18.01.2026, 12:39 ✶
I tak przyszło jej się kołysać, a jednak niezbyt długo, a być może przeraźliwie krótko. Z niemałą dezorientacją skierowała wzrok w kierunku zegara, słysząc pukanie do drzwi. Zegar zaś, nieśmiałym tykaniem upomniał, że nadszedł czas wizyty.
Niemniej jednak była zdziwiona, punktualność doprawdy to bardzo piękna cecha, a jednak coraz rzadziej spotykana - szczególnie, gdy obracało się wśród barwnych postaci cierpiących na wybujałe ego.
Zeszła z huśtawki, podchodząc do drzwi, jednakże nim postanowiła otworzyć, odliczyła do trzech, aby to ukołysać plączące się w głowie natrętne myśli.
Ale tylko do trzech! Wszak niegrzecznym byłoby trzymać gościa za drzwiami dłużej niż to konieczne, szczególnie gdy ten jeszcze przed wejściem okazuje wobec nas szacunek, zjawiając się o czasie.
Drzwi ustąpiły z cichym, charakterystycznym skrzypnięciem, a lazurowe tęczówki zaraz dostrzegły swojego gościa
-Pan Prewett, jak mniemam... - ciepły, życzliwy uśmiech rozświetlił dziewczęce lica, a Quirrell otworzyła drzwi szerzej, aby wpuścić jegomościa do środka. Obserwowała go uważnie, chcąc jak najlepiej zapamiętać jego twarz, aby przypadkiem w przyszłości przez wrodzone roztargnienie nie zignorować go na ulicy, jakby przyszło im się minąć alejami horyzontalnej, a być może Przekątnej.
-Bardzo dziękuje, Drogi Panie, że znalazł Pan chwilę.... - Odsunęła się od drzwi, aby dać mu zasłużoną przestrzeń - Proszę się rozpłaszczyć, a ja przyniosę ciasteczka... kawy, herbaty? Na dworze coraz to chłodniej, jesień nie rozpieszcza... - wymruczała, starając się nie gubić pewności siebie, chociaż niezbyt dobra była w typowych rozmówkach jakimi darzyli się ludzie. Starała się bardzo, a nawet przeczytała aż dwa podręczniki z dziedziny socjologii, a jednak wciąż bywała niezręczna tudzież dziwna w oczach innych. Wskazała na wieszak, aby szanowny Basilius wiedział gdzie dokładnie ma się rozpłaszczyć. Rozpłaszczyć, to słowo zawsze wywoływało rozbawienie na twarzy Quirrell.
-Pewnie ma Pan teraz wiele pracy, tym bardziej jestem wdzięczna... - dodała, czekając aż mężczyzna zawiesi płaszcz i wyjawi czego by się napił, w końcu gościa należało ugościć, a że gości Quirrell miała niezbyt wielu toteż bardzo dbała aby ten poczuł się wystarczająco zaopiekowany. Szczególnie, że miał jej pomóc i na tą pomoc bardzo liczyła.
Niemniej jednak była zdziwiona, punktualność doprawdy to bardzo piękna cecha, a jednak coraz rzadziej spotykana - szczególnie, gdy obracało się wśród barwnych postaci cierpiących na wybujałe ego.
Zeszła z huśtawki, podchodząc do drzwi, jednakże nim postanowiła otworzyć, odliczyła do trzech, aby to ukołysać plączące się w głowie natrętne myśli.
Ale tylko do trzech! Wszak niegrzecznym byłoby trzymać gościa za drzwiami dłużej niż to konieczne, szczególnie gdy ten jeszcze przed wejściem okazuje wobec nas szacunek, zjawiając się o czasie.
Drzwi ustąpiły z cichym, charakterystycznym skrzypnięciem, a lazurowe tęczówki zaraz dostrzegły swojego gościa
-Pan Prewett, jak mniemam... - ciepły, życzliwy uśmiech rozświetlił dziewczęce lica, a Quirrell otworzyła drzwi szerzej, aby wpuścić jegomościa do środka. Obserwowała go uważnie, chcąc jak najlepiej zapamiętać jego twarz, aby przypadkiem w przyszłości przez wrodzone roztargnienie nie zignorować go na ulicy, jakby przyszło im się minąć alejami horyzontalnej, a być może Przekątnej.
-Bardzo dziękuje, Drogi Panie, że znalazł Pan chwilę.... - Odsunęła się od drzwi, aby dać mu zasłużoną przestrzeń - Proszę się rozpłaszczyć, a ja przyniosę ciasteczka... kawy, herbaty? Na dworze coraz to chłodniej, jesień nie rozpieszcza... - wymruczała, starając się nie gubić pewności siebie, chociaż niezbyt dobra była w typowych rozmówkach jakimi darzyli się ludzie. Starała się bardzo, a nawet przeczytała aż dwa podręczniki z dziedziny socjologii, a jednak wciąż bywała niezręczna tudzież dziwna w oczach innych. Wskazała na wieszak, aby szanowny Basilius wiedział gdzie dokładnie ma się rozpłaszczyć. Rozpłaszczyć, to słowo zawsze wywoływało rozbawienie na twarzy Quirrell.
-Pewnie ma Pan teraz wiele pracy, tym bardziej jestem wdzięczna... - dodała, czekając aż mężczyzna zawiesi płaszcz i wyjawi czego by się napił, w końcu gościa należało ugościć, a że gości Quirrell miała niezbyt wielu toteż bardzo dbała aby ten poczuł się wystarczająco zaopiekowany. Szczególnie, że miał jej pomóc i na tą pomoc bardzo liczyła.