18.01.2026, 13:15 ✶
Hannibal miał wrażenie, że powietrze w pomieszczeniu zgęstniało odrobinę. Jego pełne rezygnacji mrugnięcie zdawało się trafić w jakąś czułą strunę Jessiego. Drgnięcie powieki, ledwo dostrzegalne zaciśnięcie szczęki - to wszystko mogło być przypadkowe, ale napięcie w głosie, jakim rzucił między nich jedno, jedyne słowo, było oczywiste. Przynajmniej dla kogoś, kto znał go tak długo.
Kiedy Jessie przechodził za nim, Hannibal poczuł dotyk na ramieniu. Dyskretny, nieprzypadkowy… i znajomy. Czuł go na sali treningowej, kiedy instruktorzy chcieli wyodrębnić część tancerzy tak, by nie karmić wzajemnych animozji. Czuł go w klubach i pubach, kiedy jego rozmówcy składali mu bez słów niedwuznaczne propozycje.
Chodź ze mną.
Jasne było, że Jessie był wkurzony i potrzebował chwili na osobności. Jego zachowanie nie wróżyło nic dobrego, ale Hannibal i tak podniósł się ze swojego miejsca z pozorną obojętnością, bo przecież to był nieodłączny element tej gry. Nie mógł się oprzeć posłaniu Gabrielowi ostatniego spojrzenia, zanim ruszył za chłopakiem, który zdążył już zniknąć za drzwiami.
- Łazienka, Jessie? Serio? - zapytał z uśmiechem balansującym gdzieś na pograniczu sugestii i drwiny, zamykając za nimi drzwi. Spojrzał na przyjaciela, jakby chciał ocenić jego zamiary, a potem pełnym premedytacji ruchem przekręcił też łazienkowy zamek, odcinając ich od Jonathana i hrabiego dodatkowym - jakkolwiek wątłym - zabezpieczeniem. Opuszczenie bezpośredniej bliskości Montbela okazało się całkiem niezłym posunięciem. Ruch - choćby i tak nieznaczny, jak przejście z pokoju do pokoju - pozwolił choć trochę uspokoić nerwową energię buzującą pod skórą Hannibala. Wybuchowa mieszanina emocji w środku nadal pozostawała niespokojna i mętna. Sam nie wiedział do końca, co kryje się pod powierzchnią.
Głupotą byłoby oczekiwać, że ich jedna, całkiem przypadkowa noc cokolwiek znaczyła. Hannibal był pierwszy do wyśmiewania takich nadziei u innych no i przecież nie czekał na przysłowiowy telefon, sowę czy cokolwiek. A jednak… sposób, w jaki wampir przyciągał jego wzrok i jego myśli, dobitnie pokazywały, że nie pozbył się Gabriela ze swojego systemu i gdyby wiekowy drapieżca wyraził zainteresowanie…
Odłożył ten problem na później. Teraz miał inną scenę do rozegrania.
Pozycja przy drzwiach, z ręką na klamce, była bezpieczna, pozwalała tworzyć iluzję, że jest jedną nogą poza tą rozmową, poza tą sytuacją, poza celem, w jakim Jessie go tu przyprowadził. I dokładnie dlatego Hannibal musiał ją porzucić. Odetchnął i oparł się o drzwi plecami, nadal zachowując pozory nonszalancji, ale przynajmniej twarzą w twarz z Jessiem, całkiem tu i teraz. Spojrzał na niego wyczekująco. Miał kilka podejrzeń, co do jego intencji i spora część z nich wcale nie zapowiadała się miło i przyjemnie. Jasne, łazienkowe światło sprawiało, że czuł się podwójnie świadom blizny, osłoniętej jedynie włosami i (jak zwykle niedopiętą) koszulą. Palce drgnęły, ale opanował odruch sięgnięcia do szyi.
Jesteś profesjonalistą, trochę fantomowego swędzenia cię nie zabije.
Lekcje, których udzielali mu niezliczeni choreografowie i instruktorzy procentowały. Hannibal z wprawą wielu lat zignorował dyskomfort, przyjął otwartą pozycję z dłońmi swobodnie zahaczonymi o kieszenie i tylko przekrzywił nieznacznie głowę, starając się niezauważenie strząsnąć więcej włosów na odpowiednią stronę.