06.03.2023, 18:28 ✶
Awantura i wyrzuty, jakie po całym zajściu spadły na barki biednego Fergusa wynikały przede wszystkim z troski o niego i strachu o to, co mogłoby się wydarzyć, gdyby w porę nie udzielono mu pomocy. Nie można było winić starszego Ollivandera za reakcję na widok swojego pokiereszowanego syna, który niemal otarł się o śmierć i to w dodatku tak bezsensowną i głupią.
- Mhm, widziałam. - przyznała, gdy wspomniał że zdarzało mu się wyglądać znacznie gorzej. Raz nawet miała tą przyjemność być naocznym świadkiem. - Chyba, że nie była to twoja pierwsza akcja w takim stylu? - dodała, a kącik jej ust lekko uniósł się do góry. Być może Fergus był chodzącym nieszczęściem i miał jeszcze większą od niej zdolność do pakowania się w kłopoty?
Na dobrą sprawę, wyszedł z całego zajścia najlepiej jak się dało. W najgorszym wypadku straciłby życie lub rękę - choć czy utrata ręki byłaby tak bolesna w jego wypadku? Jako Ollivander miał nieograniczony dostęp do surowców i mógłby stworzyć sobie stworzyć zaawansowaną, magiczną protezę - czy gdyby wykonana została z odpowiedniego drewna i magicznego rdzenia, nie miałaby takich samych właściwości jak różdżka?
- Skończyła? - powtórzyła po nim, a z jej ust wyrwało się ciche, acz dokładnie słyszalne odetchnięcie z ulgą. Szybko uświadomiła sobie, jak mogło wyglądać to w oczach Ollivandera. - Z-znaczy, nie zrozum mnie źle, Florence jest niesamowitą uzdrowicielką i od nikogo chyba nie nauczyłam się więcej, niż od niej. Czasem po prostu potrafi być... - zamilkła na moment w poszukiwaniu odpowiedniego słowa. -... zbyt dużą perfekcjonistką. O ile tak to można nazwać.
Danielle miała przypadłość do pakowania się w dziwne sytuacje i to często na oczach starszej Bulstrode. A to wypadła jej z rąk fiolka eliksiru, który warzyła przez dwa tygodnie, a to zapomniała o ziołach, za które była odpowiedzialna, przez co te zaschły zbyt wcześnie i nie nadawały się do użytku. Nie śmiała o to pytać jednak coś jej podpowiadało, że bardziej doświadczona uzdrowicielka ma wyrobiony pogląd na młodszą koleżankę i na pewno nie jest to pozytywne określenie. - W takim razie jesteśmy bezpieczni. - dodała już spokojniejszym głosem, lekkim machnięciem różdżki przywołując dwie filiżanki i dzbanek świeżo zaparzonej herbaty. Dzbanek samoistnie uniósł się, napełniając obie filiżanki po sam brzeg.
- Nie ma za co, polecam się. - odpowiedziała, również pozostawiając wątpliwościom, czy mówi o wyleczeniu Fergusa, czy o poczęstowaniu go herbatą. Zajęła wygodnie miejsce, dosyć niedbałym ruchem przesuwając papiery, nad którymi wcześniej ślęczała.
Chwilę zastanowiła się nad zadanym przez niego pytaniem. Była na tyle skupiona na innych, że w sumie rzadko skupiała uwagę na własnym samopoczuciu.
- Całkiem nieźle. Pomijając fakt, że więcej jestem tutaj niż w domu, ale nie narzekam, nie przeszkadza mi to. A Brenna... jest Brenną. Jest w swoim żywiole, gdy może pomagać innym. - zauważyła, lekko wzruszając ramionami. To chyba była jedna z cech rodzinnych, którą posiadał każdy Longbottom; nikogo nie oszczędzać, pomagać wszystkim. - Nie rozmawiałyśmy o tamtym felernym dniu, jeżeli o to pytasz.- dodała szybko. - Brenn przestrzega tajemnicy zawodowej, a ja nie naciskałam na nią. - wyjaśniła. Jej brew lekko drgnęła.
- Rozmawiałeś z Castielem? - zagadnęła go, a jej ton głosu był wyjątkowo swobodny jak na temat, na który zeszła. To, że Flint będzie miał problemy było niemal jasne jak słońce; tak samo jak fakt, że żywił do Fergusa silne uczucia.
- Mhm, widziałam. - przyznała, gdy wspomniał że zdarzało mu się wyglądać znacznie gorzej. Raz nawet miała tą przyjemność być naocznym świadkiem. - Chyba, że nie była to twoja pierwsza akcja w takim stylu? - dodała, a kącik jej ust lekko uniósł się do góry. Być może Fergus był chodzącym nieszczęściem i miał jeszcze większą od niej zdolność do pakowania się w kłopoty?
Na dobrą sprawę, wyszedł z całego zajścia najlepiej jak się dało. W najgorszym wypadku straciłby życie lub rękę - choć czy utrata ręki byłaby tak bolesna w jego wypadku? Jako Ollivander miał nieograniczony dostęp do surowców i mógłby stworzyć sobie stworzyć zaawansowaną, magiczną protezę - czy gdyby wykonana została z odpowiedniego drewna i magicznego rdzenia, nie miałaby takich samych właściwości jak różdżka?
- Skończyła? - powtórzyła po nim, a z jej ust wyrwało się ciche, acz dokładnie słyszalne odetchnięcie z ulgą. Szybko uświadomiła sobie, jak mogło wyglądać to w oczach Ollivandera. - Z-znaczy, nie zrozum mnie źle, Florence jest niesamowitą uzdrowicielką i od nikogo chyba nie nauczyłam się więcej, niż od niej. Czasem po prostu potrafi być... - zamilkła na moment w poszukiwaniu odpowiedniego słowa. -... zbyt dużą perfekcjonistką. O ile tak to można nazwać.
Danielle miała przypadłość do pakowania się w dziwne sytuacje i to często na oczach starszej Bulstrode. A to wypadła jej z rąk fiolka eliksiru, który warzyła przez dwa tygodnie, a to zapomniała o ziołach, za które była odpowiedzialna, przez co te zaschły zbyt wcześnie i nie nadawały się do użytku. Nie śmiała o to pytać jednak coś jej podpowiadało, że bardziej doświadczona uzdrowicielka ma wyrobiony pogląd na młodszą koleżankę i na pewno nie jest to pozytywne określenie. - W takim razie jesteśmy bezpieczni. - dodała już spokojniejszym głosem, lekkim machnięciem różdżki przywołując dwie filiżanki i dzbanek świeżo zaparzonej herbaty. Dzbanek samoistnie uniósł się, napełniając obie filiżanki po sam brzeg.
- Nie ma za co, polecam się. - odpowiedziała, również pozostawiając wątpliwościom, czy mówi o wyleczeniu Fergusa, czy o poczęstowaniu go herbatą. Zajęła wygodnie miejsce, dosyć niedbałym ruchem przesuwając papiery, nad którymi wcześniej ślęczała.
Chwilę zastanowiła się nad zadanym przez niego pytaniem. Była na tyle skupiona na innych, że w sumie rzadko skupiała uwagę na własnym samopoczuciu.
- Całkiem nieźle. Pomijając fakt, że więcej jestem tutaj niż w domu, ale nie narzekam, nie przeszkadza mi to. A Brenna... jest Brenną. Jest w swoim żywiole, gdy może pomagać innym. - zauważyła, lekko wzruszając ramionami. To chyba była jedna z cech rodzinnych, którą posiadał każdy Longbottom; nikogo nie oszczędzać, pomagać wszystkim. - Nie rozmawiałyśmy o tamtym felernym dniu, jeżeli o to pytasz.- dodała szybko. - Brenn przestrzega tajemnicy zawodowej, a ja nie naciskałam na nią. - wyjaśniła. Jej brew lekko drgnęła.
- Rozmawiałeś z Castielem? - zagadnęła go, a jej ton głosu był wyjątkowo swobodny jak na temat, na który zeszła. To, że Flint będzie miał problemy było niemal jasne jak słońce; tak samo jak fakt, że żywił do Fergusa silne uczucia.