06.03.2023, 21:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.07.2024, 10:52 przez Mirabella Plunkett.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Rozliczono - Sebastian Macmillan - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Rozliczono - Sebastian Macmillan - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Wiosna w Egipcie oznaczała zwykle głównie to, że temperatury jeszcze nie były tak nieziemsko wysokie, jak latem. Dla Europejczyka, zwłaszcza z deszczowej Anglii, jednak już w kwietniu pogoda stawała się trudna do zniesienia. Za dnia temperatury przekraczały trzydzieści stopni, a tam, gdzie rozstawiono obóz archeologiczny, były znacznie trudniejsze do zniesienia niż na obszarach nieco dalszych od pustyni. Nocą z kolei, choć rzadko spadało poniżej dziesięciu, przez kontrast zdawało się, że robi się aż nazbyt zimno.
Cathal był już tu na tyle długo, że powinien przywyknąć. I chyba w pewnym sensie przywykł, nie oznaczało to jednak, że polubił żar lejący się z nieba i wszędzie wciskający się piasek. Co gorsza ze względu na bliskość mugolskiej ekipy archeologicznej, nie było mowy o magicznych namiotach i wielu innych udogodnieniach czarodziejskiego świata. Co najwyżej drobne czary, obniżające nieco temperaturę, aquamenti rzucone ukradkiem i tym podobne…
Teraz to utrzymanie pewnych rzeczy w tajemnicy było wyjątkowe trudne. Można powiedzieć, że wizyta Sebastiana spadła Cathalowi jak z nieba, bo przez ostatnie trzy dni skupiał się głównie na znalezieniu jakiegoś egzorcysty. I miał z tym poważny problem, bo ten, którego sprowadził początkowo, okazał się oszustem. Sam oszust też chyba pożałował „transakcji”, gdy na odchodne został potraktowany klątwą.
- …taki drobny problem – mówił Cathal, kiedy oddalali się powoli od obozu, tak, że ten teraz ledwo majaczył na horyzoncie. Słońce dopiero wstawało, temperatura była więc jeszcze znośna, a piasek wciąż chłodny po nocy. Wszystko to miało zmienić się w ciągu najbliższej godziny. Na szczęście nie wybierali się daleko, a do pewnej jaskini, zamaskowanej czarami, której ekipa używała, kiedy potrzebowała spokoju od mugoli.
Jak teraz.
- Fadil zaczął mówić w staroegipskim. Nie byłoby to problemem, gdyby nie to, że zasadniczo, chociaż jest ekspertem od historii starożytnego Egiptu, to jeszcze trzy dni temu nie mówił w staroegipskim biegle i potrafił porozumiewać się po arabsku – kontynuował Shafiq, ostrożnie stawiając nogi w piachu. Rzecz jasna miał na sobie porządne buty, odpowiednie do takiej wędrówki. Jasny, lniany strój, skrywał prawie całą skórę, a kapelusz wprawdzie jeszcze nie musiał chronić przed słońcem, niemniej stanie się na pewno potrzebny podczas drogi powrotniej. – To mógłbym jeszcze znieść. Byłoby to nawet przydatne. Gorzej, że z jakichś powodów uznał Alethę za wcielenie Izydy i zapragnął oddawać jej cześć. To odrobinę dezorganizuje pracę obozu. W dodatku cały czas próbuje rzucać zaklęcia przy mugolach. Nie wychodzą mu, bo Fadil to prawie charłak, magii ma tyle, co kot napłakał, więc głównie wszyscy biorą go za wariata. Wolałabym jednak odzyskać mojego eksperta. Mówiącego po arabsku, nie bijącego czołem o piasek na widok klątwołamaczki, nie próbującego rzucać zaklęć i nie starającego się mnie udusić. Chyba za... poprzedniego życia, nigdy nie widział Europejczyka. Ewentualnie po prostu się mu nie spodobałem. W każdym razie ze względu na to, że tylko ja byłbym w stanie z nim porozmawiać, a próbuje regularnie mnie zabić, nie udało się nam ustalić, z kim mamy do czynienia.