raz dwa wprowadzimy tam nowe porządki – obiecała, uśmiechając się do niego bardzo znajomym uśmiechem. Nic w nim nie sugerowało, że w istocie wyobraża sobie, jak fajnie byłoby mu połamać nos, o czym zazwyczaj fantazjowała prawdziwa Brenna, ilekroć mówiła Stanleyowi Borginowi dzień dobry w Ministerstwie Magii. – Oczywiście, że nie możesz iść do Azkabanu, nie przed naszą podróżą poślubną, przynajmniej. Nie martw się, znajdziemy inne sposoby na to, żebyś odpokutował za grzechy. Już rozmawiałam o wszystkim z Harper, i zgodziłyśmy się, że wolontariat w schronisku dla bezdomnych wilkołaków będzie w sam raz, będziesz jej tam pomagał w każdą środę i w co drugi piątek. Jak wrócimy z wyjazdu, oczywiście – plotła Brenna i nikt ze zgromadzonych gości nie wydawał się uznawać za dziwne, że istnieje jakieś schronisko dla bezdomnych wilkołaków. – No nie dąsaj się, skarbie, w prezencie ślubnym obiecałam ci kupić plantację ogórków, pamiętasz? To będzie mój posag – dodała jeszcze czule, za nic mając to, że przyszły mąż uważa ją za podłą, okrutną i walniętą.
Ale to jeszcze nie było najgorsze.
Najgorsze było to, że gdy Stanley szarpnął za wstążkę, by ją zerwać… ręce jakoś mu się plątały i zaczął wiązać ją jeszcze mocniej, tak że jego prawa dłoń i lewa Brenny tylko zostały jeszcze dokładniej oplecione, a w dodatku skrócił odległość pomiędzy nimi. I gdy Sebastian plótł coś w jakimś obcym języku (mógł to być chiński albo łacina, ale prawdopodobnie było to po prostu coś, co brzmiało momentami podobnie do tych języków), panna młoda wykorzystała to, że węzeł skrócił się i przyciągnął ją do Stanleya.
Wolną dłoń położyła mu na karku i go pocałowała.
Oto był najgorszy koszmar w życiu Stanleya Borgina.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.