18.01.2026, 21:55 ✶
Uważasz, że jestem piękny?
Hannibal przyjrzał się Jessiemu uważnie, co było dość bezowocnym przedsięwzięciem, zważywszy na to, że był środek nocy.
A może wcale nie.
Rzucił swój komentarz jako swój typowy żarcik, wpisujący się w ich dynamikę, tę, która przyczyniła się do niewybrednych komentarzy Ślizgonów wcześniej tego dnia. Potrafił docenić urodę niezależnie od płci, różnicy wieku, czy statusu, a Jessiemu nic nie brakowało w tym departamencie, ale tak naprawdę w tej chwili wcale nie chodziło o to.
Wyznanie o patrzeniu w gwiazdy z ojcem było czymś cennym i delikatnym, co Jessie zdecydował się mu powierzyć. Selwyn oczywiście znał historię rodzinną Kellych, ale takie wspomnienia, to nie było coś, czym jego przyjaciel dzielił się lekką ręką. Doceniał to, tak samo jak doceniał wrażliwość i zaufanie, jakie za tym stały.
- Widzę, że bardzo chcesz usłyszeć, jak to mówię - nadał swojemu głosowi równie żartobliwy i bezczelny ton, jak wcześniej Jessie - W tej ciemności wyglądasz całkiem niczego sobie.
“W tej ciemności” nie było widać, czy oczy Hannibala błyszczały tylko rozbawieniem, czy czymś więcej.
Zerknął raz jeszcze w dół, poza mur wieży. Jakim cudem Jessie odgadł formujący się w jego głowie plan? Nieważne - do jego realizacji i tak byłoby potrzebne więcej alkoholu, bo chyba żadna ilość kremowego piwa nie była w stanie pokonać hannibalowego lęku wysokości.
- Gdybyś miał miotłę, chyba nie oparłbym się pokusie bycia uratowanym - dobrze, że tej miotły nie było, bo to był od początku do końca blef. Hannibal gdzieś na drugim roku przekonał się (bardzo boleśnie), że latanie nie jest dla niego i prawdopodobnie taka akcja skończyłaby się obitym ego albo obitym tyłkiem, a najprawdopodobniej jednym i drugim - Ale nie jestem wystarczająco pijany.
Pociągnął z butelki. Piwem kremowym właściwie nie dało się upić, nie, kiedy miało się osiemnaście lat i nie było drobną dziewuszką o figurze wierzbowej witki.
- Mówię serio z tym Paryżem. Ustawię się i na jesieni możesz wpadać. Wyobrażasz sobie, że we wrześniu nie będziemy wsiadać do pociągu do Hogwartu? - zapatrzył się w dal. Raczej czuł się gotowy do opuszczenia szkolnych murów, jego ścieżka kariery była już od lat zdecydowana i wytyczona, a paryski czarodziejski teatr tylko czekał, by przyjąć go z otwartymi ramionami do terminu, ale trochę nostalgii jednak się w nim tliło, zwłaszcza w takich chwilach.
- Masz już w ogóle jakiś plan, co dalej?
Temat był delikatny i stresujący dla wielu uczniów, zwłaszcza niepochodzących z czystokrwistych rodów, ale Jessie nie dość, że mógł liczyć na wsparcie ojców chrzestnych (zarówno swojego, jak i swego rodzeństwa), to był w mniemaniu Hannibala tym ogarniętym kumplem, który Ma Plan.