18.01.2026, 11:10 ✶
Błękitne tęczówki przeczesywały podłoże w poszukiwaniu grzybów. Ah, gdyby tak chociaż jedna kureczka pozwoliła, za zgodą lasu rzecz jasna, się pochwycić. Taki sos kurkowy byłby doprawdy ukoronowaniem trudnego dnia.
A jednak po kurkach śladu nie było, najmniejszego. I ciężko było stwierdzić czy to złośliwość natury czy zwyczajnie pora roku, chociaż sezon na kurki jeszcze powinien żywo trwać przez następne dwa miesiące, ciesząc zdobywców udanymi zbiorami.
Westchnęła cicho, głęboko zamyślona nad sennym marzeniem o kurkowym sosie, zupełnie nie zauważając jak Hannibal odchodzi, znikając gdzieś gdzie jej wzrok nie był w stanie go pochwycić.
-Cóż za niefart... - napomknęła jękliwie, wręcz płaczliwie, gdy na widok rudawego wyrostka z ziemi okazało się, że to kawałek urwanej huby. Jasne spojrzenie przesunęło się na towarzyszkę i już chciała pytać, plan ustalać przebiegły, jakby to pójść tropem kurek i odnaleźć ich siedzibę, gdy gwałtowny szelest zwrócił jej wzrok ku lesie.
Uniosła brwi w nagłym zdumieniu na widok Hannibala, który postanowił zgłębić naturę ściółki aż nader blisko, a z jej ust wyrwał się krótki chichot. Krótki, bo ten szybko stłumiła dłonią, wszak niegrzecznie było tak wyśmiewać się z towarzysza, który poległ podczas walki z naturą.
W ślad za Moną, która ruszyła szybko z odsieczą, podążyła ku Hannibalowi, który prezentował się dość żałośnie. Trochę jak ten porzucony na ulicy szczeniak, zdany na łaskę przechodniów.
Biernie przyglądała się udzielanej przez towarzyszkę pomocy, dopóki ta nie zerwała się gwałtownie, pozwalając Selwynowi na powrót zanurzyć się w leśnej ściółce.
Mathilda uśmiechnęła się z delikatnym rozbawieniem, aczkolwiek tym razem pamiętała, aby się nie roześmiać, mimo iż wyglądało to przezabawnie.
Ukucnęła tuż przy chłopaku, delikatnie przeczesując jego gęste włosy, jakoby chciała go pocieszyć.
-Do twarzy ci z mchem i błotem - pozwoliła sobie na, zdawałoby się, ciut uszczypliwy komentarz, ale jej roześmiane niewinnie lica zdradzały, że nic złośliwego na myśli nie miała.
Pochwyciła Hannibala za ręce, pomagając mu się podnieść, a podczas tej czynności przeniosła wzrok na ich jakże rozanieloną towarzyszkę, która dumnie ukazywała zdobyty przez siebie grzybowy artefakt.
-To doprawdy przepiękny grzyb, Mo - stwierdziła sennym, ciepłym pomrukiem, chociaż nie była pewna czy wart był utraty towarzysza na polu walki jakim był aktualnie las.
-Jednakże na sos to ciut zbyt mało, nie uważasz? Może byśmy tak.... - urwała, gdy podmokłe podłoże osunęło się pod jej stopy, a Mathilda poślizgnęła się niezdarnie, na powrót lądując z Selwynem na mokrej ściółce.
Z jej ust wyrwał się śmiech, tak żywy i dźwięczny, do złudzenia przypominający ptasi trel.
-Może nie dane nam wstać - stwierdziła rozbawiona, podnosząc się do siadu.
A jednak po kurkach śladu nie było, najmniejszego. I ciężko było stwierdzić czy to złośliwość natury czy zwyczajnie pora roku, chociaż sezon na kurki jeszcze powinien żywo trwać przez następne dwa miesiące, ciesząc zdobywców udanymi zbiorami.
Westchnęła cicho, głęboko zamyślona nad sennym marzeniem o kurkowym sosie, zupełnie nie zauważając jak Hannibal odchodzi, znikając gdzieś gdzie jej wzrok nie był w stanie go pochwycić.
-Cóż za niefart... - napomknęła jękliwie, wręcz płaczliwie, gdy na widok rudawego wyrostka z ziemi okazało się, że to kawałek urwanej huby. Jasne spojrzenie przesunęło się na towarzyszkę i już chciała pytać, plan ustalać przebiegły, jakby to pójść tropem kurek i odnaleźć ich siedzibę, gdy gwałtowny szelest zwrócił jej wzrok ku lesie.
Uniosła brwi w nagłym zdumieniu na widok Hannibala, który postanowił zgłębić naturę ściółki aż nader blisko, a z jej ust wyrwał się krótki chichot. Krótki, bo ten szybko stłumiła dłonią, wszak niegrzecznie było tak wyśmiewać się z towarzysza, który poległ podczas walki z naturą.
W ślad za Moną, która ruszyła szybko z odsieczą, podążyła ku Hannibalowi, który prezentował się dość żałośnie. Trochę jak ten porzucony na ulicy szczeniak, zdany na łaskę przechodniów.
Biernie przyglądała się udzielanej przez towarzyszkę pomocy, dopóki ta nie zerwała się gwałtownie, pozwalając Selwynowi na powrót zanurzyć się w leśnej ściółce.
Mathilda uśmiechnęła się z delikatnym rozbawieniem, aczkolwiek tym razem pamiętała, aby się nie roześmiać, mimo iż wyglądało to przezabawnie.
Ukucnęła tuż przy chłopaku, delikatnie przeczesując jego gęste włosy, jakoby chciała go pocieszyć.
-Do twarzy ci z mchem i błotem - pozwoliła sobie na, zdawałoby się, ciut uszczypliwy komentarz, ale jej roześmiane niewinnie lica zdradzały, że nic złośliwego na myśli nie miała.
Pochwyciła Hannibala za ręce, pomagając mu się podnieść, a podczas tej czynności przeniosła wzrok na ich jakże rozanieloną towarzyszkę, która dumnie ukazywała zdobyty przez siebie grzybowy artefakt.
-To doprawdy przepiękny grzyb, Mo - stwierdziła sennym, ciepłym pomrukiem, chociaż nie była pewna czy wart był utraty towarzysza na polu walki jakim był aktualnie las.
-Jednakże na sos to ciut zbyt mało, nie uważasz? Może byśmy tak.... - urwała, gdy podmokłe podłoże osunęło się pod jej stopy, a Mathilda poślizgnęła się niezdarnie, na powrót lądując z Selwynem na mokrej ściółce.
Z jej ust wyrwał się śmiech, tak żywy i dźwięczny, do złudzenia przypominający ptasi trel.
-Może nie dane nam wstać - stwierdziła rozbawiona, podnosząc się do siadu.