18.01.2026, 13:21 ✶
I tak rozrywały jej duszę na strzępki, jak sępy, triumfalnie pochylające się nad konającym stworzeniem, aby ostrym jak brzytwa dziobem uczynić ostatnie godziny żywota jeszcze nieznośniejszym, jeszcze okrutniejszym - że nawet na ostatni skowyt czy szloch, tak bezgłośny, nie ma siły wydostać się z ust.
I choć Mathilda otworzyła oczy, słysząc dźwięk tak nie pasujący do rzeczywistości w jakiej się znalazła, tak do wybudzenia była daleko.
Głos tak znajomy, tak ciepły, tak troskliwy, tak niepasujący do wszystkiego co było stare i znajome.
Quirrell zaszlochała, gdy zorientowała się, że głos ten należał do Mony, miauknęła żałośnie, wciskając się czym szybciej i czym mocniej w jej ramiona.
Oh Mo... - jęknęła w myślach, czując się jeszcze gorzej ze słowami dziewczyny na które przecież nie zasłużyła.
Oh Mo... najdroższa Mo... gdybyś ty wiedziała - szeptały rozdygotane myśli, a Mathilda poczuła się jeszcze gorzej.
Gdybyś ty wiedziała jakim ja człowiekiem byłam... jakim jestem... - ciągnęły żałobnie myśli.
I chciałaby bardzo wyrzucić z siebie każdą z tych myśli, opowiedzieć, wyznać każdy grzech i każdą winę, ale strach zaciskał dłonie na jej szyi nie pozwalając wyznać nic, prócz żałosnego płaczu.
Bo oto była najdroższa jej sercu przyjaciółka, tak niewinna i tak świetlista, słodka niczym malinowy sad, ten który w letniej porze wręcz ocieka sokiem. Tak bardzo nie chciała jej stracić, wiedząc, że prawda może odwrócić wzrok przyjaciółki na zawsze.
-Mo... - miauknęła rozpaczliwie, wciskając się w nią jeszcze mocniej. Ciepło przyjaciółki słodziło poranione serce, koiło postrzępione nerwy.
-m-miałam zły sen... - wymamrotała, gdy ciut bardziej odzyskała kontrolę nad własnym głosem. Chociaż snem by tego Quirrell nie nazwała, raczej demonami przeszłości, które cicho rechotały za zasłonami.
-P-Przepraszam, że Cię obudziłam.. - dodała, czując jak każde kolejne słowo zdaje się lżejsze, a oddech spokojniejszy, a mimo to nie chciała wysuwać się z objęć przyjaciółki czując się w nich ciepło i bezpiecznie.
Przymknęła oczy, grzecznie oddychając według wskazówek Rowle, skupiając się na jej oddechu, na biciu serca.
I choć Mathilda otworzyła oczy, słysząc dźwięk tak nie pasujący do rzeczywistości w jakiej się znalazła, tak do wybudzenia była daleko.
Głos tak znajomy, tak ciepły, tak troskliwy, tak niepasujący do wszystkiego co było stare i znajome.
Quirrell zaszlochała, gdy zorientowała się, że głos ten należał do Mony, miauknęła żałośnie, wciskając się czym szybciej i czym mocniej w jej ramiona.
Oh Mo... - jęknęła w myślach, czując się jeszcze gorzej ze słowami dziewczyny na które przecież nie zasłużyła.
Oh Mo... najdroższa Mo... gdybyś ty wiedziała - szeptały rozdygotane myśli, a Mathilda poczuła się jeszcze gorzej.
Gdybyś ty wiedziała jakim ja człowiekiem byłam... jakim jestem... - ciągnęły żałobnie myśli.
I chciałaby bardzo wyrzucić z siebie każdą z tych myśli, opowiedzieć, wyznać każdy grzech i każdą winę, ale strach zaciskał dłonie na jej szyi nie pozwalając wyznać nic, prócz żałosnego płaczu.
Bo oto była najdroższa jej sercu przyjaciółka, tak niewinna i tak świetlista, słodka niczym malinowy sad, ten który w letniej porze wręcz ocieka sokiem. Tak bardzo nie chciała jej stracić, wiedząc, że prawda może odwrócić wzrok przyjaciółki na zawsze.
-Mo... - miauknęła rozpaczliwie, wciskając się w nią jeszcze mocniej. Ciepło przyjaciółki słodziło poranione serce, koiło postrzępione nerwy.
-m-miałam zły sen... - wymamrotała, gdy ciut bardziej odzyskała kontrolę nad własnym głosem. Chociaż snem by tego Quirrell nie nazwała, raczej demonami przeszłości, które cicho rechotały za zasłonami.
-P-Przepraszam, że Cię obudziłam.. - dodała, czując jak każde kolejne słowo zdaje się lżejsze, a oddech spokojniejszy, a mimo to nie chciała wysuwać się z objęć przyjaciółki czując się w nich ciepło i bezpiecznie.
Przymknęła oczy, grzecznie oddychając według wskazówek Rowle, skupiając się na jej oddechu, na biciu serca.